Wywiady

Pierwsze wrażenie jest najważniejsze? chyba dla instruktora w miejscowym biurze pracy, bo na pewno nie dla artystów takich jak DEADLY CIRCUS FIRE. Gdyby londyńczycy ślepo kierowali się powyższą, wyświechtaną i w wielu przypadkach mało wiarygodną zasadą, londyński zespół nie brzmiałby dziś tak jak brzmi, a zamiast okładki długogrającego ich debiutu byłaby na pewno inna. Chodzi o wyborny "The King And the Bishop", a autorem całego zamieszania jest Adam Grant - wokalista DEADLY CIRCUS FIRE, który udzielił poniższych odpowiedzi. Poznajcie zespół, który poprawiał po Jensenie!

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam! Jakiś czas temu, a ściślej w roku ubiegłym, wydaliście swój debiutancki album pod tytułem "The King And the Bishop". Rock'n'Growl Promotion wymienia Waszą nazwę w miejscu, gdzie powinien podać wydawcę tytułu. Sami wypuściliście ten krążek?
DEADLY CIRCUS FIRE [Adam Grant]: "Rynek muzyczny popadł dziś w niemały bałagan, w rezultacie którego cierpi każdy z nim związany, czyli głównie artyści i zespoły z kontraktami płytowymi. W związku z tym zdecydowaliśmy się uprzedzić los i wyprodukować własnymi siłami coś, co będzie w 100% nasze. Wszelkie recenzje naszej ostatniej płyty są mocno pochlebne, więc wydaje mi się, że postąpiliśmy słusznie w jej przypadku."

MS.: Na naszych łamach też macie wysoką notę. Poczuliście pozytywny odzew? To Wasz pierwszy album, a już uderzacie z kilkoma kawałkami technicznie niepohamowanego, progresywnego metal core'u, przeplatającymi się z subtelniejszymi, czarująco melancholijnymi momentami. Jak ważny jest dla Was "The King And the Bishop"? Włożyliście w niego chyba masę serca, co?
DCF.: "Po wydaniu epki w 2009 roku poczuliśmy wyraźnie, że nasz ostateczny debiut musi być dla nas wszystkim, czym tylko debiutancki krążek może być. Musieliśmy być potężni, lecz nie dlatego, że gramy ciężko, grać złożenie, ale nie przekombinowując i dostarczać słuchaczowi przyjemność, nie popadając jednak w przewidywalność. Tego trzymaliśmy się podczas prac nad "The King And the Bishop". Była to nasza pierwsza szansa udowodnienia swojej muzycznej wartości. Wtopiliśmy w tę płytę całą naszą tożsamość, chcieliśmy widzieć tę jakość w produkcie końcowym."

MS.: Jest pewien 'podpunkt' w procesie produkcyjnym Waszej płyty, którego nie jestem w stanie zrozumieć. Po ukończeniu nagrań materiału na Waszą nową płytę powędrował on z MTR Studios do Teda Jensena, który w murach Sterling Sound miał poświęcić się jego masteringowi. Z niewielkim marginesem błędu można zgadywać, że dla 99.9% zespołów byłby to koniec 'taśmy produkcyjnej'. Wy jednak zdecydowaliście się na remastering (Andy Pearce, Matt Wortham, Wired Masters Studios). Co konkretnie nie podobało Wam się w tym pierwszym masterze? Może to kwestia osobistego gustu, ale naprawdę, ciężko mi uwierzyć, że Ted Jensen - ikona, inżynier dźwięku doświadczony w obróbce surówek takich tuzów jak AC/DC, METALLICA, BEHEMOTH czy DREAM THEATER mógł cokolwiek spieprzyć [śmiech]. To dlatego premiera "The King And the Bishop" została przesunięta?
DCF.: "Wszystko zaczęło się sypać w diabły gdy tylko uściślono nam nierealny deadline, do którego kazano ukończyć nagrania i dostarczyć je na wczoraj jakimś branżowym typkom. W rezultacie tego byliśmy zmuszeni znacznie przyspieszyć finalny etap, co w naszym odczuciu było później słychać. Po przerobieniu politycznego nonsensu i szarpaninie skutkującej zmianą menedżera usiedliśmy i wspólnie doszliśmy do wniosku, że jeśli mamy wydać ten album, musi on być zrobiony jak należy. Poprosiliśmy Phila Kinmana z MTR żeby przeleciał po kawałkach raz jeszcze i odwalił świetną robotę! Już na tym etapie brzmiało to nieskończenie lepiej! Później goście z Wired Masters Studios zrobili mastering raz jeszcze i voila! Przesłuchaliśmy raz jeszcze i okazało się, że to jest to, czym "The King And the Bishop" powinien być!"

MS.: Większość zespołów prog metalowych, opierających swój styl na posttoolowym graniu ma dość duży problem z nagraniem naprawdę zapierającej dech płyty. Dzieje się tak dlatego, że zbyt mocno zbliżają się do estetyki swoich mistrzów, często zapominając o dorzuceniu czegoś intrygującego od siebie. Wy jesteście inni. TOOL jest obecny w każdym jednym kawałku na "The King And the Bishop", ale Wy brzmicie naprawdę progresywnie niczym ansambl, który chce się rozwijać i dosłownie - poczynić jakąś progresję w procesie komponowania i aranżowania muzy. Wasz debiut można równie dobrze polecić fanom DEFTONES, MASTODON, COG, KLONE, LEPROUS, SPELLBOUND DAZZLE, DEMIANS i wielu innych współczesnych adeptów szkoły takiego grania. Co przyciągnęło Was do "Lateralusa" i innych, wielkich dzieł amerykańskiej legendy, a co pchnęło Was później w ramiona dalszych poszukiwań?
DCF.: "Cóż, to właśnie miłość do muzyki tych zespołów, w szczególności zaś TOOL, połączyła nas jako grupę i to jej DEADLY CIRCUS FIRE zawdzięcza swoje powstanie. Każdy z nas wiedział, że aby stworzyć fanom muzyki progresywnej coś swojego musimy rozwinąć jako zespół to, w czym jesteśmy dobrzy. Podróże - oto co kochamy podczas pisania utworów. Zawsze chcemy udać się w podróż. Możemy to robić pisząc tekst, budując harmonię czy pracując nad rytmem. Jeśli słuchacze podzielają radochę z takiej jazdy, to cel osiągnięty."

MS.: Według mnie jesteście naprawdę dobrzy w gatunkowej, stylistycznej, czy emocjonalnej żonglerce. "Through the Soil" czy "Her Epitaph" przeplatają subtelne fragmenty z agresywnymi uderzeniami precyzyjnie dociętego prog metalu. "The Light Within" mógłby zostać określony utworem post rockowym. "Threnody" to żywa emanacja onirycznego klimatu? Mógłbym ciągnąć tak jeszcze długo, jestem jednak zainteresowany etapem komponowania. Piszecie muzykę w zależności od nastroju, łącząc później najlepsze pomysły w całość, czy robicie to bardziej 'utwór po utworze'? DEADLY CIRCUS FIRE nie brzmi raczej jak zespół układający na kolanie proste piosenki, które pod prysznicem można nucić...
DCF.: "Biorąc pod uwagę, że używam również screamingu śpiewanie naszych utworów pod prysznicem mogłoby wystraszyć sąsiadów! Nasze albumy powstają jeden utwór po drugim, a te są komponowane przez Save'a [Addario, gitara - przyp. autora], Mike'a [Enort, bas, wokal - przyp. autora] czy Paula [Igoe, perkusja - przyp. autora]. Przynoszą jakiś riff czy beat, wokół którego reszta obudowuje pewne rzeczy, aż uzyskają coś ciekawego. Wtedy wkraczam ja i nasiąkając tą czy inną melodią staram się napisać do niej tekst, wyobrażając sobie o czym taki utwór mógłby mówić."

MS.: Jak ważna jest dla Was kolejność utworów na płycie i podział materiału na nie?
DCF.: "Podobnie jak wszystko inne co robimy jako zespół jest to istotne. To, co dzieje się gdy kończy się jeden numer i zaczyna następny jest dla słuchacza niezwykle ważne w podjęciu decyzji czy słucha dalej czy przeskakuje. Chcemy zachęcić odbiorców do całościowego słuchania naszych płyt bez przełączania utworów czy wyłączania. Ludzie nie wychodzą z kina w połowie filmu, więc czemu nie osiągnąć by tego na płycie?"

MS.: DEADLY CIRCUS FIRE założyli Save Addario i Paul Igoe. Obaj byli imigrantami studiującymi akurat na swoich muzycznych kierunkach. Pamiętacie w jakich okolicznościach doszło konkretnie do powstania grupy? W metalowym światku działa wbrew pozorom wielu wykształconych wykonawców. Uważasz wykształcenie muzyczne za istotne w kwestii grania muzyki takiej jak ta z Waszych płyt?
DCF.: "Według mnie 'Ogień Śmiertelnego Cyrku' zaczął się tlić gdy tylko zaczęliśmy razem grać. Było to w dniu, gdy zostałem zaproszony do centrum Londynu na przesłuchanie do pewnego zespołu, tymczasowo nazywającego się RUST. Pamiętam, że wpadam w środku dnia, widzę tych gości i myślę sobie: 'z tego nie wyjdzie nic dobrego, to zły pomysł'. Żeby było śmieszniej, jak się później dowiedziałem, oni pomyśleli to samo [śmiech]. Na szczęście okazało się, że wszyscy byli w błędzie, bo gdy pojammowaliśmy sobie kilka minut zamilkliśmy, zupełnie jakbyśmy chcieli rozkoszować się cudowną chwilą narodzin wspaniałego zespołu. Każdy z nas edukuje się przede wszystkim w ramach własnych, muzycznych zamiłowań, dopiero później, ewentualnie jakiegoś uczelnianego fakultetu."

MS.: Długo zeszło nim skompletowaliście pełen skład. Jakie wymagania postawiliście przed aplikantami? Jakieś pikantne epizody z przesłuchań?
DCF.: "Jako, że to mnie poszukiwano nie mam na ten temat informacji z pierwszej ręki, ale reszta ekipy wspomina wielu piosenkarzy country, raperów, opiekunów psów i wszystkich tych 'nawet nie wiem kim jesteście', którzy przyszli na casting. Nie tylko nijak nie pasowali oni do roli, ale byli również zdecydowanie dziwni. Aż w końcu poznali oni mnie - człowieka nadającego się do roli? choć również dziwaka."

MS.: Wydajecie się być bardzo świadomymi muzykami. Wiedzieliście od samego początku czym DEADLY CIRCUS FIRE dokładnie być powinien? Była jakaś pierwotna wizja tego zespołu, której staraliście się sprostać w praktyce?
DCF.: "Nie sądzę by jakikolwiek zespół wiedział od samego początku jak konkretnie będzie brzmiał, poza stylem muzycznym, w jakim rzecz jasna będzie grał. Pamiętam, że wszyscy chcieliśmy czegoś progresywnego i prowokującego. Chcieliśmy, by nasza muzyka była wciągająca. Mamy w zespole pewną zasadę: Jeśli od początku ogrywania jakiegoś pomysłu mamy gęsią skórkę - trafia on do utworu."

MS.: Wiem, że zaczęliście już tworzyć materiał na nową płytę. Jaka ona będzie? Jak porównałbyś ją do "The King And the Bishop"?
DCF.: "Cóż, nie chcę ujawniać przedwcześnie zbyt wielu szczegółów. Będzie to jednak na pewno płyta wyjątkowa. Rozwinęliśmy się i dojrzeliśmy od czasu nagrania poprzedniej i myślę, że w nowych utworach będzie to słychać. Gramy na koncertach trzy nowe kawałki by dać już fanom pewien przedsmak. Biorąc pod uwagę reakcje jakie wywołują, nie możemy się już doczekać kiedy uwolnimy ten kolejny materiał."

MS.: Niestety nie miałem okazji zajrzeć w teksty Waszych utworów. Mógłbyś powiedzieć o nich co nieco? O czym traktują liryki poszczególnych kawałków? Układają się one w pewien koncept?
DCF.: "Jako wokalista piszę teksty, gdyż chcę, aby to co śpiewam wypływało z mojej głowy i uczuć. Chcę śpiewać o wszystkim z czym się nie zgadzam lub w co nie wierzę. Moje teksty bardzo często dotyczą moich własnych przeżyć, nie odnosząc się jednak do szczegółów, gdyż nie jestem fanem prania brudnych gaci na oczach ludzi, a już tym bardziej - wrogów. Głównie opieram swoje teksty na fikcji. Uwielbiam tworzyć wyimaginowane postacie i umieszczać je w wymyślonych sytuacjach. To czy się z nich wykaraskają zawsze zależy od tego, gdzie zaprowadzi mnie muzyka."

MS.: Możecie powiedzieć, że debiutancką, tytułową epkę zrobiliście sami. Praktycznie nie było osoby spoza zespołu zaangażowanej w jej powstanie. Nawet okładkę zaprojektowaliście sami. Ciężko jest dopełnić na własną rękę wszelkich obowiązków związanych z nagraniem, zilustrowaniem i wydaniem płyty? Kto był autorem okładki do "The King And the Bishop"?
DCF.: "To EP było dla nas pierwszą próbą stworzenia czegoś skończonego. Prawdziwa praca z zamiłowania. Masa i jeszcze więcej pracy. Nigdy nie pozwalaliśmy sobie na pójście na łatwiznę. Jak tylko możemy wykorzystujemy umiejętności niezwiązane z graniem do rozwoju DEADLY CIRCUS FIRE. Niezmordowany Mike harował przy konsolecie, zawsze starając się osiągnąć perfekcyjny efekt, nawet jeśli miałby go zabić. Dave zawsze nurkuje w mrocznych odmętach przemysłu muzycznego, wynurzając się każdorazowo z czymś, co pomaga nam iść naprzód. Paul przynosi zawsze tyle energii, że starcza dla nas wszystkich. Mimo, że pada niekiedy ofiarą prawniczych sukinsynów, zawsze potrafi to jakoś przetrzymać. To prawdziwy niedobitek, który utrzymuje nas w sile. Poza wypluwaniem płuc uwielbiam zazwyczaj rysować. Kocham projektowanie graficzne, co zaowocowało okładkami do epki czy "The King And the Bishop" właśnie."

MS.: Wasz image można natychmiastowo skojarzyć z metalową estetyką, choć nie koniecznie trzeba. Pierwszą rzeczą, o której pomyślałem gdy tylko zobaczyłem Wasze wymalowane facjaty był? film "Kruk". Kocham go, nawiasem mówiąc. Wszyscy wiemy, że tacy artyści jak Alice Cooper czy KISS robili to już wieki temu, ale co konkretnie zainspirowało Was do tej 'nieco halloweenowej' prezencji?
DCF.: "Początkowo chcieliśmy unikać cyrkowej tematyki, ale po pierwszych występach zdaliśmy sobie sprawę, że w połowie składa się na nie muzyka, w drugiej zaś - prezencja. Chcemy by publika dostała również oprawę wizualną. Coś makabrycznego i uderzającego. Każdy z nas zaprojektował swojego własnego clowna i gdy tylko ustawiliśmy się do pierwszej fotki wiedzieliśmy, że nasz wygląd mówi sam za siebie. Jasne, że inne zespoły też malują twarze czy nakładają kostiumy, ale jest to argument dla tych, które tego nie robią. Dodaje to występom zupełnie nowej perspektywy, a chcielibyśmy by podobały się one naszym fanom."

MS.: Chciałbym zapytać Cię o instrumentalny numer pod tytułem "In the Kingdom of Flies". Krótka miniaturka, brzmiąca jednak niczym Wasza interpretacja opethowskiego "Patterns In the Ivy". Po co tak właściwie nagrywaliście coś takiego?
DCF.: "Save napisał ten króciutki, uroczy kawałek. Pomyśleliśmy, że będzie to świetne interludium przed wejściem kolejnych cięć. Jak oko cyklonu. Cały etos związany z komponowaniem tego numeru jest według mnie zmartwieniem Save'a."

MS.: A propos koncertów: Graliście na kilku znanych imprezach nie wyłączając Bloodstock Open Air. Jak opisałbyś DEADLY CIRCUS FIRE na scenie? Jakie jest najlepsze miejsce, w jakim póki co graliście? Gdzie chcielibyście zagrać w przyszłości?
DCF.: "Bloodstock to jeden z naszych najlepszych występów, który? ledwo się odbył! Kilka minut przed wyjściem na scenę padł jeden z naszych wzmacniaczy i gdyby nie zajebiści goście z ANGEL WITCH, którzy pożyczyli nam swój, prawdopodobnie odwołalibyśmy show. Nawet 20 minut po naszym planowanym wyjściu wciąż mogliśmy zagrać. W moich oczach było to nasze najlepsze show. Nie tylko ze względu na sam występ, po prostu wszystko wokół niego było genialne. Od potęgi samego gigu, przez rozległy tłum, aż po zrozumienie ze strony personelu festiwalu. To był prawdziwy fest. Jeśli chodzi o jakieś preferencje kolejnych miejsc, nie robią mi one różnicy. Tak długo jak tylko będziemy w stanie dać z siebie wszystko przed wypchaną po brzegi klitką, będziemy szczęśliwi!"

autor: Kępol (marzec - kwiecień 2014)



<<<---powrót