Wywiady

Greckich Bogów przedstawiać nikomu nie trzeba. Okupantów Olimpu greckiego black metalu zna po prostu każdy kto choćby na chwilkę zahaczył o temat, który naprawdę warto zgłębić. ROTTING CHRIST to nazwa, która od ćwierćwiecza sączy pradawne inkantacje do uszu metalowych maniaków na całym świecie, czemu nie sposób się dziwić. Być może jest to kwestia pochodzenia, może sam Zeus w głowie Sakisa odpowiednio namieszał, a może to nie przypadek, że Ateny uważa się za kolebkę nauki, filozofii i sztuki? Tak czy siak, ROTTING CHRIST grał od zawsze muzykę bezkompromisową, robiąc to jednak w sposób dalece wyrafinowany. To taki DEATH black metalu, któremu upływ czasu dodaje tylko szlifu, nie ujmując ani trochę młodzieńczej energii i woli tworzenia. Kilka dni temu celebrowali premierę swojego nowego wideoklipu do utworu "Χ Ξ Σ" (666), a z tego co - zarówno dosłownie, jak i między wierszami - z poniższego wywiadu można wyczytać należałoby wywnioskować, że osiadać na laurach zespół nie zamierza. Oddaję głos mistrzowi...

Mroczna Strefa [Kępol]: Pozdrowienia z Mrocznej Strefy! Kępol z tej strony. Gdy tylko usłyszałem "In Yumen - Xibalba" - czyli zdaje się pierwszy utwór promujący "Kata Ton Daimona Eaytoy" po prostu wiedziałem, że bez tych kilkunastu pytań się nie obędzie! Przede wszystkim muszę więc powiedzieć, że swój styl grania ROTTING CHRIST doprowadził do całkowitej perfekcji, wciąż dostarczając przebogate merytorycznie dzieła stanowiące idealny przykład nieograniczonej formalnie, blackmetalowej kreacji! Wasze najnowsze wydawnictwo cyka precyzyjnie niczym szwajcarski zegarek, łapie za co trzeba odpowiednimi melodiami, roztaczając jeszcze przy tym odpowiednią atmosferę. Wciąż nie potrafię jednak wyobrazić sobie lepiej odegranej płyty. Wynik wieloletniej praktyki czy może raczej ilości krwi, potu i łez przelanych w trakcie prac nad materiałem?
ROTTING CHRIST [Sakis Tolis]: "To dwunasty album w dwudziestopięcioletniej karierze grupy i jeśli postrzegasz go jako dzieło sztuki, to ja nie widzę szans na otrzymanie lepszej nagrody za włożony trud. Dumą kompozytora napawa mnie fakt, że moja muzyka wciąż potrafi poruszać Twoją duszę. Kreacja artystyczna jest dla nas rzeczą szalenie ważną i gdy tylko przychodzi do pisania nowych rzeczy robimy co w naszej mocy by poświęcić jej należytą uwagę. Tak właściwie to nie wiem gdzie leżą przyczyny takiego stanu rzeczy, mi wystarcza fakt, że jest on zauważalny, więc nie potrzebuję ich szukać. Rozkoszujcie się więc podróżą w głąb starożytnego okultyzmu."

MS.: Nawet teraz gdy matematyczna precyzja i zaawansowane konceptualnie płyty są w metalowym świecie normą, Wy błyszczycie niczym czarny diament na tle tego, co reprezentuje dzisiejsza muzyczna scena! Jak wiele czasu poświęcacie na doskonalenie instrumentalnych umiejętności? Powyższa kwestia nie jest rzecz jasna tą najważniejszą, ale wiesz… Wy gracie naprawdę perfekcyjnie, a przecież robicie to od ćwierćwiecza! Większość zespołów ma za sobą słabsze okresy, rozpadają się, potrafią się znudzić czy popaść w totalną rutynę. Wy jesteście blackmetalowymi cyborgami! Gdzie leży tajemnica i jak to jest być żywą fontanną tak genialnych pomysłów aranżacyjnych podczas tworzenia każdej, kolejnej płyty? Płomień blackmetalowej sztuki zdaje się rozprzestrzeniać w Waszych sercach zamiast z czasem gasnąć...
RC.: "Leci ten czas… Jedni traktują poważnie to co robią, inni spoczywają na laurach zaspokajając się tym co już udało się im osiągnąć. Niektórzy walczą o dzień dzisiejszy, inni o ten przyszły. Niektórzy walczą o dobra doczesne, inni dla idei. Chciałbym wierzyć, że należymy to tej drugiej kategorii. Zespołem wiecznie walczącym na froncie idei i nie obnoszącym się z tym co już udało się mu osiągnąć. Taki już jestem i tak długo jak tylko cieszyć się będę dobrym zdrowiem dostarczał będę płyty przemawiające do Waszych dusz i co najważniejsze - nie będące kolejnym pinem do bankomatowej karty czy przepustką na następną trasę."

MS.: Musisz wiedzieć, że gardzę znakomitą częścią współczesnej, folk metalowej sceny. Uważam, że większość kapel sięgających po elementy 'muzyki świata' nie ma bladego pojęcia co robi. Wy jesteście wyjątkiem. Element folklorystyczny był zawsze odczuwalny na Waszych płytach, lecz to na "AEALO" uderzył w moją twarz z mocą bomby atomowej. Soczyste brzmienia kobz i innych instrumentów ludowych lały się na moje serce niczym najsłodszy miód. Wy akurat robicie to świetnie, więc nie odbieraj tego proszę jako zarzutu, ale chcieliście wtrącić w ten sposób własne trzy grosze w temacie obecnego folk-trendu i pokazać wszystkim tym zespołom jak prawdziwy folk metal grany być powinien?
RC.: "W naszym słowniku nie ma hasła 'trend' i myślę, że niejednokrotnie już tego dowiedliśmy! A może nie? Tak czy inaczej, "AEALO" to wyraz spontanicznej kreacji i właściwa etykietka brzmiałaby chyba raczej 'hellenic'. Jest to album zainfekowany kulturą starożytnej Grecji, przed którą nie uciekniemy jako obywatele tych ziem. Jest to jednak wciąż metal i rzecz jasna ROTTING CHRIST."

MS.: Instrumentalne podobieństwa między dwiema ostatnimi płytami są efektem powiązań konceptualnych, czy odwrotnie? Można postrzegać "Kata Ton Daimona Eaytoy" jako zamknięcie pewnej trylogii?
RC.: "Każdy tak twierdzi, a ja nie ukrywam, że podnosi mi to ciśnienie! Wiesz, gdy trylogia jest zamknięta, zamyka się kwestię grania w pewnej estetyce. Ja jestem przekonany, że jeszcze jej nie wyczerpaliśmy i będziemy grać tak dalej. Istnieje polski odpowiednik słowa tetralogia? [na szczęście tak - przyp. autora]"

MS.: "Kata Ton Daimona Eaytoy" ciągnie dalej wątek hellenicznego blacku w Waszej dyskografii i robi to w sposób zapierający dech! Utwory takie jak wspomniany "In Yumen - Xibalba", tytułowy, czy mój ukochany "Gilgames" windują konwencję folk metalu na zupełnie inny poziom, przenosząc ją do nowego świata, nowej skali! Zachowaliście genialną dynamikę wcześniejszych dzieł takich jak "Genesis" czy "Sanctus Diavolos", zlewając ją z czymś zupełnie nowym. Są tam fragmenty brzmiące tak, jakby pochodziły wręcz spoza granic metalowej konwencji, jak teatralny, wokalno-pianinowy wstęp do "Cine iubeşte şi lasă". Z drugiej jednak strony udało się Wam zachować feeling albumów z przeszłości. Czujesz się bardziej artystą poszukującym, eksperymentalnym czy stricte blackmetalowym? ROTTING CHRIST wydaje się być zespołem skupionym na chwili obecnej, bardziej niż takim, który z lubością zerkałby w okres wydania tzw. klasyków, nawet jeśli w Waszym przypadku trzeba mówić o tym dosłownie. Próżność rzadko kiedy gości chyba w sercu Sakisa Tolisa, co?
RC.: ""Kata Ton Daimona Eaftoy" [stosując pisownię Sakisa - przyp. autora] to podróż do samego serca starożytnych cywilizacji oraz ich wiedzy czy też okultyzmu wyrastającego z mrocznej strony każdej z nich. Natkniecie się na odniesienia do spuścizny Majów, Inków, Słowian, Greków. W każdym jednym utworze możecie natknąć się na jakiś starożytny język, z których każdy jest puzzlem multikulturowej układanki, jaką stanowi nasz najnowszy album."

MS.: "Kata Ton Daimona Eaytoy" nagrywaliście w ateńskim Deva Soundz Studios. Widzę tu takie nazwiska jak Fotis Benardo czy Christos Antoniou z wielkiego SEPTICFLESH. Przypuszczalnie znacie się osobiście, lecz co powiesz na temat nagrywania i spędzania z nimi czasu w studyjnych murach? Miłe doświadczenie? Czemu nie załatwiliście tam przy okazji kwestii miksów i masteringu, tylko uderzyliście z materiałem do szwedzkiego Fascination Street Studios?
RC.: "Są naszymi przyjaciółmi, a nam najlepiej współpracuje się właśnie z przyjaciółmi. Również tym razem, z pewnych osobistych pobudek, nie chcieliśmy ruszać się z Aten, więc Deva Soundz perfekcyjnie zaspokoił nasze potrzeby. Miksem i masteringiem zajęło się współcześnie najgorętsze, w mej opinii, producenckie nazwisko - Jens Bogren. To on nadał tej charakterystycznej wyjątkowości brzmieniu tej płyty. Produkcją zająłem się sam, lecz to on zadecydował o tym, że jest to najlepiej brzmiący album ROTTING CHRIST wszechczasów!"

MS.: Nie obyło się bez dogrywek i wspomniane gdzieś wcześniej partie do wstępu "Cine iubeşte şi lasă" padły na nośnik w Esoteron Studios. Rzeczywiście wymagało to wycieczki do innego studia?
RC.: "Tak. Jeśli chodzi o akurat ten konkretny fragment potrzebowaliśmy czegoś brzmiącego w dokładnie taki sposób jak tam."

MS.: Współpracowałeś już z wieloma rozpoznawalnymi na światowej metalowej scenie nazwiskami. Nie licząc wspomnianych nagrań w towarzystwie panów z SEPTICFLESH można wymienić tu chociażby Magusa Wampyra Daolotha z NECROMANTII czy Xytrasa z SAMAEL. Którą z tych kooperacji wspominasz jako najbardziej owocną, miłą czy zwyczajnie inspirującą? Jaki sukces z udziałem ROTTING CHRIST poczytujesz za największy?
RC.: "Współpracowałem nie tylko z nimi… Nieprzerwana egzystencja i ciągły odbiór pozytywnego odzewu na etapie dwunastej płyty - oto największy sukces."

MS.: Z jakich scen rozsiewacie koncertową potęgę "Kata Ton Daimona Eaytoy"? Jakie przystanki na trasie promującej Wasz najnowszy wyziew piekielny są dla Ciebie najważniejsze? Publika jakiego kraju wita Was najgoręcej?
RC.: "Jak to zwykle odwiedzimy każdy jeden zakątek naszej uroczej planety. Tak właściwie to już zaczęliśmy od Ameryki Południowej i obecnie gramy w Europie. Już niedługo opuścimy Twoje krainy, które tak bardzo kochamy i to nie jedyny komplement, który Cię czeka. Wy Polacy jesteście prawdziwymi zawodnikami!"

MS.: Zaczynaliście pod koniec lat 80. jako zespół death/grindowy, co można usłyszeć choćby na "Satanas Tedeum" - klasycznym mini-albumie ROTTING CHRIST. Była to więc tylko ulotna, młodzieńcza fascynacja wspomnianym, wówczas mocno popularnym, nurtem, czy wciąż słuchasz NAPALM DEATH, CARCASS, GENERAL SURGERY, AGATHOCLES i innych przedstawicieli wspomnianej muzyki? Kiedy i jak stało się dla Ciebie oczywiste, że to akurat black metal rozpina właściwy dla ROTTING CHRIST wachlarz środków ekspresji?
RC.: "Tak, masz rację. Zaczynaliśmy jako grind/gore'owy zespół w 1987 roku, słuchając wszystkich wymienionych przez Ciebie kapel. Rok później mroczna, mistyczna i apokryficzna muzyka CELTIC FROST, BATHORY czy VENOM z nimi wygrała i tak oto zanurzyliśmy się w blackmetalową otchłań."

MS.: Większość fanów termin black metal przypisuje Norwegii i może w kontekście tego, co działo się tam w latach 90. jest to w pełni logiczne, lecz przecież to grupy spoza owego kraju (szwajcarski HELLHAMMER, szwedzki BATHORY i angielski VENOM) rozkręciły 'cały ten cyrk'. ROTTING CHRIST to z całą pewnością kolejny przykład tego o czym rozmawiamy. Nie wydaje Ci się to pewnym paradoksem?
RC.: "Ktoś wcześniej czy później użyje jakichś tricków by wypaczyć prawdę. Czas wcześniej czy później odkrywa ją jednak przed światem i dziś dobrze wiemy, że zjawisko black metalu nie ogranicza się bynajmniej do Norwegii. Wystarczy trochę poczytać!"

MS.: Powróćmy może do współczesności. Gdzie, z kim i jak nagrywaliście partie ludowych instrumentów na dwa ostatnie albumy? Używacie żywych instrumentów w tym zakresie?
RC.: "Tak, tylko żywych instrumentów. Niektóre ich partie zarejestrowałem sam, lecz w wielu przypadkach pomogli nam moi przyjaciele. Starożytne instrumenty potrafią nadać Twojej muzyce atmosferę nieosiągalną przy pomocy najwymyślniejszej technologii."

MS.: Produkcji albumu "Khronos" oddałeś się sam w słynnym The Abyss Studios. To prawda co mówią na temat pracoholizmu Petera Tagtgrena? Jak oceniłbyś jego realizatorskie zdolności? Czasami przyczepia się mu łatkę 'polerującego materiał, komercyjnego producenta', ale według mnie robią to ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia o czym mówią!
RC.: "Tak, producentem byłem ja, Peter tylko miksował, ale nie przypominam sobie podobnych reakcji. To było w roku 2000! Wiesz, im słynniejszy się stajesz tym więcej wychodzi plotek na Twój temat. Musisz uzbroić się w silny charakter by przetrwać!"

MS.: Po wielu latach współpracy z Century Media Records zdecydowałeś się powierzyć swój los w ręce ekipy Season Of Mist. Chciałeś coś zmienić w Waszym status quo by uniknąć stagnacji, czy może raczej zobaczyłeś potencjał w oczach Michaela Berberiana i jego ludzi?
RC.: "Dziesięć lat współpracy z Century Media to wystarczający odcinek czasu. Chcieliśmy poczuć w płucach powiew wolności i rodzina SOM udzieliła nam odpowiedniego schronienia. Po dziś dzień jesteśmy mocno zadowoleni z owej współpracy."

MS.: "Kata Ton Daimona Eaytoy" - jak tysiące metalowych płyt na całym świecie - tekstowo bazuje na słowie Aleistera Crowleya. Gdybyś miał polecić koncept tej płyty metalowemu fanowi, który wątki "Księgi Prawa" uświadczył na wielu wcześniej odsłuchiwanych płytach, co byś mu powiedział? Podobnie jak Jimmy Page jesteś oddanym fanem Aleistera Crowleya?
RC.: "Wkradł się poważny błąd ze strony wytwórni i chcę go w tym miejscu sprostować. Kata Ton Daimona Eaftoy nie jest konceptem wywodzącym się z dzieł Crowleya, a z wiedzy starożytnej. SOM szukali po prostu alternatywnego tytułu, bo ten akurat jest po grecku i niewielu wiedziałoby o co chodzi. No i wyskoczyli z "Do What Thou Wilt" - maksymą bliską znaczeniowo "Kata Ton Daimona Eaftoy".

MS.: Dzięki przeogromne!
RC.: "Dzięki wielkie przyjacielu za zainteresowanie! Mam nadzieję, że spotkamy się w Polsce! Nim to nastąpi: Non Serviam!"

MS.: Non Serviam przyjaciele i… czyńcie swą wolę!

autor: Kępol (czerwiec 2013)



<<<---powrót