Wywiady

Wywiad z trzeźwym niczym przysłowiowy stróż w boże ciało wokalistą SHOTGUN REVOLUTION tylko rozbudził u mnie ciekawość miast ją zaspokoić. Cóż takiego mają do ukrycia, że boją się to wyznać na łamach Mrocznej Strefy [śmiech]? Pretekstem do tego wywiadu wcale nie była nowa płyta grupy - jak odbywa się to najczęściej - tylko kompilacja mająca przedstawić SHOTGUN REVOLUTION reszcie Europy. Eponimiczny "Shotgun Revolution" to nic innego jak zbiorek rock'n'rollowych pieśni z dwóch pierwszych krążków zespołu. Jedna alternatywa jest taka, że wypuścili to troszkę na siłę, ale jeśli wydawnictwo ma być dobrym przyczynkiem do ekspansji na nowe dla nich tereny, to skłaniałbym się bardziej w stronę wersji, że tak w zasadzie nie ma w powyższym niczego złego, zwłaszcza gdy dwóch pierwszych tytułów w ich dorobku ktoś wcześniej nie słyszał. Zresztą - zespół nie osiada przecież na laurach. Dostarczyli nowy singiel, planują premierowy album i rozhuśtywanie swym ostrym, witalnym rock'n'rollem wspartych o lufy karabinów rekrutów. Jakieś pytania?

Mroczna Strefa [Kępol]: Witajcie Panowie! Pozdrowienia z Glasgow! Jak tam obecna trasa koncertowa? W chwili gdy przygotowuję te pytania machina o imieniu SHOTGUN REVOLUTION przetacza się właśnie przez Danię, czyli swój ojczysty teren. Czujecie się komfortowo grając dla rodaków, czy może jednak ciągnie Was do zagranicznych wojaży? Innymi słowy: lubicie jeździć w trasy? Naczytałem się trochę o mrocznej stronie tego zjawiska, stąd to pytanie?
SHOTGUN REVOLIUTION [Ditlev Ulriksen]: "Witaj Przyjacielu! Jak na razie wszystko idzie świetnie. Koncertowanie w Danii jest świetnym przeżyciem i jak na razie nie odczuliśmy jakoś na swej skórze ciemnej strony jeżdżenia w trasy [śmiech]. Jesteśmy bardzo zżytą grupą. Każdy z nas ma do siebie masę szacunku. Na scenie zostawiamy sporo miejsca na wszelkie szaleństwa i inne dziwne zachowania, gdyż chcemy oddać 100% siebie. Kochamy trasy i tak właściwie, to chcielibyśmy grać o wiele dłuższe. Nie boimy się wyjazdów zagranicznych. Kolejnym naszym przystankiem jest Jutland (region Danii), gdzie odbędziemy 3-gigowy weekend, a kończymy występem 25 października w Kopenhadze. Zaledwie tydzień później wybieramy się do Afganistanu by zagrać dla stacjonujących tam duńskich oddziałów i całej reszty Camp Bastion, czyli łącznie niespełna 30 000 mundurowych z całego świata, więc jesteśmy szczęśliwi!"



MS.: Jak przyjęcie "S.O.B" - Waszego nowego singla? Planujecie jakieś wydanie fizyczne, czy poprzestajecie na formacie cyfrowym?
SR.: "Odzew jest przytłaczający. Pewnie dlatego, że zdecydowanie bardziej jest to utwór z pewną tożsamością niż zwykły, klasyczny, komercyjny rockowy singiel. Wiedzieliśmy, że nie ma on szans trafić na anteny naszych większych radiostacji, mając jednocześnie przeczucie, że może przemówić do naszych hard core'owych fanów czy też fanów rocka ogólnie. Dokładnie tak się stało. Postanowiliśmy zostać przy wersji digitalnej, gdyż singiel fizyczny nie miałby mocy rażenia z tego poziomu, na którym obecnie się znajdujemy. Wszystko się jednak zmienia, więc kto wie?"

MS.: Słuchając "S.O.B" szybko doszedłem do wniosku, że pokładacie ufność raczej w sprawdzonych rozwiązaniach. SHOTGUN REVOLUTION wydaje się zespołem o ściśle sprecyzowanym kierunku rozwoju. Utwór jest naprawdę niezły, ale strasznie przypomina mi "Hustled n' Played" - czyli pochodzący z płyty "The Legacy of Childhood Dreams" otwieracz Waszej nowej kompilacji. Miał to być pewien suplement dotychczasowych wydawnictw SHOTGUN REVOLUTION, czy raczej pilot nowego?
SR.: "Masz dobre ucho mój drogi przyjacielu [śmiech]! Jest podobny, ale raczej w niezamierzony sposób. Po prostu tak wyszło i nie przejmujemy się tym. Po prostu poczuliśmy, że posiada on energię i kopa, które - wbrew wspomnianym podobieństwom - reprezentują SHOTGUN REVOLUTION w najczystszej jego formie. Wiesz, to taki konkretny, kopiący dupę, 'bezściemowy' rock'n'roll, więc poszliśmy za ciosem. Żywimy głęboką miłość do krótkich, bezpośrednich, melodyjnych, rockowych numerów. To jednak nie wszystko i nasz nowy materiał, nad którym pracujemy ma sporo wspólnego z klimatami "S.O.B", w równym stopniu jednak składają się na niego epickie kompozycje. Wszystko zgodnie jednak z duchem SR."

MS.: Każda 'Rewolucja' przyzywa wicher zmian, a Wy rozpętujecie ją do tego 'Shotgunem'! Co konkretnie w takim razie chcielibyście zmienić? Zdaje się, że muzyka SHOTGUN REVOLUTION raczej odświeża dzieła rockowych wyjadaczy niż buduje na ich gruzach, choć utwory takie jak na przykład "Constantly" świetnie pokazują, że macie też szansę przemówić do młodszego pokolenia słuchaczy. Zaszufladkowałbyś Wasz zespół bardziej jako brygadę rewolucjonistów czy rockowych tradycjonalistów?
SR.: "'Rewolucyjna' część naszej nazwy nie ma żadnego związku z polityką, a 'Shotgun' może być równie dobrze metaforą gitary. Chodzi o to, że SMASHING PUMPKINS nie biegają wokół 'rozwalając dynie', [anglojęzyczna gra słów - przyp. autora] nie zależy im też na globalnej ekstynkcji dyń. Jeśli chodzi o muzykę, to jesteśmy bardziej tradycjonalistami niż kimkolwiek innym. Jeśli więc chodzi nam o rewolucję, to tylko taką, jaką rozpętamy wśród rockowej społeczności, bądź w mainstreamie, który pożera nas wszystkich i to tylko w takim znaczeniu, że z tym co robimy ktoś będzie się liczył, że ludzie zauważać będą tę rockową czy graną z pasją muzę, a nie tylko komercyjny, plastikowy szajs, emitowany przez największe radiostacje 24 godziny na dobę. Kochamy nowoczesną muzykę, ale nie damy się ogłupić. Jeśli bycie tradycjonalistą oznacza granie z pasją na prawdziwych instrumentach przy jednoczesnym poszanowaniu Twojej twórczości i ucha odbiorcy, to w rzeczy samej - jesteśmy tradycjonalistami i jesteśmy z tego dumni [śmiech]!"



MS.: Zauważyłeś, że coraz młodsza i szersza frakcja rockowych maniaków zwraca dziś uwagę na starych, dobrych pionierów gatunku, takich jak LED ZEPPELIN, AC/DC, DEEP PURPLE czy GUNS N' ROSES. Myślisz, że grupy takie jak Wasza inspirują w ten sposób dzieciaki czy jest to może kwestia 'solidnej edukacji', którą każdy prawdziwy fan rocka musi ukończyć?
SR.: "Tak, widzimy na swoich koncertach całkiem sporo młodych głów i myślę, że obie wersje są tu po trochu prawdziwe. Dzieciaki sięgają po dokonania 'oryginałów' sami, pod wpływem rodziców czy przyjaciół. Gdy usłyszą one jednak energię takiej muzyki wcieloną przez nas w życie choćby podczas koncertu, z całą pewnością potrafi stymulować to bardziej i tak ciekawy już umysł. Poprzez taką symbiozę wszyscy napędzamy pragnienie oraz zainteresowanie tym, co określasz jako 'rock klasyczny'. Odgrywamy więc sporą rolę w ciągłości tego zjawiska. Koniec końców jednak, jeśli jakiś artysta przetrwa na scenie próbę czasu i wciąż jest odkrywany, to dzieje się tak wyłącznie dlatego, że jest po prostu dobry. Nie możesz pobić jakości."

MS.: "Shotgun Revolution" to niezupełnie nowa pyta. To raczej kompilacja utworów wybranych z waszej debiutanckiej płyty pt. "Join the Revolution" oraz drugiego regularnego albumu "The Legacy of Childhood Dreams", jaką zdecydowaliście promować się w Europie. Czemu upichciliście taki 'europejski best of' miast po prostu rozdystrybuować wspomniane tytuły na dziewicze dla Was wydawniczo rejony?
SR.: "Cóż, jak już powiedziałeś - pierwszy album ma już na karku trochę lat, a gdy postanowiliśmy już wydawać się w Europie, doradzono nam byśmy poskładali taką właśnie kompilację. Mając nadzieję, że uda nam się wybrać same najlepsze kawałki, które mogłyby zwrócić uszy w stronę naszej muzyki skorzystaliśmy z rady. Nazywaj to sobie taktyką czy czymkolwiek chcesz. Ja jestem tylko muzykiem chcącym pokazać Europie o co chodzi w całym tym SHOTGUN REVOLUTION. Jeśli taki trick pomoże mi to osiągnąć, to jestem wszystkimi kończynami za[śmiech]."

MS.: Robiliście remaki utworów, jakie trafiły na składankę?
SR.: "Nie, poszły na nią oryginalne wersje. Gdy nagrywasz z takimi legendami jak Flemming 'Metallica' Rasmussen czy George 'AC/DC' Marino, raczej nie igrasz z ich robotą?"

MS.: Producentem Waszej pierwszej płyty był Flemming Rasmussen, który dołączył do George'a Marino by ponowić pracę na Waszej kolejnej płycie. Jak to jest pracować z tak wielkimi nazwiskami na tak wczesnym etapie kariery? Była mała trema?
SR.: "Prawie masz rację. Flemming był producentem obu naszych płyt, podczas gdy Marino zrobił mastering pierwszej. Niestety odszedł nim mógł wykonać mastering drugiego krążka, czym w jego duchu zajął się protegowany. Flemminga znamy już od lat, więc ta współpraca odbyła się w rodzinnej atmosferze, lecz wyjazd do nowojorskiego Sterling Sound i poznanie George'a Marino - producenta całej sterty naszych ulubionych płyt - było wielkim przeżyciem. Czuliśmy wielką pokorę przed przystąpieniem do pracy. Później to już tylko kolejne dni na posterunku? dość wyjątkowym posterunku, powiedziałbym.?



MS.: Flemming Rasmussen wyczarowywał brzmienie dla METALLICA czy MORBID ANGEL na najlepszych - można uogólnić - krążkach tych grup. George Marino odwalił robotę na całej masie rockowych klasyków poczynając na płytach Johna Lennona, przez KISS kończąc na AEROSMITH. Specjalizują się więc oni w ciut innych odmianach 'hałasu'. Styl którego z nich lepiej pasuje według Ciebie do muzyki SHOTGUN REVOLUTION? Jaką rolę każdy z nich odegrał w Waszym rozwoju?
SR.: "Flemming to wyjątkowy inżynier o doświadczeniu i poziomie pracy, jakie świetnie nam odpowiadają. Ma niesamowite ucho i perfekcyjnie rozumie akustykę pomieszczeń, co doskonale sprawdza się podczas nagrań bębnów. Jest również naszym serdecznym przyjacielem i miłośnikiem rocka o niewiarygodnej etyce pracy. Najważniejsze jest to, że wsłuchuje się w nas, budując brzmienie wokół nas, a nie vice-versa. To samo można powiedzieć o George'u. Podsumowując: Pracując z tak niezwykłymi zdolnościami udowodnili nam, że ich sukces jest wypadkową ich osobowości i profesjonalnych umiejętności, jakie zdobyli, co jest godne podziwu i naśladowania."

MS.: My tu gadu gadu o realizatorskich sprawach, a przecież Martin Frank - poza rzeźbieniem gitarowych riffów - sam jest producentem. Jaką część obróbki Waszych dwóch pierwszych materiałów wrzucił do swej rozpiski zajęć, a którą podzielił się z Flemmingiem i George'em? Ma jakieś doświadczenie w realizacji nagrań innych zespołów?
SR.: "Martin czuwa po prostu nad ostatecznym kształtem całości w tym sensie, że ostateczne decyzje z nim związane należą do niego. Tak w zasadzie można więc wrzucić jego nazwisko obok Flemminga w informacjach o realizacji brzmienia i nazwisko George'a Marino jeśli idzie o końcowy szlif."

MS.: "The Legacy of Chlidhood Dreams" ["Spuścizna dzieciństwa snów" z angielskiego - przyp. autora] - ten tytuł mówi sam za siebie gdy zerkniemy na okładkę, jaka ozdobiła płytę. Który dzieciak nigdy nie marzył o karierze prawdziwego rockmana? Jest więc dla Was granie rocka pod szyldem SHOTGUN REVOLUTION spełnieniem marzeń dzieciństwa? Opowiedz może naszym czytelnikom o czasach gdy byłeś małym chłopcem. Czyich płyt słuchałeś najczęściej?
SR.: "Dla mnie osobiście gra w SHOTGUN REVOLUTION to jest dziecięcy sen. Od czasu gdy u siebie w domu udawałem, że gram przy albumach Elvisa Presleya, od czasu zbierania albumów THE BEATLES marzyłem o tym, że sam kiedyś będę podobnym artystą. Jako nastolatek byłem mocno edukowany przez mojego kolegę, który siedząc w domu słuchał praktycznie wszystkiego od DEEP PURPLE przez SEX PISTOLS aż po SLAYER, no i GUNS N' ROSES oczywiście. Nie wyróżniałem się więc chyba z grona innych małoletnich miłośników rocka. Gdy okazało się natomiast, że posiadam pewien talent, mój los został przypieczętowany i jak to mówią - reszta jest historią."

MS.: Muszę powiedzieć, że "Just Getting High" to jeden z najlepszych rockowych numerów, jakie usłyszałem w ciągu ostatnich miesięcy, może nawet lat. Ten riff jest po prostu genialny! Co więcej, nakręciliście do utworu teledysk. Całkiem miły dla oka teledysk - można by powiedzieć, lecz z pewną nutką autorefleksji tak w nim, jak i w tekście samej kompozycji. Co powiedziałbyś małoletniemu fanowi rocka, wychodzącemu z założenia, że słuchać takiej muzy to sięgać po narkotyki?
SR.: "[śmiech] Nawiązanie do bakania to pomysł reżysera klipu, a utwór traktuje o alienowaniu się i życiu we własnej bańce. To uczucie, jakie towarzyszy mi na przykład po zakończeniu trasy koncertowej. "Just Getting High" to metafora radzenia sobie z życiem codziennym w samym środku depresyjnego stanu, prób ochrony zdrowia psychicznego, ucieczki przed załamaniem i otwierania się przed światem. Nie paliłem gandzi od ponad 15 lat. Znam inne sposoby na osiąganie stanu upojenia. Niektórzy uciekają oczywiście w narkotyki czy alkohol przed własną niedolą i jest to ich wybór. Nie zamierzam ich osądzać [śmiech]."



MS.: Wasza muzyka pełna jest pomniejszych odwołań do stylu konkretnych gwiazd rocka, powplatanych w całkiem świeżą, indywidualną manierę grania SHOTGUN REVOLUTION. Głównie chodzi o drobne akcenty wokalne, jak chociażby ten jamesbluntowy w drugiej zwrotce "Just Getting High", czy zaciągnięcia a la Bryan Adams w "Hopefully". To naprawdę drobne, ale mocno zauważalne rzeczy. Rzeczywiście lubicie uśmiechać się w tak dosłowny sposób do bardziej znanych wykonawców czy ma to charakter czysto przypadkowy?
SR.: "No tak w zasadzie to ma i te porównania są dla mnie czymś nowym, choć na pewno interesującym. Być może gdzieś wewnątrz jestem tak trochę jamesbluntową beksą, ale dobrze mi z tym [śmiech]. Takie odwołania są wszędzie i czy są one niezamierzone, czy ktoś robi to świadomie, lecz z odpowiednią dozą szacunku wobec oryginalnych autorów - nie mam z tym problemu. Dobrze jest rozplanować je jeśli robisz to celowo. To bardzo interesująca i dostarczająca masę zabawy część grania. Fajne jest też to, że ktoś może usłyszeć coś zupełnie innego niż Ty."

MS.: Danię można kojarzyć z Flemmingiem Rasmussenem, ARTILLERY, festiwalem Roskilde i kilkoma jeszcze innymi zjawiskami natury muzycznej. Ja osobiście nic jednak nie poradzę, że słysząc nazwę Waszego kraju widzę nazwiska przedstawicieli filmowego nurtu Dogme 95. Oglądasz duńskie filmy? Ostatnio widziałem "Jagten" ["Polowanie" w polskim tytule - przyp. autora] i mogę powiedzieć Ci tylko tyle, że nawet jeśli film dotyka tego samego problemu co "Anklaget" ["Oskarżony" Jacoba Thuesena - przyp. autora] i tak jest dla mnie jednym, wielkim, cholernym arcydziełem! Nie wspominając nawet o Trierze - reżyserze, co by o nim nie powiedzieć, nie splamionym dotychczasowo ani jednym słabym filmem. Jak widzisz tę konkretnie część życia kulturowego ojczyzny?
SR.: "Myślę, że Dania ma bogate życie kulturowe i bardzo wielu pochodzących z niej oryginalnych i odkrywczych artystów, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i o kino. Oglądam sporo duńskich filmów i mam taką samą reakcję jak i Ty, nawet jeśli Trier jest na dzień dzisiejszy odrobinę pretensjonalny. Tak właściwie w Danii kręci się masę filmów na podobnym poziomie, które nigdy nie osiągną światowego sukcesu, albowiem są zbyt 'duńskie' jeśli wiesz co mam na myśli [czyli sprzedaż klocków lego z podobiznami bohaterów wykluczona - uwaga autora]. Tak, uwielbiam duńskie kino."



MS.: Na koniec powiedz może coś na temat tzw. 'pierwszych chwil' funkcjonowania zespołu. Jak doszło do wszczęcia SHOTGUN REVOLUTION?
SR.: "Dla mnie zaczęło się to tak, że oryginalny wokalista grupy został odsunięty od obowiązków z powodu uzależnienia od narkotyków. Szukając zastępcy Frankie usłyszał mnie podczas sesji nagraniowej w studio, w którym pracował. Spodobało mu się to co usłyszał, więc połączyliśmy siły by coś razem stworzyć. W kilka miesięcy straciliśmy perkusistę, basistę, a później i drugiego gitarzystę, więc trzeba było odbudować grupę od podstaw. Ja znałem Bergera [Henrik, drugi gitarzysta - przyp. autora] i zagadałem do niego, Martin znał Michaela [V. Carlsen, basista - przyp. autora] i drogą przesłuchań znaleźliśmy jeszcze Kaspera [Lund, perkusja - przyp. autora]. Mieliśmy kilka utworów, które wystarczyło tylko wspólnie ograć. Pojechaliśmy w trasę, po powrocie z której weszliśmy do studia by nagrać pierwszy album. Od samego początku chemia między nami była wręcz fantastyczna. Dzieliliśmy te same marzenia i idee. Nie dawaliśmy sobie zbyt wiele czasu na realizację pomysłów i sprawy przybrały bardzo sprawny obrót. Mogę opowiedzieć Ci o pikantnych epizodach z trasy, ale wtedy będę musiał Cię zabić. Liczy się więc to, że SHOTGUN REVOLUTION jest siłą natury, nie znającą takiej odpowiedzi jak 'nie', niepohamowanie sunącą przed siebie aż osiągnie zamierzony cel."

autor: Kępol (październik 2013)



<<<---powrót