Wywiady

Wielkie aspiracje ma zespół MATERIA, nie ma co. Nie szczypiąc się z niczym przyznają bez większych ogródek, że marzą im się kilkumilionowe audytoria, kontrakty z największymi wytwórniami, złoto i platyna współczesnej muzycznej sceny i cybernetyczna biegłość instrumentalna. Czy zasłużyli? Najlepiej odpowiedzieć sobie samemu, słuchając oczywiście ich, nagrywanego w zaciszu Puszczy Kampinoskiej, debiutanckiego albumu studyjnego pod tytułem "Case of Noise". Zobaczcie, co w 'sprawie hałasu' miał do powiedzenia jeden z oskarżonych.

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam! Tu Kępol z Mrocznej Strefy pozdrawia Was serdecznie! Co tam słychać w sali prób MATERII? Ruszacie już powoli z pomysłami na następcę debiutu, czy dopinacie raczej to co trzeba w kwestii promocji "Case of Noise"? Jak malują się działania promocyjne? Zgodnie z duchem współczesności stawiacie na koncerty, czy pomyśleliście o jakiejś szerszej strategii?
MATERIA: "Jesteśmy kapelą żądną nowych wrażeń, dlatego na naszych próbach zawsze szukamy czegoś czego jeszcze nie było tworząc po prostu nowy materiał. Stare numery gramy tylko dla rozgrzewki lub ćwiczymy poszczególne partie utworu które są trudniejsze. Kwestie promocji "Case of Noise" zapinamy na bieżąco. Promocja płyty głównie przetoczyła się przez internet, jesteśmy już przecież ponad pół roku po wypuszczeniu krążka. Do wielu ludzi dotarliśmy przez występy w Polsacie, mieliśmy wtedy kupę zamówień. Zgodnie z duchem współczesności, jak i w zgodzie w własnym duchem stawiamy na koncerty i udostępnianiu naszej muzy w necie. Już niebawem płyta powinna się również ukazać na licznych portalach typu iTunes czy Spotify [śmiech]."

MS.: W półfinałach do Woodstock 2009 wywalczyliście sobie nagrodę specjalną w postaci sesji nagraniowej w Izabelin Studio. To tam nagraliście demówkę "Vandals"? Co powiecie na temat wspomnianej sesji?
M.: ""Vandals" nagraliśmy w studio TotalSound u naszego dobrego kumpla Piotra Iwanka nieopodal Szczecinka. W 2009 roku w Izabelinie zarejestrowaliśmy dwa utwory, które dopieszczaliśmy podczas drugiego pobytu w Izabelinie. Studio Izabelin to wspaniałe miejsce do nagrywania muzyki. Można się tam idealnie wyciszyć i zdystansować do rzeczywistości., bowiem studio położone jest na skraju Puszczy Kampinoskiej."

MS.: Gdzie i z kim nagrywaliście najnowszy krążek? Długo uwiecznialiście materiał, jaki się na nim znalazł? Składa się on z zupełnie świeżych numerów czy raczej odgrzaliście co nieco z "Vandals" i wydanej w 2011 epki "Holidays On the Angels Island"?
M.: "Najnowszy krążek nagraliśmy w Izabelinie pod okiem Andrzeja Puczyńskiego, miksował Waldek Jędruszak w Szczecinie, a na master płyta znowu wróciła do Izabelina. Same ścieżki nagraliśmy dość szybko, zajęło nam to tydzień. Najwięcej czasu zajęły mixy które najpierw powstawały w Izabelinie, a potem w Szczecinie. Z uwagi na to, że na nagranie płyty zdecydowaliśmy się zaledwie pół roku po wypuszczeniu epki nie mieliśmy jeszcze nowego materiału na całego longplaya, ale żeby nie wydawać kolejnej EP-ki postanowiliśmy nagrać także stare numery w nowych, lepszych aranżacjach."

MS.: W ciągu ostatnich czterech lat zafundowaliście sobie najprawdziwszą krucjatę po sceniczny Graal. Wywalczyliście pierwsze miejsca w rozlicznych kombatach i nie licząc przystanku Woodstock, na którego dużej scenie zagraliście w 2011r., zwyciężyliście również w Międzynarodowym Festiwalu Rock Nocą czy w konkursie agencji Go Ahead. Spodziewaliście się tego, że polska publiczność doceni Was w aż takim stopniu? Które osiągnięcie miało najbardziej decydujący charakter dla późniejszego rozwoju kariery MATERII, a z którym wiąże się po prostu najbardziej ekscytująca przygoda?
M.: "Naszym marzeniem zawsze było grać dobre koncerty, takie na których jest dobra zabawa a ludzie po koncercie dziękują mówiąc, że podoba im się nasza muza. Tę popularność buduje się krok po kroku, z koncertu na koncert, lub nagrywając kolejne płyty. Największą jednak popularność przyniósł nam występ w telewizji, przy dzisiejszych niesprzyjających mediach w końcu udało nam się dotrzeć do ogromnej liczby osób zainteresowanych tą muzyką. Jeśli chodzi o najbardziej ekscytujący konkurs, to chyba były rzeczone eliminacje do Przystanku Woodstock w 2011 roku."

MS.: Pośród wszystkich tych sukcesów wymieniacie też udział w programie Must Be The Music i tutaj owijać w bawełnę nie zamierzam. Pomijając możliwość względnego wypromowania się przez sam już udział w takim programie nie widzę żadnych jasnych stron podobnych przedsięwzięć, które ku mojej głębokiej rozpaczy coraz zachłanniej pożerają muzyczną scenę XXI wieku. Stawka w tych zmaganiach jest bardzo często żadna - wystarczy przyjrzeć się temu co dzieje się później z autorskim repertuarem dobrych, rockowych gardeł - a sam charakter muzycznych pojedynków pachnie mi tanim kuglarstwem, końskimi wyścigami i błazenadą. Fakt, że ludzie potrzebują tego typu programów by dowiedzieć się o tym, że w głębokim podziemiu czają się wirtuozi i muzycy wybitni uważam za niepodważalne świadectwo żałosnej mentalności współczesnego, 'muzycznego' audytorium. Co wy tam do jasnej nędzy robiliście?!
M.: "Tak jak zauważyłeś, jasną stroną tego pomysłu jest możliwość wypromowania się. Moim zdaniem, jeśli program ogląda kilka milionów ludzi, to trudno mówić o względnym promowaniu, bo zasięg jest ogromny. Żaden konkurs takiej promocji nam nigdy nie zapewnił. Jeżeli w polskich mediach nie słychać też nowych zespołów metalowych poza Must Be The Music, to ja jestem im wdzięczny, bo oni tę scenę wspierają. Rzeczywiście producentów programu interesuje przede wszystkim zysk, ale zespoły takie jak nasz mają ogromne korzyści w postaci promocji więc jest to obopólny interes. Poza tym nawet jeśli w jednym promilu udało nam się spowodować, że metal stał się mniej niszowy to jest to ogromny sukces, jeśli w świadomości ludzi ta muzyka przestaje być tylko darciem mordy. Jest to jedyny talent show gdzie posłuchasz muzyki metalowej, gdzie stoi ona na równi z innymi gatunkami. To zajebista sprawa dla edukacji muzycznej Polaków. Jeśli chodzi o to co się dzieje z kapelami po takich sukcesach, to jest tylko i wyłącznie ich sprawa i ich sumienie. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jeśli chodzi o charakter muzycznego pojedynku to nie wydaje mi się żebyśmy zrobili tam z siebie błaznów, jeśli ktoś uważa inaczej to ok [śmiech]. Nikt nam niczego nie narzucał, zrobiliśmy swoje i tyle [śmiech]."

MS.: Jak grało się przed Wielką 4 w Warszawie? Zostaliście później by zobaczyć 'Czterech Jeźdźców' w akcji? Co sądzicie na temat kontrowersji narosłych wokół śmierci nieodżałowanego Jeffa Hannemana? A może chcecie zabrać głos w sprawie Westboro Baptist Church - organizacji bezkarnie oczerniającej zmarłych ze świata metalu, która zabrała swój nie grzeszący [śmiech] bystrością głos w sprawie życia, śmierci i życia po śmierci wielkiego gitarzysty SLAYER?
M.: "Koncert był bardzo udany, graliśmy na scenie Red Bulla tego festiwalu a mimo to udało nam się zgromadzić spore audytorium. Na koncercie oczywiście zostaliśmy, mnie osobiście najbardziej spodobała się METALLICA chociaż momentami byłem załamany grą perkusisty. Jeśli chodzi o kontrowersje związane z przeszczepem wątroby, to chyba kolejna medialna farsa aczkolwiek dociekać prawdy raczej trudno. Co do tego kościoła to nie wiem, o co chodzi. Poza tym mało mnie interesują stanowiska skrajnych środowisk chrześcijańskich."

MS.: No to może przejdźmy do sedna sprawy. "Case of Noise" to rzecz trzymająca niewątpliwy poziom instrumentalny, zagrana sprawnie i z niemałym rozmachem. Jest to również materiał mocno zróżnicowany, co według mnie nie zawsze wychodzi Wam na dobre. Subtelne, acz mocno zauważalne eksperymenty z nieco bardziej progresywnym graniem "B-17", "Stuszki", "12 Pills" na pewno stanowią o tej mocnej stronie materiału. Z pisaniem przebojów idzie Wam już o wiele gorzej. Nie baliście się, że promując "Case of Noise" teledyskiem nakręconym do "Give Me Some Free" zaprezentujecie się potencjalnemu słuchaczowi od tej niekoniecznie najlepszej strony? To oczywiście czysto subiektywne odczucie niżej podpisanego, ale pomimo mojej sympatii do muzycznego eklektyzmu wydaje mi się, że o wiele lepiej sprawdzilibyście się w roli czysto math core'owego bandu omijającego czyste wokale, melodyjne refreny i tym podobne sprawy szerokim łukiem?
M.: "Bardzo doceniam Twoją szczerość, mimo to bardzo lubimy łączyć czyste wokale z growlami i nie zrezygnujemy z tego. Jest to kwestią gustu, jednym się bardziej podoba innym mniej. Nam akurat bardziej [śmiech]."

MS.: Powiedzcie coś więcej na temat wspomnianego teledysku. Gdzie i przez kogo został on zrealizowany?
M.: "To nasza poprzednia sala prób, teledysk nagrał i zmontował Marcin Kundera".

MS.: Wiecie już w jakim kierunku pójdziecie na kolejnej płycie?
M.: "Mam nadzieję, że w słusznym! To będzie na pewno dobra płyta, chyba bardziej Ci się spodoba niż aktualna [śmiech]."

MS.: Wielu z Was rozpoczęło swoją przygodę z muzyką dość wcześnie. Jest więc MATERIA pierwszym projektem, w który jesteście zaangażowani? Co dokładnie robiliście przed 2007 rokiem i ogólnie - co porabiacie nie licząc grania pod szyldem MATERIA?
M.: "Było kilka składów, FLYING ORGAN, COREBA, 21 PI. Jako 11-letnie dzieciaki graliśmy w metalowym składzie, który nazywał się HAME! [śmiech]. Poza muzyką lubimy spędzać czas na łonie natury, jeździć na motorze, pływać kajakiem, podróżować [śmiech]."

MS.: Nie uwierzę, że za powstaniem utworu "Shayba" nie kryje się żadna pikantna, radosna historia. Jak, gdzie, kiedy i najważniejsze - pod wpływem czego stworzyliście to kuriozum?
M.: "Akurat zaskoczę Cię tutaj, bo nie ma żadnej takiej historii [śmiech]. Adi stworzył muzykę a Michu spontanicznie zaczął się wydzierać i ot - wyszła z tego "Shayba"."

MS.: Jakie cele do osiągnięcia ciągle leżą przed Wami?
M.: "Marzy nam się wydawnictwo w Nuclear Blast, Summerian Records albo innej wytwórni tego pokroju [śmiech]. Poza tym ciągle chcemy napierdalać coraz lepiej!"

MS.: Pozdrawiam i dzięki za wywiad!

autor: Kępol (wrzesień 2013)



<<<---powrót