Wywiady

Nie popełniłem błędu posługując się w kilku miejscach poniższego wywiadu obciętą nazwą grupy. W czasach zamierzchłych, gdy termin death metal nie był tak oczywisty jak dziś i gdy takie ansamble jak DEATH, AUTOPSY, POSSESSED, SLAYER, SARCOFAGO czy VENOM lały fundamenty pod ekstremalny rodzaj muzycznej stali, formacja, o której mowa w tekście posługiwała się szyldem PENTAGRAM. Wiadomo, że mamy zasłużony dla krainy ołowianych brzmień, amerykański zespół tak samo się legitymujący, stąd ekipa Antona Reiseneggera - gitarzysty i zarazem wokalisty, który odpowiedział na moje pytania - postanowiła zaznaczyć w nazwie skąd pochodzi. Zwał jak zwał, PENTAGRAM CHILE, niczym bohater uroczej komedii "The Rocker", dostarczył przepiękny dowód na potwierdzenie tezy, że nigdy nie jest za późno by dopiąć pewne rzeczy. Jak to jest - kupić bilet na koncert by w dosłownym znaczeniu opluwać swoich idoli? To wiedzą chyba tylko 'najzagorzalsi fani' PENTAGRAM CHILE, a godne odnotowania są tu jeszcze rzecz jasna problemy ze znalezieniem wydawcy debiutanckiej płyty, na które kilka dekad temu wspomniany zespół niefortunnie natrafił. Niezależnie od ilości materiałów demo, które zdążyli oni zarejestrować, tudzież alternatywnych scenariuszy, jakie koło Fortuny mogło im zgotować, wszystko wskazuje na to, że bez wsparcia panów z niemieckiego Cyclone Empire, wyśmienity "The Malefice" nigdy by nie powstał. Wytwórnie płytowe, jak widać, na coś jednak się przydają [śmiech].

Mroczna Strefa [Kępol]: Cześć Anton! Tu Kępol z portalu Mroczna Strefa! Mam nadzieję, że masz się dobrze. Jakie to uczucie dopiąć ostatecznie na ostatni guzik kwestie wydania debiutanckiej płyty po… dwudziestu ośmiu latach?! Wasi starzy fani na pewno dobrze kojarzyli klimat Waszych kawałków na długo przed premierą. Jak ocenili oni "The Malefice"?
PENTAGRAM CHILE [Anton Reisenegger]: "To wspaniałe uczucie mogąc wreszcie, po tylu latach, wypuścić swój debiutancki album. Byliśmy świadomi ryzyka, że może się on nie spodobać, ale reakcje są naprawdę bardzo, ale to bardzo pozytywne. Wszyscy są zgodni co do tego, że udało nam się uchwycić klimat poprzednich nagrań."

MS.: Jestem pewien, że po 6 września 2013 r. - czyli oficjalnej dacie premiery Waszego debiutu - kilku młodszych słuchaczy wpadło Wam do stadka. Wielu współczesnych fanów metalu przywiązywało wagę do wydania "The Malefice"? Spodziewałeś się takiego wyniku?
PC.: "Tak, dochodziły mnie słuchy o wielu młodych odbiorcach, którzy nigdy wcześniej nie słyszeli naszej muzyki i nawet oni byli ponoć pod niemałym wrażeniem. To całkowicie oldschoolowy styl i takie też brzmienie, choć wydaje się, że wciąż jest ono dzisiaj popularne. Wydawało mi się, że po płytę sięgną w najlepszym wypadku ludzie zapoznani z naszą twórczością, ale jest o wiele lepiej."

MS.: Nie jesteście pierwszą ekstremalną ekipą debiutującą w pełnym metrażu po tak wielu latach. Szwedzcy klasycy death/grindu z GENERAL SURGERY mieli w zasadzie podobną sytuację, że takim przykładem się posłużę. Czym było dla Was wydanie długograja - swego rodzaju misją do spełnienia, czymś, do czego dążyliście, czy może bardziej miłą niespodzianką zgotowaną przez obecną scenę?
PC.: "Nie, tu naprawdę chodziło o uczucie, że PENTAGRAM CHILE został uśmiercony zbyt wcześnie. To poczucie niespełnienia dało nam motywację by wreszcie wejść do studia i dopieścić pewne rzeczy."

MS.: A co powiesz o Cyclone Empire? W 2008 wydali przecież kompilację Waszych materiałów demo zatytułowaną "Under the Spell of the Pentagram". Nie licząc okazjonalnych wydawnictw z 2000, 2001 roku czy występu w Santiago w 2001, zespół był do tego czasu zupełnie nieaktywny, po rozwiązaniu w 1988 r. Ekipa niemieckiej wytwórni dała Wam więc swego rodzaju 'kopa do działania', siłę by zebrać kapelę do kupy i zarejestrować "The Malefice"? Jak opisałbyś promocję, którą otrzymaliście od Cyclone Empire?
PC.: "Tak, mieli z tym wiele wspólnego. Gdy przygotowywaliśmy materiał na kompilację ożywiliśmy w ten sposób uczucia sprzed lat, co dało nam niezbędną motywację do uchwycenia krążka. Ludzie z Cyclone Empire są bardzo pomocni i mocno wierzą w zespół, co było dodatkowym kopem do ostatecznego ukończenia tych prac."

MS.: Szyld PENTAGRAM CHILE pamięta jeszcze czasy najprawdziwszych początków ekstremalnej, thrashowo-deathmetalowej sceny. Minęło wiele lat, a "The Malefice" brzmi jak kwintesencja tego, co najlepsze w muzyce Waszych dawnych idoli ze SLAYER, VENOM, POSSESSED czy KREATOR, choć ja równie dobrze wyczuwam tu bardzo silną nutkę dwóch pierwszych krążków MORBID ANGEL. Nie czuliście pokusy by dorzucić do tego modne, metal core'owe elementy, przyjemne dla ucha refreny z czystymi, również żeńskimi, wokalami, skoczny, elektroniczny beat i inne uzdatniacie do szerszej konsumpcji? Co sądzisz o współczesnej metalowej czy rockowej scenie, na której roi się przecież od oldschoolowo brzmiących kapel?
PC.: "Nie, od zawsze było dla mnie jasne, że musi być to czysto oldschoolowa, death/thrashowa płyta! Od początku wiedzieliśmy, że wprowadzenie nowomodnych elementów jest poza wszelką dyskusją i nie jestem zwolennikiem tak czy inaczej pojętej, współczesnej sceny. Jest ona zdominowana przez podstępne kapele nadużywające współczesnej technologii podczas realizacji nagrań, w rezultacie czego muzyka brzmi fałszywie i stereotypowo. Chcieliśmy dynamicznej produkcji. Czegoś, co brzmi jak prawdziwy zespół, a nie automat."

MS.: Po tym mocno dowcipnym i troszkę prowokacyjnym pytaniu czas wrócić do spraw najważniejszych. PENTAGRAM CHILE właśnie dostarczył wyborną mieszankę tego, co najlepsze w starym, dobrym, oldschool metalowym graniu. Ciężko było zebrać się do kupy by wygenerować tak kapitalną wiązankę prawdziwych, death/thrashowych hymnów?
PC.: "Tak w zasadzie było to o wiele łatwiejsze niż przypuszczałem. Ja i drugi gitarzysta, Juan Pablo Uribe spotkaliśmy się u mnie w domu któregoś weekendu i przy kilku browarach zaczęliśmy rzeźbić riffy i komponować utwory. W 3 - 4 dni napisaliśmy 80% materiału. Byliśmy bardzo autokrytyczni, choć z drugiej strony przekonani co do tego, że dobrze wiemy jak stworzyć kawałki, w których sprawiedliwości dobrego imienia PENTAGRAM stanie się zadość."

MS.: Zastanawiałem się jakiś czas który utwór z "The Malefice" jest moim ulubionym. Nadchodzący z potężną, dźwiękową falą uderzeniową "Spontaneous Combustion", maszerujący niczym armia piekieł "La Fiura", okładająca razami gromu "Sacrophobia"… każdy jeden z tych kawałków to najprawdziwsze ukoronowanie death/thrash metalowego stylu gry. Jak długo - reasumując - dopracowywaliście cały materiał? "The Malefice" zdaje się być owocem dość rygorystycznej selekcji. Odrzuciliście jakieś tytuły? Jeśli tak, to czy można spodziewać się w najbliższych miesiącach jakiegoś wydawnictwa split/EP/singla?
PC.: "Nie dokończyliśmy jednego numeru, więc nie znalazł się na płycie. Czuliśmy, że nie jest on w stanie sprostać poziomowi pozostałych kawałków. Być może wykorzystamy w przyszłości jakieś jego fragmenty, lecz wszystko inne, co napisaliśmy powędrowało na płytę. Nie musieliśmy więc silić się na żadną zaawansowaną selekcję, ha!"

MS.: Jak zestawiłbyś realia zdobywania słuchacza w czasach tape tradingu z tymi obecnymi? Zgodzisz się z wieloma twierdzącymi, że promowanie zespołu w erze internetu i talent shows jest dziś o wiele łatwiejsze niż, dajmy na to, w latach 80.?
PC.: "Tego akurat nie byłbym taki pewien. Dzisiejsza scena tonie w zalewie setek tysięcy nazw, z których każda ma jakąś platformę, za pomocą której się promuje. Myślę jednak, że zasady są bardzo podobne co w czasach tape tradingu, gdyż ludzie z reguły słuchają tego, co polecają im znajomi."

MS.: Możesz powiedzieć z czystym sercem, że jesteś częścią tego samego muzycznego środowiska, w jakim obracają się takie legendy jak choćby NAPALM DEATH czy AT THE GATES. Grasz w supergrupie LOCK UP, w której udzielają się takie nazwiska, jak odpowiednio - Shane Embury czy Thomas Lindberg. Zarówno oni, jak i Marc Grewe z MORGOTH pojawili się w charakterze gości na Waszej najnowszej płycie. Jesteś z tego dumny, czy traktujesz to raczej jako naturalną rzecz, biorąc pod uwagę fakt, że wielu takich inspirowało się już Waszymi demówkami?
PC.: "Dla mnie granie w takim zespole, czy ogólnie u boku takich Bestyj to wielki komplement. W żadnym wypadku nie traktuję tego jako czegoś oczywistego. To ogromny zaszczyt."

MS.: A jak to jest napisać utwór taki jak "Demonic Possession", który później kowerują sami NAPALM DEATH? Pomogło Wam to dotrzeć do nowych fanów?
PC.: "Początkowo nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Przedstawili ten kawałek w zupełnie innej, całkowicie wściekłej wersji."

MS.: W swojej biografii przyznajecie, że jedną z przyczyn rozpadu PENTAGRAM pod koniec lat 80. była postawa pewnych fanów 'opluwających występujące na scenie zespoły'. Nie wydaje Ci się to całkowicie kretyńskim stosunkiem do tematu? Każdy jeden fan metalu marzy o tym, by sceniczna potęga jego ulubionych nazw zmiotła go z powierzchni płyty! Któż nie marzy? BLACK SABBATH, LED ZEPPELIN, METALLICA, AC/DC… najbardziej znaczące z najbardziej znaczących nazw dla rozwoju muzyki metalowej odniosły komercyjny sukces i grają/grały dla kilkudziesięciotysięcznej, czy nawet większej, publiczności. Czemu niektórzy fani tej muzy widzą w czymś takim problem?
PC.: "Nie mam bladego pojęcia. Sam, częstokroć, o to zresztą pytałem: 'czemu robicie coś takiego?' Pierwszą rzeczą, jakiej oczekujesz od publiki jako muzyk jest szacunek. O ironio - ci sami ludzie, którzy opluwali nas na koncertach byli jednocześnie naszymi własnymi fanami, którzy nie robili tego, bo nienawidzą naszej muzyki czy coś. Nigdy chyba tego nie zrozumiem."

MS.: Alfred Pena - Wasz poprzedni basista - popełnił samobójstwo w 1988 roku. Miało to wpływ na zawieszenie działalności PENTAGRAM lub na odwrót? Czemu tak właściwie podjęliście wtedy decyzję o rozpadzie grupy?
PC.: "Alfredo zabił się jeszcze przed tym jak przestaliśmy grać, choć wcześniej wyrzuciliśmy gościa, bo był zbyt szalony i nie można było na nim polegać. W chwili gdy targnął się na swój los był członkiem NECROSIS - innej wspaniałej chilijskiej grupy thrashmetalowej lat 80., ale nie wydaje mi się by jego decyzja podyktowana była sytuacją zespołu."

MS.: Perkusista Juan Pablo Donoso (SADISM, THORNAFIRE, EXECRATOR) został Waszym stałym członkiem. "The Malefice" nagrywaliście częściowo w jego Sade Studio, w Chile. Jak oceniłbyś jego wkład w brzmienie i realizację krążka?
PC.: "Mieć go w zespole to świetna rzecz, bo koleś doskonale rozumie specyfikę naszego stylu. Oglądał nasze koncerty gdy raczkowaliśmy i dziś przyznaje, że byliśmy jednym z powodów, dla których zaczął grać i założył własny zespół. Cechuje go również niezwykle profesjonalne podejście, więc dokooptowanie go było dla nas prawdziwym strzałem w dziesiątkę."

MS.: Dan Biggin to drugie nazwisko odnoszące się do produkcji Waszego pełnego debiutu studyjnego. Czemu zdecydowaliście się lecieć aż do Wielkiej Brytanii, by nagrywać w jego HVR Studio? Podobało się w UK? Jak tam po występie na Live Evil Festival?
PC.: "Danny to również członek innego mojego zespołu o nazwie CRIMINAL. Jesteśmy też dobrymi przyjaciółmi. Zapytałem go więc, czy nie będzie miał nic przeciwko temu, że nagram i zmiksuję w jego studio album i zgodził się natychmiastowo. Myślę też, że odwalił on świetną robotę w kwestii materializacji naszej wizji tego jak powinniśmy brzmieć. Live Evil Festival to również świetne przeżycie. Spotkaliśmy tam ludzi z Finlandii czy Francji, którzy przylecieli specjalnie by nas zobaczyć. Mieliśmy kupę ubawu i było to naprawdę intensywne show."

MS.: Nieuchronnie zbliżamy się do ostatniego, choć jak dla mnie szalenie ważnego pytania. Co z Waszą kolejną płytą? Będziecie chcieli rozpisać PENTAGRAM CHILE w grafiku regularnie funkcjonującej kapeli?
PC.: "Zobaczymy. Na razie reakcje są fantastyczne i póki co chcemy skoncentrować się na jakiejś trasie promującej krążek. Jeszcze w tym roku planujemy wydać 7" split z pewnym chilijskim, deathmetalowym, podziemnym zespołem, po czym pewnie zaczniemy myśleć o następnej płycie. Bacząc na maraton problemów, z jakimi nasz zespół musiał zmierzyć się w przeszłości wolę cieszyć się chwilą, zamiast planować z nie wiadomo jakim wyprzedzeniem.”

MS.: Oby tym razem było ich jak najmniej. Dzięki wielkie za wywiad!

autor: Kępol (styczeń 2014)



<<<---powrót