Wywiady

Bjornar Nilsen, który w VULTURE INDUSTRIES odpowiada za wokal, komponowanie, pisanie tekstów i programing odizolował się od świata z zamiarem dokonania rzeczy niemal niemożliwej - sięgnięcia wyżej niż wybudowana przez niego i resztę ekipy, tytułowa 'Wieża'. Gdyby album "The Tower" został doceniony w takim stopniu jak na to zasługuje, glorii i chwały starczyłoby tej grupie na długie lata, bo ileż nazw nie schodziło już z ust fanów czy łamów periodyków mimo, iż od wielu wiosen nie zaszczycały studyjnych murów? Mimo to, autor jednego z moich ulubionych konceptów tekstowych nie grzeszy próżnością i trzymam po cichutku kciuki, żeby dopiął swego. "The Tower" to nie płyta. "The Tower" to przedsięwzięcie, projekt, którego spójność jest niewątpliwie potwierdzeniem tezy, że twórcza chemia nie zachodzi w tym biznesie tylko i wyłącznie między członkami zespołów, ale oddajmy głos samemu muzykowi…

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam! Kępol z Mrocznej Strefy bije pokłony u stóp wzniesionej przez Was 'Wieży', podziwiając z pozycji kolan dzieło o zapierającym dech w piersi splendorze i potędze! Powinniście być dumni, gdyż w mojej skromnej, prywatnej opinii "The Tower" brzmi po prostu perfekcyjnie! Większość zespołów marzy o tym by choćby zbliżyć się do takiego poziomu. Czujecie gdzieś wewnątrz, że jest to apogeum Waszych możliwości, czy uważacie, że moglibyście wspiąć się jeszcze wyżej? Czujecie się teraz spełnieni jako artyści?
VULTURE INDUSTRIES [Bjornar Nilsen]: "Cześć Kępol i dzięki wielkie za miłe słowa. Jesteśmy dumni z tego, co stworzyliśmy na "The Tower". Nawet teraz, gdy mieliśmy już na tym etapie wystarczająco dużo czasu by pieczołowicie przesłuchać kolejny raz ten wymagający głębszego wniknięcia album, nie potrafimy dostrzec zbyt wielu szczegółów, jakie chcielibyśmy zmienić. Zacząłem ostatnio pisać materiał na następcę "The Tower" i jestem niezmiernie zadowolony z rezultatu, mając nadzieję, że jednak uda nam się przebić "The Tower" na kolejnym wydawnictwie!"

MS.: Chyba można skonkludować, że oto nadszedł dobry czas dla VULTURE INDUSTRIES. Macie w kieszeni kontrakt z Season Of Mist - jedną z najlepszych obecnie wytwórni w metalowym biznesie, a przecież jego zabezpieczenie nie było li tylko papierkową robotą sobie a muzom, gdyż dostarczając "The Tower" udowodniliście z nawiązką, że w pełni nań zasługujecie! Jest to dla Was pewien punkt zwrotny w karierze, czy raczej kolejny krok we wcześniej wyznaczonym kierunku? W jaki sposób zjednoczyliście siły z brygadą francuskiej wytwórni?
VI.: "Teraz, gdy siedzimy pod skrzydłami Season Of Mist, zyskujemy po prostu większą uwagę ze strony mediów i fanów. Patrząc na niesamowity odzew ze strony fanów i prasy, jaki otrzymujemy zdaje się, że nasze audytorium zdecydowanie poszerzyło gabaryty, choć i tak widzę to wszystko bardziej jako logiczny krok, jaki postawiliśmy na obranej kiedyś drodze niż punkt zwrotny. Sposób, w jaki prowadzimy ten zespół działając w jego obrębie jest zasadniczo taki jak w chwili gdy siedem lat temu wydawaliśmy nasz pierwszy album, czyli "The Dystopia Journals". Teraz jesteśmy w tym wszystkim po prostu lepsi i mamy większe pole do popisu. Nasze relacje z Season Of Mist są bardzo udane i wcześniej znaliśmy już kilku ludzi stamtąd. Jako że oni byli fanami zespołu, a my fanami tej wytwórni, znalezienie porozumienia w kwestii wydania naszej trzeciej płyty studyjnej było rzeczą naturalną. Póki co jesteśmy bardzo szczęśliwi we wspomnianej współpracy, czując obopólną, artystyczną wolność i sprawną pracę maszynerii, za sprawą której upubliczniamy to, co robimy."

MS.: Jaką promocyjną strategię obraliście w przypadku "The Tower"? Wydawniczo-teledyskowo-koncertowo-internetowa typówka, czy zaangażowaliście może w proces jakieś niestandardowe rozwiązania? Jakie cele stoją obecnie przed Wami?
VI.: "Promocyjna strategia wydawniczego marketingu to raczej działka panów z wytwórni. Ja wolę koncentrować się na kwestiach czysto artystycznych. Jeśli chodzi o teledysk autorstwa Costina Chioreanu do utworu "Lost Among Liars", to bardziej widzę go jako rozwinięcie twórczej wizji powziętej podczas prac nad "The Tower" niż cokolwiek innego. Co do tras - kochamy w nie jeździć i nigdy nie widziałem ich w barwach koniecznego zła. Nasz koncert widzę raczej jako integralną i szalenie ważną część ekspresji artystycznej. Nie jeździmy w trasy dlatego, że pasowałoby wypromować album, robimy to gdyż to kochamy. Można powiedzieć, że celem VULTURE INDUSTRIES jest kreatywne wyrażanie się poprzez dźwięki i obrazy, dzięki którym oferujemy odbiorcy coś, co niesie dla niego głęboki i istotny przekaz."

MS.: Myślę, że od samego początku graliście naprawdę nieźle. Debiutancki "The Dystopia Journals" - kryjąc w sobie masę wybornych, aranżacyjnych smaczków - brzmiał jednak jak album takiej 'typowej, norweskiej, grającej pod ARCTURUS kapeli', jeśli wiesz co mam na myśli. "The Malefactor's Bloody Register" był śmielszym krokiem w kierunku wypracowania indywidualnego brzmienia. "The Tower" to już natomiast płytka z gatunku 'trzeba posłuchać!' Mogę tu pisać, że pewne rozwiązania są porównywalne z tymi wykorzystywanymi wcześniej przez bardziej doświadczonych adeptów metalowej awangardy. Ihsahnowe dialogi połamanych rytmów i partii saksofonu w utworze tytułowym, że takim przykładem się posłużę, zostały jednak oblane melorecytacjami i poskładane do kupy w odrębnie broniącą się całość, a przecież to tylko skromne egzemplum. Najlepsza płyta w dotychczasowej karierze VULTURE INDUSTRIES? Wielu podziela moją opinię?
VI.: ""The Tower" to według mnie najlepszy krążek VULTURE INDUSTRIES pokazujący kim byliśmy w chwili gdy go nagrywaliśmy. Osobiście myślę, że na "The Tower" osiągnęliśmy styl grania oddający głębię tego, czym VULTURE INDUSTRIES właściwie jest."

MS.: Wasza muzyka jest określana mianem 'awangardowej' czy 'progresywnej'. Co tak właściwie znaczą dla Ciebie te pojęcia? Jak prywatnie zdefiniowałbyś przegródkę gatunkową dla VULTURE INDUSTRIES?
VI.: "Nazywanie jakiegoś gatunku awangardowym czy progresywnym jest w istocie zupełnym paradoksem, gdyż granie awangardy czy progresywu jest jednoznaczne z przekraczaniem barier danego gatunku, zamiast osadzania czyjejś twórczości wewnątrz nich. Biorąc jednak pod uwagę umowne znaczenie tych etykietek w odniesieniu do metalu myślę, że pasujemy częściowo do jednej i drugiej. Muzyka VULTURE INDUSTRIES jest chyba jak marchewkowiec nasączony strychniną. Wybór smaków i konsystencji z niewielką domieszką trucizny."

MS.: Macie już jakieś pomysły na rozwiązania, których planujecie użyć podczas prac nad kolejną płytą?
VI.: "No właśnie siedzę zamknięty w kanciapie w środku lasu i mierzę się ze wspomnianym problemem. Jak na razie patenty wydają się obiecujące, ale póki co jest naprawdę za wcześnie by wyrokować czy wyjdą z tego dostojne łabędzie czy brzydkie kaczątka."

MS.: Żyjemy w czasach koncept albumów. Wiem, że nagrywa się je niemal od samego początku historii rocka, choć myślę, że dziś można zaobserwować coś na zasadzie prawdziwego boomu na takie rozwiązania. Dobrze jest nazwać album konceptualnym, bo to oznacza, że teksty są inteligentne, a muzyka ambitna [śmiech]. Co Ty na to?
VI.: "Nie wiem czy to kwestia trendu. Może chodzi tu raczej o to, że pewne nagrywające je kapele, które jak dotąd siedziały w podziemiu wynurzają się na powierzchnię zyskując jakąś rozpoznawalność. Dla nas tak czy siak nie jest to żadna moda, bo taki tryb prac nad płytami obraliśmy już na samym początku naszej drogi. Dla nas myślenie o płycie jako o całości złożonej z muzyki, tekstów, obrazów i duszy jest w pełni naturalne."

MS.: Myślę, że "The Tower" idealnie pokazuje czym prawdziwy koncept album być powinien! W warstwie tekstowej dostarczyliście piękną metaforę współczesnego społeczeństwa, zbudowanego na manipulacji, podstępnym planie dziedziczenia niespłacalnych długów, ukształtowanego przez chciwość, nienawiść i wartości wyścigu szczurów, gdzie religia jest perfekcyjnym narzędziem mentalnej kontroli i również poniekąd zębatką monetarnego mechanizmu. Jaką przyszłość przewidujesz dla owej 'Wieży'? Powinniśmy czekać aż sama upadnie (obecnie się ku temu chyli) czy raczej wziąć sprawy w swoje ręce i jak to się mówi - zbudować na jej gruzach? Co myślisz o 'Projekcie Wenus' stworzonym przez twórców serii filmów "Zeitgeist"?
VI.: "Wszyscy jedziemy obecnie szosą wiodącą do jednego pasma klęsk. Paliwem w owej podróży są sztuczne potrzeby wielu i chciwość garstki. Jeszcze podczas naszej egzystencji przyjdzie nam zapłacić gigantyczny rachunek i myślę, że walka o lepszą przyszłość, zbudowaną na bazie lepszych wartości, leży w interesie każdego z nas. Biorąc pod uwagę rozległość obecnego systemu i brak jakiejkolwiek kontroli z pozycji jednostki może się to wydawać bezcelowe, ale wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani i dokonanie tych małych zmian jest warunkiem koniecznym tych większych. Jeśli nie skatalizujemy niezbędnych zmian nim wszystko się rypnie, trzeba będzie rzeczywiście budować od podstaw. Nigdy nie widziałem żadnego z filmów, o których piszesz."

MS.: "The Tower" nagrywaliście w Conclave oraz Earshot. Miksem obarczono klawiszowca ENSLAVED, Herbranda Larsena, przy czym mastering był udziałem fachowych paluchów samego Jensa Bogrena w Fascination Street Studios. Obaj są doświadczeni w dziedzinie nagrywania prog/avant-metalowych płyt, gdzie wystarczy wspomnieć gdzie gra pierwszy z nich i dorzucić, że drugi jegomość kręcił gałkami przy okazji takich arcydzieł jak "Be" PAIN OF SALVATION czy "Tales of the Sands" MYRATH. Słychać na Waszej najnowszej płycie, że nie są to bzdury, jakie gość wpisuje sobie w cefałce. "The Tower" nie brzmi sterylnie, lecz mimo to każdy jeden instrument jest doskonale słyszalny! Chodziło o doświadczenie podczas przydzielania tych ról? Nie myśleliście przypadkiem by zaangażować kogoś z zupełnie innych środowisk, by jeszcze bardziej poeksperymentować?
VI.: "U podstaw tego typu decyzji zawsze leżą całe sterty zmiennych. Początkowo mieliśmy również zmiksować płytę u Jensa w Fascination Street, lecz szarpaliśmy się z czasem, więc trzeba było jeszcze raz przemyśleć grafik. Z Herbrandem współpracuję zaś na porządku dziennym, więc była to dla nas w pełni oczywista opcja, która dała nam również konkretny poziom kontroli."

MS.: Costin Chioreanu zrobił - jak już wspomniałeś - fantastyczny, kreskówkowy teledysk do "Lost Among Liars". Jest to mocno symboliczny i psychodeliczny obrazek, czyli dokładnie taki, jak lubię. Costin rysował już dla AVA INFERI, MAYHEM czy TWILIGHT OF THE GODS, czyli dla podopiecznych tej samej wytwórni, jaka trzyma obecnie pieczę również nad Waszym szyldem. Dostaliście namiary do niego z ramienia SOM, czy znaleźliście goście indywidualnie? Myślę, że udało mu się odwalić całkiem treściwą i konkretną robotę. Umieścił nawet postać tytułowego sępa na okładce płyty! Jak opisałbyś współpracę z tym artystą i pracę, pod którą się podpisał?
VI.: "Z Costinem skontaktowaliśmy się po raz pierwszy kilka lat temu w Rumunii. Prowadził wystawę swoich prac na festiwalu, na którym graliśmy. Mocno zainspirowały mnie jego dzieła, a gdy zaczęliśmy gadać okazało się, że fascynacja wcale nie była jednostronna, bo Costin to również fan VULTURE INDUSTRIES. Podczas prac nad "The Tower" zdaliśmy sobie sprawę, że tym razem zamiast zdjęcia - które zdobiło fronty poprzednich płyt - potrzeba nam ilustracji. Od powyższej konstatacji było już naprawdę blisko do rozmowy z Costinem. Strasznie podjarał się tym projektem, gdyż sama idea i koncept w pełni pokrywała się z jego własnym światopoglądem. Z rewelacyjnego rezultatu prac nad okładką wypłynął pomysł rysunkowego wideoklipu. Biorąc pod uwagę wyśmienite oddanie konceptu, nie było powodów, dla których mielibyśmy udzielać mu dalszych wskazówek czy wytycznych. Efekt, jaki widać, to czysty on uchwycony z perspektywy naszego zespołu."

MS.: Cofnijmy się może do tak zwanych prapoczątków. Zaczynaliście grać w 1998 roku jako DEAD ROSE GARDEN. Nagrywaliście coś wtedy? Skąd zmiana nazwy? Można powiedzieć, że DEAD ROSE GARDEN to poprzednie wcielenie VULTURE INDUSTRIES czy całkowicie inny zespół?
VI.: "Do VULTURE INDUSTRIES dołączyłem w 2002 roku, więc niewiele mogę powiedzieć na temat tamtych lat. Generalnie jednak była to zupełnie inna nazwa, inny czas i inny zespół, grający bardziej w klimatach tradycyjnego doomu. Po kilku przegrupowaniach w składzie staliśmy się rozpoznawalni jako VULTURE INDUSTRIES w 2002 roku, co było naturalną konsekwencją zmian personalnych i tych dotyczących kierunku muzycznego, jakie z nimi się wiązały. Gdzieś w środkowym okresie 2002 roku nagraliśmy kilka utworów napisanych dla DEAD ROSE GARDEN, z tym, że z nowymi wokalami. To właśnie ten materiał podawany jest na niektórych stronach jako nasza demówka pt. "The Sleeper". Nigdy się nie ukazał i nie widzę jakichś szczególnych powodów, dla których mielibyśmy wydawać go teraz. Ludzie powinni słychać dobrej muzyki, a nie jakichś półprzyzwoitych pobekiwań sprzed 12 lat."

MS.: Specter, Wasz gitarzysta, jest również wiosłowym AETERNUS, podczas gdy Oyvind Madsen (gitara) i Ty (programowanie, wokal) jesteście również muzykami BLACK HOLE GENERATOR, co stanowi dopiero początek listy projektów, w jakie się angażujecie. Co słychać więc pod tamtymi szyldami? VULTURE INDUSTRIES jest dla Was nazwą priorytetową?
VI.: "Specter nie był nigdy pełnoetatowym członkiem VULTURE INDUSTRIES. Zastępował on tylko podczas kilku oddzielnych koncertów Eivinda, którego wezwały w pewnej chwili obowiązki rodzinne. Co do Oyvinda, to nagrywa on właśnie album z grupą SULPHUR, którego jestem producentem. W międzyczasie pracowałem sobie nad długogrającym debiutem BLACK HOLE GENERATOR, który mam nadzieję wreszcie w tym roku ukończyć. Byłem ostatnio bardzo zajęty graniem w VULTURE INDUSTRIES, na którym głównie i definitywnie się koncentruję. Ciężko utrzymać płynność funkcjonowania projektów pobocznych, gdy w tym najważniejszym jest tyle rzeczy do zrobienia."

MS.: Kto komponuje i aranżuje muzykę, a kto pisze teksty dla VULTURE INDUSTRIES? Utrzymujecie żelazny podział obowiązków, czy pozostajecie otwarci na swoje wzajemne sugestie?
VI.: "To ja komponuję zwykle większą część materiału, podczas gdy Oyvind dorzuca od siebie z jedną/dwie piosenki na krążek. Numery są zazwyczaj w większości ukończone gdy prezentujemy je reszcie składu i zabieramy się za doszlifowywanie szczegółów w wali prób. Zawsze szanujemy opinie innych i gdy tylko ktoś wnosi o zmianę jakiejś partii czy jej aranżacji, zazwyczaj staramy się to robić… przedyskutować taką ewentualność w każdym bądź razie. Jeśli idzie o teksty, zawsze były one moją osobistą działką."

MS.: Muzyka VULTURE INDUSTRIES jest szalenie teatralna. Wielu znajduje porównania do estetyki kabaretowej czy choćby stylu legendarnych FAITH NO MORE. Skąd czerpiecie zazwyczaj inspirację (nie licząc oczywiście norweskiej, blackmetalowej awangardy)?
VI.: "A zewsząd. Dla mnie katalizatorem prywatnego procesu twórczego są np. spacery. Muzyka innych wykonawców może tu być oczywiście inspiracją, ale równie dobrze może natchnąć kogoś dobry film, książka, czy nawet słona, morska bryza."

MS.: Co sądzisz na temat tzw. norweskiego black metalu w kategoriach ruchu? Podpalenia kościołów, zabójstwa, tajemne organizacje… Nawet w dzisiejszych czasach brzmi to dość ekstremalnie. Jak widzisz black metal? Jest to dla Ciebie nurt, w którym muzyka o ściśle wyznaczonych przez np. DARKTHRONE czy MAYHEM ramach jest ledwie mediatorem przekazu, czy zgodzisz się ze mną, że chodzi tu przede wszystkim o muzykę, jaka winna się rozwijać zdobywając ciągle nowsze terytoria? Nie masz wrażenia, że dzisiejszy blecor oddycha głównie dzięki swojej awangardowej odmianie, uprawianej przez np. PENSEES NOCTURNES, HAIL SPIRIT NOIR, VOID czy EBONYLAKE?
VI.: "Tak szczerze, to naprawdę nie widzę naszego zespołu w kategoriach części jakiejś ściśle określonej sceny. Nawiązując do norweskiego black metalu wydaje mi się, że całą tę ekstremę mamy już za sobą, przynajmniej jeśli chodzi o ekstremalność stylu życia. Dziś chodzi już bardziej o muzykę niż jakiś sposób na życie czy wygląd. Dziś już niewiele norweskich, blackmetalowych zespołów wydaje mi się tak interesujących. Większość z nich po prostu repetuje. Za granicą działa za to bardzo wiele ciekawych formacji, a z tych, które wymieniłeś bardzo lubię HAIL SPIRIT NOIR. Według mnie gatunek potrzebuje witalnych pionierów. Bez tego stagnuje i umiera. Wtedy musi z kolei popaść w zapomnienie nim odrodzi się z jego mroków."

MS.: Dzięki wielkie za odpowiedzi!

autor: Kępol (kwiecień 2014)



<<<---powrót