Wywiady

DISPERSE to przykład polskiego zespołu funkcjonującego jakby poza polską sceną. Dziwne? A co powiedzielibyście na kapelę, która 'u siebie na chacie' potrafi nagrać materiał nie ustępujący, pod względem parametrów produkcyjnych, temu, co dzieje się na krążkach szlifowanych w największych, najlepiej wyposażonych zarówno w sprzęt, jak i w personel placówkach? A gdybym Wam powiedział, że w kolejce do polskiego zespołu, z propozycją długoterminowego kontraktu, grzecznie ustawił się sam Michael Berberian? Albo że obok zagranicznych wydawnictw takich jak "Bag of Bones" EUROPE czy "Driving Towards the Daylight" JOE'GO BONAMASSY, które na ziemi naszych ojców dystrybuuje Mystic Production, wkrótce pojawi się również "Living Mirrors" - czyli najnowszy album DISPERSE? Posłuchajcie, a szybko zrozumiecie o co chodzi. Znając życie nie zabraknie pewnie i tych, którzy zdecydowanie bardziej rockowy w swej formie "Journey Through the Hidden Gardens" potraktują jako punkt odniesienia i "Living Mirrors" będzie dla nich najzwyczajniej w świecie za ciężki, bądź też za bardzo metalcore'owy. Iluż fanów ma jednak KING CRIMSON, którym cały płytowy katalog grupy jawi się jako blednące z każdą kolejną pozycją spektrum elementów "In the Court of the Crimson King"?

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam! Tu Kępol. Pozdrowienia z Mrocznej Strefy! Miałem już pisać: Gratuluję nowego kontraktu (do którego to zagadnienia przejdziemy niebawem), ale przecież na o wiele większe honory zasłużyliście nagrywając nowy, wyśmienity krążek. Wiele miesięcy ciężkiej pracy? Tworząc muzykę częściej łapiecie się na tym, że ocieracie pot z czoła, czy że wspomnianym procesem się delektujecie?
DISPERSE [Jakub Żytecki]: "Powiedziałbym, że nawet kilka lat, choć ostatni rok zdecydowanie należał do najcięższych. Tworzenie materiału to ciężki proces, lecz kiedy zaczynasz dostrzegać rezultaty, czujesz, że zmierzasz w dobrym kierunku i twoje pomysły zaczynają nabierać sensu - jest to coś pięknego!"

MS.: Już "Journey Through the Hidden Gardens" - pierwszy Wasz album studyjny - zasługiwał na niemałą uwagę słuchaczy technicznie zaawansowanego, eksperymentalnego, rockowo-metalowego grania. Słuchanie "Living Mirrors" to natomiast najprawdziwsza uczta dla uszu! Odnoszę wrażenie, że profesorowie muzyki mogliby rozgryzać tę płytę długimi wieczorami, a przecież taki amator jak ja również nie wyciąga z niej ostatnio zębów! Skoro więc jesteśmy już przy owej kwestii, chcę zapytać Was o rzecz następującą: Czy opinia, jakoby płyta jakiejś kapeli była wymagająca do tego stopnia, że jej adresatem jest bardziej muzyk niż 'szary odbiorca' byłaby dla Was komplementem czy może w pewnym sensie zarzutem? Nagrać prosty, ale wyśmienity, hard rockowy krążek to przecież też nie lada wyzwanie? Jak rozumiecie pojęcie 'muzyki ambitnej'?
D.: "Jestem fanem muzyki łatwej w odbiorze i zarazem tej nieco trudniejszej. Dla mnie więc pojęcie muzyki ambitnej to zrobienie czegoś z wielu skomplikowanych tekstur, co jednak w ostatecznym rozmiarze brzmi dosyć przyswajalnie. To było zdecydowanie coś, co próbowaliśmy osiągnąć na tej płycie."

MS.: Można uogólnić, iż DISPERSE wykonuje muzykę z pogranicza rocka i metalu, w progresywnym oczywiście wydaniu. Podczas słuchania którejkolwiek z dwóch Waszych płyt moja percepcja rytmu nie próżnuje, wiele tu jednak finezji. Na pewno nie jest to coś, co można polecić wyłącznie fanom MESHUGGAH, THE CONTORTIONIST czy EPHEL DUATH. Również miłośnicy PINK FLOYD czy COLLAGE świetnie odnajdą się w tych dźwiękach. Przysłuchawszy się obu materiałom stwierdzam natomiast, że "Living Mirrors" jakby odważniej stawia stopę w kręgu czysto metalowych, czy wręcz niekiedy metalcore'owych brzmień. Czyżby dokooptowanie do składu Wojtka Famielca z technical deathmetalowego REDEMPTOR było tu decydującym czynnikiem? A może "Living Mirrors" jest po prostu bardziej skontrastowany i stąd owo wrażenie?
D.: "To, że ''Living Mirrors'' brzmi ciężej, to prawdopodobnie pewna naturalna ewolucja zespołu. Zaczęliśmy słuchać troszkę cięższej muzy niż wtedy, kiedy byliśmy nieco młodsi - może to główny powód... Wojtek zaś doszedł do zespołu kiedy materiał był skończony. Czuję jednak, że człowiek ten może mieć ogromny wpływ na to, jak muzyka DISPERSE będzie wyglądała w przyszłości. I nie koniecznie chodzi tu o deathmetalowe brzmienia [śmiech]."

MS.: Ja osobiście świetnie odnajduję się w obu, jakże umownie sprecyzowanych stylach, ale co jest bliższe Wam - prog rock czy prog metal? Fanom której z tych dwóch konwencji prędzej polecilibyście wykonywaną przez siebie muzykę, gdybyście musieli wybrać?
D.: "Ciężko mi odpowiadać na to pytanie za resztę chłopaków, ale jeśli chodzi o mnie - będzie to prog metal. Rafał i Maciek podejrzewam też dołączyliby do mojej grupy, a co do Wojtka - on słucha bluesa [śmiech]."

MS.: Zdaje się, że jesteście pierwszym zespołem wydającym się we francuskiej, szanowanej i coraz prężniej rozwijającej się Season Of Mist. Gratulacje! W czasach gdy nawet uznani muzycy mają w kraju nad Wisłą problem z wytłaczaniem nowych płyt, Wy podpisujecie papier z takim labelem! Jest to osiągnięcie, o które zabiegaliście jakoś szczególnie, czy może wysyłaliście propozycje gdzie się tylko da i ekipa Michaela Berberiana rzuciła najlepszą propozycję? Kontrakt obejmuje tylko "Living Mirrors" i promocję krążka, czy możecie liczyć na więcej?
D.: "Dziękujemy! Michael sam się do nas odezwał, choć w grze były również inne labele do których próbowaliśmy się zgłaszać. Season Of Mist ostatecznie wygrał. Kontrakt obejmuje jeszcze kilka płyt, więc chyba ugrzęźliśmy tam na dłużej [śmiech]."

MS.: Coraz więcej mówi się na temat otwartości gatunkowej włodarzy SOM. W pamięci wielu - w tym i mojej - firma zapisała się jako wydawca zespołów black i okołoblackmetalowych, podczas gdy obecnie coraz częściej w ich katalogu znaleźć można płyty CYNIC, THE DILLINGER ESCAPE PLAN, MINUSHUMAN czy wreszcie, wspomnianego już wcześniej THE CONTORTIONIST, któremu niezwykle blisko od strony stylistycznej do tego, co dzieje się na "Living Mirrors". Tak długo jak ktoś stawia na jakość - a w przypadku pana Berberiana dokładnie tak się dzieje - może się według mnie szarpnąć równie dobrze i na album popowej gwiazdki. Jak Wy postrzegacie jednak tę kwestię? Utożsamiacie się z 'tą progresywną' częścią rozpiski SOM, czy cieszycie się z kontraktu niezależnie od tego co jeszcze znaleźć można w ofercie wytwórni?
D.: "Oczywiście niesamowicie podoba nam się fakt, że znajdujemy się w wytwórni z tak imponującą liczbą świetnych bandów. Jesteśmy ich fanami od długiego czasu, szczególnie jeśli chodzi o CYNIC, THE CONTORTIONIST, czy THE DILLINGER ESCAPE PLAN, choć ten ostatni powędrował już chyba do Sumerian Records. Tak czy siak, jesteśmy z tego wszystkiego dumni i mamy nadzieję, że uda nam się kiedyś z jakąkolwiek z tych grup dzielić scenę... No... może nie z THE DILLINGER ESCAPE PLAN [śmiech]."

MS.: Kto wyda "Living Mirrors" na Polskę? Są jakieś plany związane z powyższym? Ręce od polskich wydawców umyła ostatnio MYOPIA. Jak muzycy DISPERSE postrzegają kondycję ojczystego rynku muzycznego?
D.: "Płytę w Polsce do tej pory wydawaliśmy sami, choć aktualnie nasza menadżerka finalizuje kontrakt dystrybucyjny z Mystic Production. Co do kondycji rynku muzycznego w Polsce, chyba nie jestem najlepszą osobą, która może cokolwiek powiedzieć. Jakiś czas temu po prostu odciąłem się od większości rzeczy, które tu się muzycznie dzieją. Nie zrobiłem tego nawet z premedytacją. Po prostu wszędzie indziej na świecie powstaje tyle pięknej sztuki, że ciężko zwracać uwagę na to, co dzieje się tutaj [śmiech]."

MS.: Jak wygląda promocja nowego albumu ze strony SOM? Zedytowałem kilka newsów od nich na Wasz temat. Pokusili się o coś więcej?
D.: "Promują album w różnych zagranicznych magazynach, radiach i na portalach internetowych. Planują też trasę, ale kiedy dokładnie, jak i gdzie - tego jeszcze nie wiemy."

MS.: Jednym z elementów promocji "Living Mirrors" jest z całą pewnością teledysk do - nie licząc wyśmienitego, instrumentalnego intro "Dancing With Endless Love" - pierwszego na jego trackliście "Enigma of Abode". Jak współpracowało się z Red Pig Productions? Tak z czystej ciekawości - bardzo droga jest taka 'impreza'?
D.: "Ciekawe doświadczenie. Dużo ciężkiej pracy, od rana do wieczora! Czy droga? Nie obrażając nikogo, chciałbym powiedzieć, że mogłaby być tańsza [śmiech]."

MS.: Ciężko rozgryźć mi to 'racjonalnie', ale klip do "Enigma of Abode" wygląda szalenie 'progresywnie'. Obraz świetnie oddaje modernistyczny charakter Waszej muzyki. Widać, że uchwycono Was przede wszystkim jako instrumentalistów. Nie jest to w każdym bądź razie teledysk będący narzędziem ideologicznego przekazu, czy też taki, w którym wyraźnie uwypuklono by jakiś fabularny koncept. O dokładnie taki efekt Wam chodziło? Wyciągnęliście z teczki jakieś wytyczne, czy to panowie z Red Pig sami domyślili się co mają robić?
D.: "Nie mieliśmy zamiaru przekazywać tu jakiejkolwiek fabuły, miała to być po prostu swego rodzaju wizualna wariacja. Panowie z Red Pig mieli dużo ciekawych pomysłów, mowa tu przede wszystkim o mastermindzie ekipy - Marcinie Halerzu. Ostatecznie, wymienialiśmy się z nim konceptami i wspólnie próbowaliśmy znaleźć jakieś kompromisy."

MS.: Przyznam szczerze, że chwilami mam dosyć całego tego 'wirtuozerstwa' i innej, dźwiękowej kombinatoryki, gdyż nie zawsze jawią mi się one jako wiarygodne i uzasadnione. "Living Mirrors" aż kipi od wszelkiego rodzaju popisów instrumentalnych, słychać w nich jednak niczym nieskrępowaną radość z grania i prawdziwą frajdę z wyginania riffów, łamania rytmu itp. Gitarowe partie ("Profane the Ground", "Touching the Golden Cloud"!) to na tym krążku prawdziwie wyśmienita rzecz, choć dokładnie to samo powiedzieć można o śladach innych instrumentów. Wątpię jednak, by bez takiej a nie innej oprawy produkcyjnej było to aż tak łatwo odczuwalne. Z kim i gdzie nagrywaliście? Kto miksował i kto zapewnił albumowi mastering?
D.: "Dzięki! Tak przy okazji powiem, że skoro mówisz o "Profane The Ground", znajduje się tam genialne solo naszego kolegi Davida Maxima Micica, który w wirtuozerski sposób przekazał nam trochę swoich bałkańskich nut [śmiech]. Nagrywaliśmy u mnie w domu, miksował i masterował to Grzesiu Mukanowski."

MS.: Gracie muzykę niezwykle innowacyjną i jak to się mówi 'poszukującą'. Czym jest dla Was owo 'poszukiwanie'? Procesem pomagającym znaleźć najwłaściwszą formę wyrazu, czy wartością i ideą samą w sobie?
D.: "Powiedziałbym, że jest to proces kreowania najwłaściwszej formy wyrazu tego, co w danym momencie chodzi nam po głowie."

MS.: O czym są teksty DISPERSE? Eksplorujecie konwencję płyty konceptualnej na nowym albumie? Temat z "Dancing With Endless Love", powracający pod koniec krążka ("Choices Over Me") mógłby coś takiego sugerować?
D.: "Wow!! Jesteś chyba jedynym kto to zauważył [śmiech]! Teksty w głównej mierze napisał Marcin Kicyk - poprzedni basista zespołu. Są one inspirowane kulturą Dalekiego Wschodu, przemyśleniami i filozofiami takich osób jak Ekhart Tolle, Ben Stewart, Terence McKenna czy Greg Braden. Myślę, że lepiej będzie, żeby sami zainteresowani tekstami wgłębili się w słowa wymienionych wcześniej postaci, aniżeli w moje ich interpretowanie [śmiech]."

MS.: Info od wydawcy mówi, że przysłowiowymi drzwiami do sukcesu, okazały się w Waszym przypadku występy na żywo. Dużą przywiązujecie do nich wagę? Według mnie to jedyna część przemysłu muzycznego, jaka z przyczyn oczywistych, obroniła się przed wpływem internetu. Nie wydaje się Wam, że coraz więcej kapel skupia się przede wszystkim na aktywności scenicznej? Podczas którego występu najsilniej odczuliście chemię między Wami i wzajemną radochę ze wspólnego grania?
D.: "Kapele skupiają się na aktywności przede wszystkim scenicznej, bo w dzisiejszych czasach może być to jedyne większe źródło dochodu. Poza tym, granie koncertów to niezły czad! My z nowym składem zbyt dużo ich jeszcze nie zagraliśmy, ale od jesieni z pewnością pojawimy się tu i tam!"

MS.: Czego w muzyce jeszcze nie było i gdzie DISPERSE chce tego poszukać?
D.: "Hmm... seksowny vocoder już był, piszczące chórki w tle też...Teraz to już tylko brakuje jakieś słodkiej balladki z polskim tekstem [śmiech]. A tak na serio, myślę, że odpowiedź na to pytanie wykreuje się w trakcie robienia nowego materiału!"

MS.: Dzięki wielkie!

autor: Kępol (maj 2013)



<<<---powrót