Wywiady

Przekuwają stary, sprawdzony metalowy oręż w progresywno-funkowe odjazdy, współpracują z realizatorami nagrań Natalii Kukulskiej i robią ludzi w konia anonsami o supportowaniu jednej z największych legend metalu po drugiej stronie wielkiej wódy. Przede wszystkim jednak - korzystając z wielu lat doświadczeń i szalenie mądrej filozofii postrzegania zajęcia, którym się parają - nagrywają świetną muzę. Może i OSADA VIDA nie zagraża scenicznej pozycji np. RIVERSIDE, ale zespołem kojarzonym jak najbardziej jest. Wydaje mi się, że w pełni zasłużyli sobie na ów status wśród fanów progresywnego grania, bo ciężko zaliczyć ich do tych reprezentantów gatunku, którzy znaczeniu słowa 'progresywna' przypisać byliby skłonni muzykę kalkującą lub stagnującą w obrębie raz ustalonych wytycznych. Słuchacze programu 3 Polskiego Radia już ich poznali. Czas na resztę. Przed państwem wywiad z OSADA VIDA!

Mroczna Strefa [Kępol]: Cześć! Kępol z Mrocznej Strefy kłania się w pas! Może zacznę od tego, że rada Waszej 'Osady' ma nowego członka, a jest nim Marek Majewski, który przejął po Tobie obowiązki wokalne, pozwalając Ci skupić się wyłącznie na obsługiwanym wcześniej równolegle basie. Stało się tak w istocie, czy ciągnie Cię jednak mimo wszystko do mikrofonu? Jak Marek zaadaptował się, póki co, do formuły funkcjonowania OSADA VIDA jako komórki twórczej z jednej oraz ludzkiego kolektywu z drugiej strony?
OSADA VIDA [Łukasz Lisiak]: "Cześć! Marek zadomowił się już w Osadzie na dobre - jest w zespole ponad rok. Wszystko układa się tak, jak powinno. Zgraliśmy się zarówno od strony osobowościowej, jak i muzycznej. Cieszę się bardzo, że udało nam się spotkać na naszej drodze Marka. Od samego początku traktowałem swoją wokalną posadę jako coś tymczasowego. Niestety, nie dane nam było trafić na właściwą osobę przez 7 lat! Aż do chwili, kiedy Marek wstawił swoje pierwsze wokalne nuty do utworu "Stronger" - od tego zaczęliśmy wspólną pracę. I absolutnie nie ciągnie mnie do mikrofonu [śmiech]."

MS.: Jak opisałbyś atmosferę panującą aktualnie w zespole? W jakim stopniu i w jaki sposób Marek zmienił tę, którą wcześniej tworzył kwartet?
OV.: "Atmosfera jest rodzinna [śmiech]. Funkcjonowaliśmy dość długo jako kwartet i poznaliśmy się, można powiedzieć, na wylot [śmiech]. Marek doskonale wkomponował się w nasze, dość specyficzne poczucie humoru i jest ok."

MS.: Jak dokładnie przebiegał proces poszukiwań nowego wokalisty i co w ogóle skłoniło Was do powyższego? Szukaliście nowego głosu dla grupy kierując się potrzebami brzmieniowymi nowego krążka, chcieliście sprawnego sposobu odświeżenia charakteru tego co gracie?
OV.: "Jak już wspomniałem wcześniej - od samego początku, czyli od czasów kiedy powstawała płyta "Three Seats Behind a Triangle", poszukiwaliśmy wokalisty z prawdziwego zdarzenia. W tym czasie pojawił się kontrakt z Metal Mind Productions i siłą rzeczy pracowaliśmy jako kwartet, nie przestając rozglądać się za wokalistą. Marka poznaliśmy w roku 2010, podczas naszej trasy promującej album "Uninvited Dreams". Graliśmy wspólny koncert i zwróciłem uwagę na fantastyczną barwę głosu Marka. Zaproponowałem Markowi początkowo gościnny udział na nowej płycie OV, na co przystał z ochotą. Temat nowej płyty trochę odsuwał się w czasie przez wyjazd do USA na festiwal Rosfest oraz nagranie DVD w Teatrze Śląskim. W końcu, jesienią 2012 po powrocie z festiwalu ProgStage w Izraelu, zabraliśmy się ostro do pracy nad "Particles"."

MS.: Skoro już tu jesteśmy, to muszę przyznać, że "Particles" brzmi niczym progresywno-rockowa twarz muzycznego optymizmu. Nie brakuje tu tekstów mocno refleksyjnych, nie stroniących od mniej przyjemnych tematów, gdzie wystarczy wspomnieć o zranionych uczuciach w "Until You're Gone", choć i tak ciężko zmącić im całą tą muzyczną sielankę. "Particles" jest bowiem płytą świetnie poprawiającą mi nastrój! Czuć tu nie tylko pasję grania, ale i radość bijącą z tego nieprosto zaaranżowanego przecież materiału. Był to dla Was kolejny, logiczny zestaw dźwiękowych barw do wykorzystania, czy rzeczywiście tryskacie ostatnio taką pozytywną energią? Przy okazji komentowania okładki wyraziliście również znudzenie mroczną estetyką i może to z tego wynika poniekąd nowy kierunek?
OV.: "Dzięki wielkie! Miło to słyszeć i cieszę się, że nasza muzyka wpływa na poprawę nastroju. Rzeczywiście chcieliśmy wpuścić nieco więcej powietrza i pozytywnych barw do nowych utworów. Chcieliśmy, żeby nowe kawałki były proste, ale nie prostackie. Sądząc po recenzjach i opiniach słuchaczy po koncertach, chyba się udało."

MS.: Nowy album - również jak słusznie zapowiadaliście - jest o wiele bardziej czaderski i konkretny w płaszczyźnie riffów od Waszych poprzednich dzieł. Tzw. przeciętny Jan Kowalski raczej nie skojarzy ciężkiej muzyki z pozytywnymi wibracjami, nawet gdyby usłyszał setki takich krążków jak choćby "Particles", który za sprawą swojego przebojowego charakteru aspiruje przecież do wysokich miejsc w rankingach. Myślisz, że płyta ma potencjał by naprawdę przebić się poza grono ludzi choćby w pewnym stopniu miłujących art rock?
OV.: "Wiesz, to dość delikatna kwestia. Nie możemy nikogo, kto nie zna Osady, zmusić do tego, żeby spodobała mu się nasza muzyka. To jest możliwe, jeśli ktoś jest otwarty na muzykę, a nie na wielkie nazwy, etykiety czy powerplay’e. Mam wrażenie, że tą płytą spowodowaliśmy nieco zamętu wśród publiczności stricte progrockowej, która nie wie jak nas sklasyfikować. Z kolei słuchacze, którzy pierwszy raz stykają się z tego rodzaju stylistyką również do końca nie wiedzą, jaką łatę nam przykleić. Sam wspomniałeś o tym wcześniej mówiąc, że przeciętny Jan Kowalski raczej nie skojarzy ciężkiej muzyki z pozytywnymi wibracjami. My będziemy konsekwentnie starać się to zmienić [śmiech]."

MS.: By przekonać się o emocjonalnie dodatnim nastroju kontaktu z "Particles" wystarczy już otwierający "Hard-Boiled Wonderland", choć mnie o prawdziwego banana przyprawia niezmiennie "Different Worlds", aż kipiący od radośnie funkujących gitar, energicznej sekcji i harmonii o dodatnim kolorycie. Czy styl nowej płyty postawił przed Wami jakieś wyzwania? Ciężko było zapuścić się w takie rejony twórcze?
OV.: "Dzięki! Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale było bardzo łatwo [śmiech]. Przede wszystkim dlatego, że nie są to dla nas rejony nieznane i nowe. Takie utwory jak "Hard-Boiled …" czy "Fear" powstały już kilka lat temu. Zdaliśmy sobie jednak sprawę z tego, że musimy zmienić nieco formę samych utworów - wspomniałem o wielkim wietrzeniu, prawda [śmiech]? Po prostu skupiliśmy się na kilku mocnych riffach i wokół nich powstawał dany utwór. Tym sposobem z jednego kawałka mogliśmy po przearanżowaniu wykroić trzy [śmiech]. Co do funkujących gitar - wystarczy posłuchać kawałka "Everyday Ltd" w wersji z DVD. Tam już mocno bawiliśmy się takimi klimatami [śmiech]."

MS.: Jak ostatecznie kapitalny "Stronger" i przepiękny "Until You're Gone" poradziły sobie na listach Programu III Polskiego Radia? Przyznam szczerze, że nie słucham obecnie zbyt często radiowych audycji, ale Trójka, wspierając przecież od lat ambitną muzykę rockową, wciąż nie zaniża lotów aktywnie uczestnicząc w życiu szeroko pojętej sceny muzycznej. Jakie są Wasze opinie na temat strategii działania wspomnianej instytucji?
OV.: "Jak na nasz debiut na ogólnopolskiej liście przebojów - i to liście z tradycjami - było naprawdę nieźle. 10 tygodni w zestawieniu, 18 pozycja - znam wiele kapel, które wiele dałyby, żeby znaleźć się w pierwszej 30. My jesteśmy szczęśliwi, że nam się udało. O strategiach nie wypowiadam się publicznie [śmiech]."

MS.: Dotychczasowy czas OSADA VIDA jawi się jako pasmo sukcesów. Najpierw brazylijski Progressive Rock & Progressive Metal, później Metal Hammer uhonorowały Wasze krążki tytułem 'płyty miesiąca', graliście z RIVERSIDE, QUIDAM, PAIN OF SALVATION, BELIVE, ORPHANED LAND czy FISH. Ba! Sama METALLICA, zwabiona pikantnym coverem "Master of Puppets" zaprosiła Was na koncert w Detroit! Jak maluje się więc ta mroczna strona grania w OSADA VIDA? Jakie wydarzenia najchętniej wymazalibyście ze swojej biografii?
OV.: "Nie podchodzę do żadnego wydarzenia z historii OV jako do czegoś, co należałoby wymazać. Wszystko, co się wydarzyło - dotyczy to zarówno zdarzeń pozytywnych, jak i negatywnych - to doświadczenie. Doświadczenie to wiedza. Wiedzy się nie wymazuje, tylko wykorzystuje w przyszłych działaniach. I tak też to traktuję. Nie można się wstydzić tego, że w wieku 2 lat nie potrafiłem pisać. A z tą METALLICĄ to poleciałeś… [śmiech]"

MS.: Może coś a propos rzeczonej przeróbki, bo przecież to dzięki niej wielu nowych fanów poznało i pozna Waszą muzykę. "Master of Puppets" to prawdziwy metalowy hymn, jeden z najważniejszych utworów w historii ciężkiego grania. Zależało Wam na dotarciu do grona metalowców nie gustujących raczej w progresywnej muzie? Zazwyczaj to metalowe kapele biorą na warsztat przeboje muzyki lżejszej, adaptując je oczywiście do prawideł gatunku. Rzadko kiedy odbywa się to w drugą stronę i oprócz znakomitych coverów HELLSONGS niewiele przykładów przychodzi mi do głowy. Chcieliście pójść pod prąd owego nurtu? Jacyś ortodoksyjni fani thrashu nie przypomnieli o sobie przypadkiem?
OV.: "W przypadku wyboru "Master of Puppets" do nagrania, nie było żadnej filozofii. Jesteśmy po prostu starymi metalami [śmiech]. Podczas poprzednich koncertów często mieliśmy takie momenty, że jeden z nas rzucał pytanie 'co tam dalej mamy w setliście?' Jako, że nie jesteśmy podczas koncertów śmiertelnie poważni, równie często padała odpowiedź: "Master of Puppets", co spotykało się z salwą śmiechu ze strony publiczności. A kiedyś, podczas próby pomyśleliśmy: cholera, a zagrajmy żesz tego "Mastera" [śmiech]. No i cała tajemnica! Oczywiście zrobiliśmy to totalnie po swojemu, bo chodziło nam o zagranie, a nie o odegranie [śmiech]."

MS.: Koncert u boku METALLICI - co by nie powiedzieć jednego z najsłynniejszych obecnie zespołów - musiał być dla Was nie lada wydarzeniem. Jakie wrażenia przywieźliście z Detroit?
OV.: "Stary, naprawdę dałeś się na to złapać [śmiech]?! Ten nius, choć bardzo dopracowany pod kątem miejsca i daty koncertu, ukazał się 1 kwietnia… [śmiech]. Może kiedyś… [śmiech]?"

MS.: Niemałe zasługi przypisujecie Piotrowi Grudzińskiemu - gitarzyście grupy RIVERSIDE. To on, zaintrygowany Waszą trzecią demówką, wpadł na pomysł by zabrać Was w 'Progressive Tour II', w jaką autorzy "Second Life Syndrome" pojechali w 2004 roku. Widzicie więc obecną pozycję Osady jako swego rodzaju 'efekt uboczny' sukcesu RIVERSIDE?
OV.: "Piotrowi, jak i całemu RIVERSIDE jesteśmy bardzo wdzięczni, bo dwukrotnie zabierali nas na koncerty w ramach swoich tras. Do dzisiaj jest nam bardzo miło razem pojawiać się na scenie - ostatnio na festiwalu InoRock w 2013 roku. Wygląda na to, że spotkamy się znowu na Seven Festival w Węgorzewie w lipcu 2014. Nie rozpatrywałbym jednak Osady w kontekście RIVERSIDE. Chłopaki osiągnęli ciężką pracą ogromny sukces i grają już w tej chwili w światowej ekstraklasie. My pracujemy na taki status, grając w lidze europejskiej [śmiech]."

MS.: Coraz więcej mówi się w świecie na temat polskiej muzyki progresywnej. Nawet względnie mniej kojarzony STATE URGE spotkał się z pozytywnym przyjęciem zagranicznych recenzentów, DISPERSE podpisał papier z Season Of Mist i podobnych przykładów można by pewnie znaleźć jeszcze troszkę. Spora część światowej estrady progresywnej gra też przecież na sprzęcie naszych rodaków z Mayones, wychwalając pod niebiosa wychodzące z ich manufaktury, customowe cacka. Myślicie, że Polska może zasłynąć w świecie z prog rocka/metalu, tak jak stało się to w przypadku metalu ekstremalnego?
OV.: "Myślę, że Polska już zasłynęła z wymienionych przez Ciebie powodów. Tyle, że zarówno ekstremalny metal, jak i prog rock, to jednak mocno niszowe gatunki muzyczne. Nie oczekiwałbym raczej 'polskiej' nominacji do Grammy [śmiech]."

MS.: Czy to Marcin Chlebowski - czyli realizator Waszych poprzednich nagrań - czuwał nad kolorytem oraz formą brzmienia "Particles"? Gdzie nagrywaliście i jak przebiegł ów proces?
OV.: "Tym razem Marcin był jedynie odpowiedzialny za nagranie perkusji. Nad całością miksów i nad masteringiem czuwał Sławek Gładyszewski, mający na swoim koncie współpracę z VOO VOO, Natalią Kukulską czy Maciejem Maleńczukiem. Nagrywaliśmy w kilku miejscach i sesja była raczej chaotyczna, głównie ze względów finansowych. Szczerze mówiąc, cieszę się, że Sławkowi udało się ogarnąć całość w postaci finalnego obrazu "Particles". Nie chciałbym jednak powtarzać takiego trybu pracy… [śmiech]."

MS.: Nie będę ukrywał, że cenię Waszą muzykę również za otwartość i łatwość lawirowania między poszczególnymi wzorcami. Słychać w niej wszystko - od muzy mistrzów brytyjskiego progu z YES, KING CRIMSON czy PINK FLOYD, przez RUSH, szeroko pojętych projektów naszego wielkiego rodaka - Wojtka Szadkowskiego, industrial, aż po klasyczne hard rockowe czy heavymetalowe wpływy. Nie widzicie chyba OSADA VIDA w roli 'klasycznego' reprezentanta gatunkowego, co? Progresywność dosłownie rozumiana?
OV.: "Dziękuję Ci bardzo za taką opinię i bardzo mnie ona cieszy [śmiech]! Jesteś chyba jedną z niewielu Osób, które interpretują tzw. progresywność, jako coś nieograniczonego, otwartego, plastycznego, coś, co podlega ciągłemu rozwojowi. Ja czasem mam wrażenie, że część publiczności progrockowej chciałaby słuchać wciąż kolejnych klonów PINK FLOYD i nowych wcieleń MARILLION czy GENESIS. Ja wychodzę z założenia, że z szacunku dla tych Mistrzów, należy wykorzystać ich rozwiązania i wydeptane ścieżki po to, żeby iść dalej. Najważniejsze, aby to nowe 'coś' przynosiło przyjemność i jakieś nowe odczucia Słuchaczowi."

MS.: Ok., będę kończył. Macie już jakieś pomysły na kolejny materiał? Co leży bezpośrednio przed Wami w obecnym rozkładzie zajęć, a co wpisuje się w kalendarz długoterminowych planów kapeli?
OV.: "Nowy materiał już jest w trakcie tworzenia i nabiera realnych kształtów. Chcielibyśmy wiosną 2014 wydać EP-kę z premierowymi utworami i paroma ciekawostkami. Planujemy również parę koncertów. Latem występ na dwóch festiwalach - jeden potwierdzony, to Seven Festival w Węgorzewie. A jesienią planujemy wydanie nowego, pełnowymiarowego albumu oraz koncerty. Dla tych, którzy są z Osadą dość długo i śledzą nasze poczynania, rok 2014 przyniesie wiele niespodzianek [śmiech]. Pozdrowienia dla całej Mrocznej Strefy!"

autor: Kępol (styczeń 2014)



<<<---powrót