Wywiady

Skomplikowane podziały perkusyjne, jeżdżący po całym gryfie bas, matematycznie odmierzone i z laserową niemal precyzją podocinane riffy czy piorunujące solówki, od których lasuje się mózg nie muszą się wcale gryźć z wykonawczą spontanicznością i emocjonalnie napisanymi kawałkami. Myślę, że fani EXIVIOUS, którzy odlatują od jakiegoś czasu przy dźwiękach ostatniej płyty tego aktu pod tytułem "Liminal" dobrze o tym wiedzą. Jeśli ktoś ich nie kojarzy, to niech za rekomendację posłuży prosty fakt, że bez Tymona Kruideniera (gitara) i Robina Zielhorsta (bas) początek drugiego rozdziału w karierze CYNIC nie miałby racji bytu w znanej nam postaci. Pierwszy z wymienionych, który udzielił odpowiedzi na moje pytania, nie spoczywa jednak na laurach, przynosząc wraz z kolegami "Liminal" - płytę, mogącą spokojnie konkurować z ostatnimi dziełami czołowych przedstawicieli progresywnego grania. Tymon szykuje coś jeszcze, ale nie zamierzam w lekturze czytelników wyręczać, oj nie!

Mroczna Strefa [Kępol]: Wita Was Kępol z Mrocznej Strefy! Cieszę się niezmiernie z możliwości przesłuchania Cię w sprawie ostatniego wydawnictwa EXIVIOUS, choć nie tylko. Nowy kontrakt płytowy i nowy krążek w 2013 roku. Był to chyba intensywny dla Was czas, prawda? Dużo pracy? Co zmieniło się w obozie EXIVIOUS po dołączeniu do grona protegowanych Season Of Mist?
EXIVIOUS [Tymon Kruidenier]: "Cześć! Dokładnie tak, płyta ukradła nam spory kawałek czasu. Jesteśmy typem zespołu spędzającego całe wieki na dłubaniu przy najdrobniejszych szczegółach. Wszystko musi być u nas perfekcyjne! Album był już gotowy przed podpisaniem papierku z Season Of Mist, co naprawdę nie zmieniło zbyt wiele w EXIVIOUS. Ze związaniem się z wytwórnią, tak czy inaczej, nie wiązaliśmy szczególnie wygórowanych oczekiwań. Nie chcemy oczerniać w ten sposób SOM. Spoko się z nimi współpracuje, lecz wytwórnie płytowe niewiele mogą dzisiaj wskórać."

MS.: Francuska wytwórnia przyjęła pod skrzydła również CYNIC - prawdziwą, amerykańską legendę, z którą Ty i Robin (Zielhorst - bas) byliście swego czasu związani. CYNIC był już częścią stadka Season Of Mist, gdy dołączaliście do ich składu. Wylało to pewien fundament pod Wasz obecny kontrakt? Rzeczona stajnia przygarnia do siebie coraz więcej i więcej progresywnych kapel. Nie licząc CYNIC Waszymi kumplami spod skrzydeł są muzycy THE CONTORTIONIST, ATHEIST czy DISPERSE. Season Of Mist zawsze mieli otwarte umysły, choć wcześniej koncentrowali się oni jakby bardziej na black metalu i jemu podobnych odmianach ciężkiego łojenia. Czujecie się częścią rosnącej w siłę, progmetalowej rodziny związanej z nimi kontraktem? Jest to według Ciebie kierunek narzucony przez współczesną konieczność dywersyfikacji oferty, czy zwykły wynik otwartości, o której wspomniałem?
E.: "Naprawdę nie zastanawiamy się nad tym aż tak. Najważniejszą rzeczą było dla nas znalezienie profesjonalnej wytwórni, która z entuzjazmem rozpoczęłaby z nami współpracę i szczęśliwie dla nas szefowie stajni gustują w muzyce progresywnej, nawet jeśli nie sprzedaje się ona najlepiej. Stąd pewnie wspomniana kolekcja progmetalowych kapel w ich katalogu."

MS.: Główna nazwa związana z EXIVIOUS, o której mówi się na mieście brzmi CYNIC. Ty i Robin graliście przez jakiś czas w zespole Paula Masvidala, choć za każdym razem gdy tylko patrzę na tę kwestię z perspektywy działalności Waszego macierzystego zespołu dociera do mnie, że CYNIC był ledwie epizodem w muzycznej karierze Twojej czy Robina. CYNIC jest legendą również i dla mnie, ale nie wydaje Ci się, że mamy tu jednak do czynienia z pewnym paradoksem, w związku z którym ludzie widzą EXIVIOUS jako 'kapelę tych gości z CYNIC', podczas gdy zespół istniał już przed tym, jak dołączyliście do amerykańskiej ekipy?
E.: "Nie przejmuję się tym zbytnio. Jestem raczej wdzięczny CYNIC, że otworzył on dla EXIVIOUS bardzo wiele drzwi. Nie martwi mnie również to, jak widzą nas ludzie. Ufam, że nasza muzyka mówi tu sama za siebie. Gdy przemyślisz tę kwestię, staje się jasne, że Paul i Sean [Reinert - przyp. autora] byli w bardzo podobnym położeniu zaliczając kiedyś DEATH. CYNIC był ciągle jeszcze w fazie demówek, gdy nagrywali oni "Human" właśnie z DEATH, który otworzył wówczas drzwi dla CYNIC. Tak to właśnie działa."

MS.: Słuchając "Focus", "Exivious", "Traced In Air" czy "Liminal" staje się dla mnie również oczywiste, że relacje między EXIVIOUS a CYNIC miały charakter mocno symbiotyczny. Wydaje mi się, że każda ze stron zyskała 'stylistycznie' na wspomnianej współpracy, jeśli wiesz co mam na myśli. Słychać na Waszej nowej płycie 'cyniczne', progmetalowe partie i równolegle ostatnie albumy CYNIC zyskały na melodyjności w momencie, gdy graliście w tej kapeli. Co myślisz na ten temat?
E.: "Chyba masz rację. Inspirujemy się wzajemnie, ale kładziemy też na stół własne muzyczne wpływy czy kreatywne pomysły. Dokładnie tak odbywało się to w CYNIC i tak też jest w przypadku EXIVIOUS. Oba zespoły otwarte są na osobistą interpretację czy kreatywność i myślę, że jest to zdrowy sposób prowadzenia kapeli."

MS.: Muzycy EXIVIOUS posiadali perfekcyjne doświadczenie muzyczne by dołączyć do takiej fusion/progmetalowej kapeli jak Wasza. Długie lata grania w CYNIC, PESTILENCE, DODECAHEDRON, czy - jak miało to miejsce w przypadku Stefa Broka, Waszego poprzedniego bębniarza - TEXTURES dały Wam idealną okazję do nabycia/rozwinięcia umiejętności komponowania i wykonywania wizjonerskiej, skomplikowanej technicznie muzyki w bardzo wielu jej odmianach. Miało to wpływ na kluczowe decyzje podejmowane podczas formowania pierwszego składu EXIVIOUS?
E.: "Niezupełnie. Ten skład łatwo uformował się sam, na całkiem spontanicznej zresztą drodze. Straciłem zespół kończąc w 2003 roku współpracę z byłym perkusistą. Gdy myślałem nad odtworzeniem składu, przyszło mi do głowy, że Stef dobrze sprawdziłby się na stanowisku bębniarza. Podszedł entuzjastycznie i to właśnie on ściągnął do mnie Robina i Michela [Nienhuis - gitara, również w DODECAHEDRON, przyp. autora]. W kilka tygodni mieliśmy nowy skład!"

MS.: Słuchając dwóch, dotychczas nagranych przez Was płyt doszedłem do wniosku, że oprócz grania instrumentalnej, progresywnej muzyki otwartej na nowe rozwiązania aranżacyjne, wypracowaliście też sobie pewien rozpoznawalny styl. Niektóre progresywne zespoły - jak choćby GREEN CARNATION czy PAIN OF SALVATION - brzmią zupełnie inaczej na każdej, kolejnej płycie. Inne - czego niechlubnym jak dla mnie przykładem jest ostatnio DREAM THEATER - trzymają się kurczowo wcześniej wyznaczonej linii. Jaką strategię przyjmuje w związku z powyższym EXIVIOUS? Możecie grać fusion, w którym technicznie wykrojone, metalowe riffy będą otwierać jadaczkę nie gorzej niż rozbudowane, wirtuozerskie popisy solowe i stagnować. Z drugiej strony jednak patrząc, ciągle poszukując nowych patentów z obrębie nieograniczonego ramami spektrum możecie kiedyś utracić swoją pierwotną tożsamość...
E.: "My po prostu nagrywamy kolejne płyty. Redefiniowanie naszego stylu na każdym kolejnym wydawnictwie jest dla nas jednak bardzo istotne, gdyż nie widzę większego sensu w wypuszczaniu niezliczonej ilości podobnie brzmiących krążków. Kilka tygodni przed rozpoczęciem prac nad "Liminal" zaczęliśmy przysłuchiwać się tytułowemu debiutowi, dyskutując jednocześnie jakie elementy tamtego stylu gry mają zostać, jakie muszę odpaść, jakie należy rozwinąć, jakie przekształcić, itp. Gdy mieliśmy to już za sobą, staraliśmy się 'zapomnieć' o tej weryfikacji i pozwolić muzyce płynąć w intuicyjny sposób. Myślę, że tak długo jak jesteś szczery w stosunku do samego siebie, będziesz brzmiał jak Ty sam."

MS.: Niezależnie od moich deliberacji z poprzedniego pytania "Liminal" jest wielkim dziełem, w którym fusionowe harmonie spotykają wyraziste, techniczne riffy, i prog/post rockowe, muzyczne pejzaże. Myślę, że o wiele większe znaczenie od tego czego słuchasz na co dzień ma w chwili sięgania po "Liminal" to w jakim nastroju jesteś. "Liminal" może przemówić do fanów Esbjorna Svenssona czy OPETH, lecz równie dobrze do żadnej z powyższych grup słuchaczy, albowiem materiał może okazać się zbyt metalowy dla fanów jazz rocka czy zbyt fusionowy dla tych miłośników metalu, którzy wolą przyklejać uszy do etykietek miast do głośników podczas słuchania muzy. Kto powinien czuć się zaproszony w podróż przez kosmos wykreowany na "Liminal"?
E.: "Dzięki! Nagrywamy taką muzykę, jaką komponujemy dla nas samych - to właśnie rozumiem pod pojęciem 'pozostać szczerym w stosunku do samego siebie'. Gdy tylko proces dobiega końca, a album jest już nagrany czy wydany, wtedy chcemy go zazwyczaj sprzedać i podchodzimy do sprawy od bardziej komercyjnej niż artystycznej strony. Przekonaliśmy się, że ludzie są dziś bardzo otwarci pod względem muzycznym i myślę, że to świetnie dla takiego zespołu jak nasz! Naturalnie będą i tacy, którzy poczują się odepchnięci złożonością czy dynamicznością naszej fusionowej muzy, czy jak tam ją nazwałeś. Nigdy nie piszemy jednak muzyki w oparciu o jakiś konkretny model targetowy. Mimo to cieszymy się, że znajdujemy słuchaczy w tak zróżnicowanym środowisku muzycznym."

MS.: Dla mnie osobiście "Liminal" prezentuje wyszukaną równowagę między sonicznymi kaskadami ("Deeply Woven") a wyluzowanymi harmoniami, lub - z drugiej strony patrząc - między math metalowymi strukturami a pięknymi melodiami ("One's Glow"). Jest to idealna propozycja dla kogoś pragnącego zrelaksować się przy ambitnej jednak muzyce. Jest to pewien efekt, jaki tym razem chcieliście osiągnąć - efekt wymagającej, acz kojącej muzyki?
E.: "Brzmi jak całkiem miły opis! Nie chcę być tu arogancki, ale nie jesteśmy zbyt wielkimi fanami progresywnej muzy. Co za tym idzie chcemy grać muzykę progresywną, której nie imają się jednak pewne negatywne cechy, jakie jej przypisujemy, jak choćby jechanie po skalach przez cały gryf dla samego tylko faktu wiążące się z utratą emocjonalności, sterylnością i zaprzedaniem muzycznej wizji. Tak w sumie to nie postrzegamy EXIVIOUS jako zespołu progresywnego. Nasza muzyka zaczyna tak brzmieć w finalnej fazie prac."

MS.: Gdzie konkretnie "Liminal" został uwieczniony? Jak długo zajął cały proces komponowania, aranżowania i nagrywania?
E.: "Perkusję zarejestrowaliśmy w świetnym, lokalnym studio o nazwie Sound Vision. Cała reszta została nagrana w moim prywatnym, domowym studio. Myślę, że zaczęliśmy komponować na początku 2012 roku. Do studia weszliśmy pod koniec 2012 roku, więc ta część zajęła akurat okrągły rok."

MS.: Producentem "Liminal" byłeś Ty sam. Zmiksowałeś również album i wziąłeś na siebie część obowiązków związanych z masteringiem, który dokończył po Tobie Joris Bonis (DODECAHEDRON), czyli znów ktoś choćby pośrednio związany z Waszym składem. Nawet Manfred Dikkers, który posłużył gościnnymi partiami perkusji odwalał podobną robotę przy okazji "Exivious". Lubicie angażować w proces powstania płyty przyjaciół zespołu? Wolicie sprawdzone środki zamiast eksperymentowania z nowymi, czy chodzi bardziej o praktyczną stronę tego wszystkiego?
E.: "Kocham pracować z ludźmi, których szanuję i z takimi, z którymi współpracuje się łatwo. Manfred był dla nas naturalnym wyborem gdy chcieliśmy pewnych dodatkowych śladów perkusyjnych dla "Liminal". Zaprosiliśmy również nową osobę, a był nią Jonas Knutsson - genialny saksofonista - którego poprosiliśmy o udział w nagrywaniu "Deeply Woven". Jeśli chodzi o Jorisa, to obaj studiujemy muzyczną produkcję i jest dla mnie swego rodzaju kumplem od konsolety. Myślimy w dużej mierze podobnie i zawsze fajnie się nam pracuje. Gdy tylko jest możliwość, wykręca nam również sceniczne brzmienie."

MS.: Więcej komponujecie czy improwizujecie? Który z Was jest silniej zaangażowany w proces pisania utworów?
E.: "Więcej komponujemy. Po prostu projektujemy pewien zarys, w ramach którego improwizujemy. Rdzenie kompozycji robię zazwyczaj na spółkę z Michelem. Dokładne informacje podaliśmy na naszej stronie, na wypadek gdyby kogoś interesowało który co komponował."

MS.: Uwielbiam słuchać albumów EXIVIOUS, gdyż każdy jeden instrument doskonale na nich słychać. Odniosłem wrażenie, że podczas prac nad "Liminal" chcieliście podkreślić brzmienie gitar, choć nie ucierpiały na tym partie żadnego innego instrumentu. Faworyzujecie partie jakiegoś instrumentu podczas miksów?
E.: "Dzięki raz jeszcze! Powiedziałbym, że w przypadku EXIVIOUS wszystkie instrumenty są jednakowo ważne. Oczywiście rozdajemy im podczas prac nad utworami pierwszo i drugoplanowe role, czego wymaga akurat charakter któregoś fragmentu. Generalnie jednak myślę, że każdy z nas odfajkowuje 25% brzmienia tej grupy."

MS.: Starasz się dogodzić bardziej sobie, czy potencjalnemu słuchaczowi podczas prac nad płytą? "Liminal" brzmi tak, jakby jego cel nie sprowadzał się wyłącznie do wprawiania fanów jazzrocka czy progmetalu w zachwyt, lecz również i w doskonały nastrój. Zdaje się jednak, że ciężko osiągnąć taki efekt bez wypróbowania nagrań na samym sobie...
E.: "Tym spostrzeżeniem trafiłeś w samo sedno. Myślę, że jedynym sposobem oceny stworzonego przez siebie materiału jest przysłuchanie mu się z bardziej obiektywnego punktu widzenia. Jest to słyszalne, lecz ufać swoim zmysłom uczyłem się przez lata. Dziś utworu czy jakiegoś fragmentu musi mi się po prostu dobrze słuchać. Jeśli tak jest, to wiem, że odwaliłem dobrą robotę."

MS.: EXIVIOUS wstrzymał oddech, gdy Ty i Robin dołączyliście do CYNIC. Istniało poważniejsze zagrożenie długoterminowego uśpienia tego wspaniałego szyldu? Jak ważny jest dla Was EXIVIOUS?
E.: "Był taki moment, w którym zdecydowaliśmy się zahibernować EXIVIOUS i skupić całą naszą energię na CYNIC. Układ nie przetrwał z wielu różnych powodów. Jeden z najważniejszych jest taki, że potrzebuję własnej kapeli, pod której szyldem moje prywatne muzyczne pomysły mogłyby się stawać ciałem. Chciałem sprowadzić do tego swoją rolę w CYNIC, choć wiedziałem równocześnie, że mi to nie wystarczy, więc tak - EXIVIOUS jest dla mnie szalenie ważny. W końcu to moje dziecko!"

MS.: Nazwa EXIVIOUS może się pojawić zawsze gdy mowa np. o GORDIAN KNOT, SPACED OUT, BLOTTED SCIENCE, ELECTRO QUARTERSTAFF, słowem - instrumentalnych, progresywnych kapel. Myślę jednak, że Wasza twórczość ma często zbyt pastelowy charakter by porównać ją z propozycją tamtych grup. Jest to pewien dowód jej zróżnicowania. Można jednak zauważyć, że chill-outową muzykę wykonują w EXIVIOUS członkowie dość szorstko grających kapel w stylu DODECAHEDRON czy PESTILENCE. Jak wyjaśniłbyś ten fenomen?
E.: "To po prostu trochę inny koncept. Wszyscy słuchamy bardzo różnej muzyki i nie jest możliwe by zawrzeć te wszystkie fascynacje pod jednym szyldem utrzymując równocześnie spójność brzmienia. W EXIVIOUS realizujemy więc pewien koncept, wedle którego gramy tak jak gramy. W innych kapelach możemy równolegle podchodzić do grania zupełnie inaczej. Po cóż ograniczać się do robienia tylko jednej rzeczy! Mam już w planach kolejny projekt z kobiecym wokalem i tam grał będę nawet łagodniej niż w EXIVIOUS. Mam też pomysł na jeszcze inny projekt, w którym zapierniczał będę z niskostrojonymi, agresywnymi, metalowymi riffami. Nie mogę się już doczekać."

MS.: Dzięki wielkie za odpowiedzi!

autor: Kępol (kwiecień 2014)



<<<---powrót