Wywiady

Na norweskiej ziemi, przy użyciu swej najnowszej płyty, LEPROUS zatrząsł tronami bogów progresywu w posadach, a my odsłaniamy kulisy powstania oraz premiery najnowszego krążka ich rodaków 'po fachu' z DIVIDED MULTITUDE. "Feed On Your Misery" to przykład ingerencji wytwórni w proces realizacji nagrań, czego nie można traktować z obawą o szczerość, tudzież jakość materiału. Jacob Hansen w roli inżyniera był świetną sugestią ze strony szefa Nightmare Records, bo album brzmi co najmniej zacnie. Postęp techniczny ze strony zespołu odczuwa się już słuchając intro, od ilości aranżacyjnych smaczków kręci się w głowie, ale to naprawdę nic w obliczu prostego faktu, że te utwory są po prostu świetne! Na moje pytania odpowiedział gitarzysta Christer, dzielący miejsce przy sterach z klawiszowcem Eskildem.

Mroczna Strefa [Kępol]: Cześć. Mój pseudonim to Kępol, piszę dla polskiego, muzycznego portalu Mroczna Strefa i muszę przyznać, że Wasz najnowszy album pod tytułem "Feed On Your Misery" wywarł na mnie bardzo silne i rzecz jasna - mocno pozytywne wrażenie. Wcześniej recenzowałem również posiadający wiele ujmujących momentów, dość zaawansowany formalnie "Guardian Angel", lecz Wasze najnowsze dziecko bije 'Anioła Stróża' na głowę i to pod każdym jednym względem! Opowiedz proszę naszym czytelnikom o cechującym DIVIDED MULTITUDE mechanizmie progresji na drodze do osiągnięcia? no właśnie? czego?
DIVIDED MULTITUDE [Christer]: "Cóż, myślę, że "Feed On Your Misery" to kolejny krok na drodze rozwoju, za którym został w tyle "Guardian Angel". "Guardian Angel" był płytą inną niż poprzedni - bardziej rzeczowy i jak sądzę mniej progresywny a bardziej metalowy - "Falling to Pieces". Na "Feed On Your Misery" tylko kontynuujemy więc wspomniany proces, pisząc utwory w jeszcze bardziej efektywny sposób. Myślę więc, że opracowaliśmy najlepszą dla nas formułę."

MS.: Pierwsze, co uderza w kontakcie z "Feed On Your Misery", to rzecz jasna techniczne parametry krążka. Płyta brzmi po prostu o wiele, wiele lepiej niż Wasze poprzednie dzieło, co nie może być wyłącznie zasługą Jacoba Hansena. Musieliście skomponować i zaaranżować ten tytuł z ogromną dbałością o szczegóły. Był to więc bardziej spontaniczny czy przemyślany proces? Jakie aspekty "Feed On Your Misery" były dla Ciebie najważniejsze?
DM.: "Jacob to prawdziwy mistrz, z którym uwielbiamy współpracować. Na poprzednim albumie odfajkował tylko ostateczny mix, lecz tym razem poszedł po całości z masteringiem włącznie. Zawsze przywiązywaliśmy wagę do szczegółów. Myślę, że to kwestia specyfiki gatunku. Tym razem poświęciliśmy też więcej uwagi na aranżacje, więc każdy jeden element składowy utworów został skrupulatnie dopracowany. To wszystko jest ważne, by Twoja muzyka przykuwała uwagę i trzymała w napięciu. Staramy się też nie przesadzać z aranżacjami by nie zgubić gdzieś naturalnego feelingu."

MS.: Powiedz coś więcej na temat samej sesji nagraniowej. Dlaczego potrzebowaliście aż trzech miejsc do jej sfinalizowania (Home Studios, Black Lodge Studio, Eidegarden Studio)? Jaką osobą okazał się Jacob Hansen? Nawiązaliście z nim bardziej przyjacielską więź, czy była to najzwyczajniej kwestia wspólnej roboty do odwalenia?
DM.: "Nagrywaliśmy w różnych miejscach wyłącznie z praktycznych pobudek. Home Studios to domowe miejscówki moja i Eskilda i tu nagrywaliśmy gitary, bas, klawisze i wokal. Mogliśmy nagrywać w dwóch studiach na raz, co uczyniło cały proces niezwykle efektywnym. Perkusję nagrywaliśmy w Eidegarden Studio, jako że ani ja ani Eskild nie mamy u siebie gdzie postawić sprzętu [śmiech]. Black Lodge Studios prowadzi nasz znajomy i w nim nagrywaliśmy organy Hammonda. Jacob to niesamowity gość, ciężko pracujący by wycisnąć z kapel to, co w ich brzmieniu najlepsze. Pracuje razem z zespołami, w czym jest niezwykle profesjonalny. Sam jest zresztą muzykiem, więc dobrze wie jak uzyskać dobry efekt. Jest on również oczywiście bardzo przyjacielską osobą i spoko gościem. To już trzeci album, jaki realizuję z Jacobem, więc jak najbardziej postrzegam go jako przyjaciela. Tak właściwie to ciężko go znać i nie mieć z nim przyjacielskich stosunków. Zajebisty koleś!!!"

MS.: Hansen odwalił mikserską robotę również na Waszym poprzednim albumie. Jak się w ogóle poznaliście? On znalazł Was czy może odwrotnie?
DM.: "Jacoba odkryliśmy przed wydaniem poprzedniej płyty zespołu. To było naprawdę cool, bo miks mieliśmy już zrobiony, a całość wysłaliśmy Lance King'owi z Nightmare Records. Nie podobał mu się miks, więc dał nam namiary do Jacoba Hansena. Tym co zrobił facet wciągnął nosem poprzedni miks, czym nie pozostawił miejsca na wątpliwości z kim powinniśmy współpracować w przyszłości."

MS.: Gracie progresywny metal, więc nie ma chyba wątpliwości, że powinniście robić to w sposób zaawansowany. Co oznacza to dla Ciebie? Co, według Ciebie, uczyniło muzykę progresywną tak profesjonalną i wymagającą?
DM.: "Kocham ogólnie metal, ale ten progresywny rzuca mi wyzwanie w kwestii harmonii i rytmicznych podziałów. Z drugiej strony, kocham też prostą, bezpośrednią i mocną muzykę. Jak można nie kochać AC/DC? Co uczyniło muzykę progresywną tak profesjonalną i wymagającą? Myślę, że chyba jej korzenie, których jedną z głównych odnóg stanowi Jazz. Oferuje to słuchaczowi dobrze znane brzmienie, lecz z drugiej strony rzuca mu wyzwanie."

MS.: Jakiego sprzętu używacie obecnie? Jest to dla Was ważne? Niektórych muzyków potrafi on wręcz inspirować do pisania utworów. Podzielacie ich stanowisko, czy to raczej producenci sprzętu winni Waszym zdaniem baczyć na potrzeby muzyków?
DM.: "Obecnie używam koncertowych pre-ampów A Sans Amp PSA 21 oraz Fractal Axe FX. Jeśli chodzi o power-ampy, mam Marshalla 8008, a do nagrywania studyjnego, to wierz lub nie, jadę z Line 6 POD XT. Moje wiosła robi oczywiście polska Mayones. Najlepsze gitary na świecie!!! Nie jestem czubkiem na punkcie sprzętu, ale to ważne na czym grasz. Wydaje mi się, że muzycy i producenci sprzętu pracują dziś raczej wspólnie. Producenci chcą przedefiniować brzmienie artystów, którzy często dostają też od nich to, czego chcą."

MS.: "Feed On Your Misery" to, jak już powiedziałem, świetnie zagrany i zaaranżowany materiał. Nie zdałoby się to jednak na wiele gdyby linie melodyczne były słabiuteńkie. Wasz styl można równie dobrze określić powermetalowym, a to już gatunek, w którym melodie grają jedną z najważniejszych ról. Kto komponuje w DIVIDED MULTITUDE i jak u licha udaje mu się trafić na tak rozbrajające rzeczy jak "What I See", "2 4 7", "Scars" czy "Seconds"? Te kawałki mają potencjał by stać się hymnami gatunku. Dla mnie już właściwie są!
DM.: "Oh, dzięki wielkie! Cóż, jedynymi osobami, które komponują w tej kapeli jesteśmy ja i klawiszowiec Eskild. Przypuszczam, że na melodie może mieć wpływ milion różnych rzeczy, jakich obaj słuchamy - począwszy na death metalu, skończywszy na THE BEATLES. Zarówno on, jak i ja kochamy dobre melodie. Dorzucamy trochę ekstra poweru i voila! Macie DIVIDED MULTITUDE! Staramy się by linie melodyczne były świeże i dość nowatorskie. By nie były to melodie, jakie słyszałeś już tysiące razy wcześniej. Główne wpływy należą tu chyba do metalu, ale wiele z nich to 'miks' wszystkiego, czego tylko słuchaliśmy w ciągu ostatnich lat? Wow, właśnie zabrzmiałem jakbym był stuletnim starcem [śmiech]."

MS.: Co z tekstami? Powermetalowe wersety cieszą się niechlubną opinią naiwnych, przesłodzonych i kiczowato-baśniowych. Teksty DIVIDED MULTITUDE roztaczają, a i owszem, gruby klimat, ale wydaje mi się, że sięgają one rzeczywistego życia, przełamując nieco gatunkowy banał. Kto zasiada do pisania tychże i skąd czerpie on inspirację?
DM.: "Tutaj znów odzywa się duet, jaki tworzę z Eskildem, a piszemy po prostu o tym, co z otaczającego nas świata chcemy obsmarować. Staramy się wybierać takie tematy, w jakie jesteśmy rzeczywiście zaangażowani i to do nich staramy się odnieść. Jeśli idzie o inspiracje, to wystarczy włączyć telewizor czy rozłożyć gazetę."

MS.: Większość prog powermetalowych kapel ma jedną wspólną cechę. Czerpią z DREAM THEATER. A jeśli nie x nich, to już na pewno z EVERGREY. Jak myślisz - czemu? Jaki jest Twój ulubiony zespół?
DM.: "Trudne Pytanie [śmiech]. Ale jest tak chyba dlatego, że DREAM THEATER i EVERGREY to po prostu świetne kapele. Nam chyba bliżej do EVERGREY. Tak właściwie to ostatnio inspirowaliśmy się aktami spoza tego grona, takimi jak choćby IN FLAMES, NEVERMORE, MERCENARY, ale zespoły takie jak DREAM THEATER, QUEENSRYCHE, CONCEPTION, SYMPHONY X to również nasi wielcy idole. No i całe hałdy thrashu. Jeśli chodzi o ulubieńców, to ich tożsamość zmienia się w zależności od czasu. Teraz akurat padło na IN FLAMES, jako że znów powalili mnie na żywo w piątek [śmiech]. Kocham również nowe QUEENSRYCHE (z Toddem La Torre)."

MS.: Wywieracie na odbiorcy fantastyczne pierwsze wrażenie. Osoby obdarzone szczyptą inteligencji mogą zintensyfikować myślenie już na etapie kontaktu z mocno frapującą nazwą. Co oznacza ona dla Was? Czyż DIVIDED MULTITUDE nie jest poniekąd innym sposobem powiedzenia: 'rodzaj ludzki'?
DM.: "Pewnie, że może być. Nigdy nie spojrzałem na to w ten sposób. Chcieliśmy wieloznacznej nazwy dla naszego zespołu, oraz takiej, jaka brzmiałaby paradoksalnie rodząc pytanie: 'czy to wciąż mnogość skoro jest podzielona?' Z drugiej strony dochodzimy do konkluzji, że jeśli czegoś jest dużo, to można to podzielić."

MS.: Da się wyodrębnić w Waszej działalności coś co można nazwać 'erą projektów pobocznych', gdy byliście zaangażowani w aktywność TRIOSPHERE, TALRUSHA czy WATTAMEZZ. Opowiedz o nich coś więcej. Czemu szukaliście spełnienia pod tymi nazwami zamiast najzwyczajniej w świecie upichcić następcę "Falling To Pieces" tuż po jego premierze?
DM.: "Po wydaniu "Falling To Pieces" wytwórnia, która tego dokonała zniknęła z rynku, a my musieliśmy zaczynać od nowa. Wszystko zaczynało nabierać rozpędu, graliśmy na festach, jeździliśmy w trasy, aż tu nagle? stop. Musieliśmy zacząć od nowa. Nasz perkusista zrezygnował, a my wkroczyliśmy w fazę silnie obniżonej aktywności. Cały czas graliśmy i tworzyliśmy, ale to były 2 gigi na rok i niewiele więcej nowej muzyki. Był to chyba wynik tego, że musieliśmy wówczas poszukać nowego wydawcy i zacząć od nowa. Co do projektów mogę Ci powiedzieć, że WATTAMEZZ był cool zespołem inspirowanym muzyką heavymetalową lat 70.. Eskild grał w nim przez jakiś czas. Naprawdę spoko zespół i spoko kolesie! TALRUSHA to pochodząca z Trondheim kapela Andersa - naszego perkusisty. Progmetalowy projekt, w którego działalność zaangażowany był również i Eskild. Naprawdę dobrzy nasi przyjaciele. TRIOSPHERE to heavymetalowy projekt z kobiecym głosem, będącym własnością niesamowitej Idy Haukland. Grałem tam we wczesnym okresie jego istnienia. Eskild był też koncertowym klawiszowcem tej kaepli, a Anders dobywał tam niekiedy pałeczek perkusyjnych. No i znów - fajni kolesie i dobrzy kumple. Będziemy grać z nimi tej jesieni, więc będzie się działo. Myślę, że uczestnictwo w tych projektach dało nam inspirację i impuls do powrotu w 2007 roku."

MS.: Pochodzicie z Norwegii, zupełnie jak CYCLOPHONIA, która gra podobną muzykę i która przykuła moją uwagę w ostatnich miesiącach. Oczywiście przyczepianie etykietek kierując się czyimś pochodzeniem jest głupotą, ale czy nie postrzega się Was czasem jako taką 'czarną owcę w blackmetalowej zagrodzie'?
DM.: "Nie, a przynajmniej mam nadzieję, że nie [śmiech]. W Norwegii mamy rzecz jasna całą blackmetalową społeczność i setki tego typu świetnych kapel. Mamy tu jednak również scenę progmetalową. CIRCUS MAXIMUS, LEPROUS, WITHEM. Ludzie wydają się być poza tym przyjaciółmi, niezależnie od wykonywanego gatunku."

MS.: Kryliście się już pod skrzydłami Sensory Records czy Silverwolf Production. Teraz jednak Waszym domem jest Fireball Records. Jak się dogadujecie? Czy to takiej wytwórni jak ta poszukiwaliście? Na czym polega prawdziwa chemia między zespołem a wytwórnią?
DM.: "Fireball to dla nas najlepsza opcja, gdyż jest to prowadzona przeze mnie stajnia Knuta Lysklaetta - gitarzysty w TEODORE TUFF. Dobrze więc wydawać się przez własną - w pewnym sensie - firmę, mając możliwość opracowania najlepszej strategii - zarówno dla niej, jak i dla zespołu."

MS.: Pozwalasz sobie czasami na garść decybeli czegoś 'niemetalowego'? Jeśli tak - czego konkretnie?
DM.: "Czasami. Nie słucham wtedy niczego specjalnego. Zwyczajny pop, pop rock, fusion czy jazz. Głównie słucham jednak metalu. Tyle wspaniałych kapel i ciekawych rzeczy skrywa ta scena?"

MS.: Co zmieniłbyś we współczesnej muzyce progresywnej?
DM.: "Gdybym mógł zorganizowałbym jeszcze więcej metalowych festiwali, na których metalowe kapele mogłyby się zaprezentować."

MS.: Jak wpadliście na pomysł otwarcia nowej płyty motywem flamenco? Jest fantastyczny!
DM.: "A, to był zwykły wypadek, czy też szczęśliwy traf, jeśli wolisz takie określenie. Grałem sobie kiedyś na akustyku i zachciało mi się odegrać na nim riff z "Reborn". Główna progresja akordów została niezmieniona, ale pomyślałem sobie: 'czemu nie zrobić z tego flamencowego numeru [śmiech]?'"

MS.: Dzięki panowie! Keep the true Power!

autor: Kępol (sierpień 2013)



<<<---powrót