Wywiady

Jak najskuteczniej oddać sonicznie dualizm ludzkiego psyche? Na pewno za sprawą jakiejś gatunkowej hybrydy, a że zakurzona melancholia starego jak świat prog rocka sprzed niemal połowy wieku tylko pozornie nie pasuje do blackmetalowej estetyki, przepis na awangardowy styl tego typu wydaje się niemal oczywisty. Może to zwyczajnie kwestia umiejętnego łączenia ze sobą pewnych gatunkowych pierwiastków, ale w muzyce prekursorów prog rocka czy psychodelicznych pionierów tego stylu z przełomu lat 60. i 70. była gęsta organiczność, nostalgiczny mrok i nihilistyczne niemal zignorowanie czegoś, co w dużym uproszczeniu nazwać można gatunkowymi konwenansami. Nikt o schematycznym myśleniu nigdy nie poradziłby sobie z zadaniem zaprojektowania, wykonania i zrealizowania takiego przedsięwzięcia jak "Pneuma" - debiutanckiego albumu HAIL SPIRIT NOIR, czyli zespołu będącego bohaterem poniższego wywiadu - nie mówiąc już nawet półżartem o "Oi Magoi", którego tytuł jest jak pieczątka na hipotetycznym certyfikacie blackowej awangardy najwyższej jakości! Theoharis (gitara, wokal) to postać tajemnicza, nie patrząca na świat ze sztywno ustalonej perspektywy, ale wszystkich wniosków za Was wyciągać nie zamierzam… Brać się za czytanie!

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam! Z tej strony Kępol z Mrocznej Strefy. Chciałbym zadać Wam kilka pytań dotyczących Waszej nietuzinkowej wizji metalu awangardowego. Dwa lata temu ukazał się debiutancki krążek HAIL SPIRIT NOIR pod tytułem "Pneuma" wywołując niemałe zamieszanie w avant-blackmetalowym podziemiu. Wiele periodyków, nie wyłączając naszego, uhonorowało Wasze dokonanie zamykającą skalę notą, lub też taką, jaka oscylowała w okolicach wspomnianego wyniku. Dziś świętujemy premierę "Oi Magoi" i historia, jak to ona, lubi się powtarzać. Zostaliście okrzyknięci prawdziwymi wizjonerami, a ja ze swojej strony w pełni tej opinii przytakuję. Jak to jest wywrócić do góry nogami świat progresywnego black metalu? Spodziewaliście się takiego biegu wydarzeń?
HAIL SPIRIT NOIR [Theo 'Theoharis' Liratzakis]: "Dzięki wielkie, wiele to dla nas znaczy. Wiesz, gdy zaczynaliśmy jedynym pewnikiem było dla nas to, że mamy coś specjalnego do zaoferowania. Takie coś to zawsze historia w rodzaju 'kochaj albo rzuć', więc nie wiązaliśmy z tym jakichkolwiek oczekiwań. Oczywiście chcieliśmy by nasza muzyka podobała się ludziom, lecz nie to było jednak celem nadrzędnym. Gdy okazało się więc, że przytłaczająca większość opinii ma ekstremalnie pozytywny charakter byliśmy co najmniej usatysfakcjonowani. To samo nowa płyta. Jedyne co wiedzieliśmy to to, że chcemy przebić debiut. Zdaje się, że tego dokonaliśmy i póki co fani w pełni się z nami zgadzają. Nie wiem czy wywracamy black metal do góry nogami. Chcemy być po prostu szczerzy w kwestii tego co gramy, czym się inspirujemy i co chcemy usłyszeć i w tych kategoriach jest to rzecz niemal unikalna."

MS.: Mamy w świecie black metalu kapele inkorporujące do swojego stylu elementy rocka progresywnego lat 70., pośród których do najbardziej rozpoznawalnych należą na pewno NACHTMYSTIUM, ENSLAVED czy IHSAHN na swoich solowych krążkach. Myślę jednak, że przed Wami nikt nie zrobił tego w taki sposób, czyli na aż taką skalę, z tak wielkim rozmachem i tak nieskrępowanie. Jak narodził się Wasz vintage prog/blackmetalowy styl? Mieliście jakiś pomysł na siebie? Myślę, że muzyki z "Pneumy" czy "Oi Magoi" nie da się rozłożyć na czynniki pierwsze nie niszcząc jej. Opcję stylistycznego kompromisu między odmiennymi gustami członków zespołu można chyba pominąć, co?
HSN.: "Raz jeszcze - wielkie dzięki! Wszystko rozpoczął Haris [klawiszowiec - przyp. autora]. Chciał oddać hołd progresywnemu rockowi lat 70., którego jest miłośnikiem oraz horrorom z tego samego okresu, z filmografii takich reżyserów jak choćby Argento, Fulci, itp. Jest on jednak również zapalonym fanem black metalu, którego nie potrafił odstawić 'ot tak'. Gdy zaprezentował mnie i Dimowi [bas, gitara - przyp autora] wersje demo pierwszych kawałków, a my dorzuciliśmy do garnca również coś od siebie, wyszła z tego właśnie "Pneuma". Jeśli już można mówić o jakimkolwiek celu, który wyznaczamy sobie podczas prac nad muzyką, to na pewno jest nim spójność. Nie chcemy miliona międzygatunkowych przeskoków podczas jednego numeru. Zamiast tego dokładamy raczej starań by utwory miały jakiś charakter. Mogą one z początku robić wrażenie schizofrenicznych, ale prawda jest taka, że dopieszczamy każdy jeden detal. Masz więc rację pisząc, że nie da się ich wyraźnie podzielić na składowe elementy i jesteśmy z tego szalenie dumni. ENSLAVED i IHSAHN to bardzo ważni artyści. Nigdy nie bali się ryzykownych posunięć stylistycznych, formując swoje kawałki dokładnie tak jak tego chcieli i już samo w sobie jest to wystarczającym powodem by darzyć ich szacunkiem."

MS.: HAIL SPIRIT NOIR brzmi dokładnie tak, jakby KING CRIMSON czy GENESIS nie zamierzali nagrywać np. "In the Court of the Crimson King" czy "Nursery Crime" lecz zamiast tego pchnąć tę stylistykę w ramiona diabolicznej ekstremy (choć pierwszy z nich był oczywiście w swoim czasie albumem ekstremalnym). Wasza muzyka posiada rzecz jasna wyraźny, 'pierwiastek siarczany', znacznie dystansując jednak od siebie to, co najczęściej określane jest mianem współczesnej, blackmetalowej awangardy. Żeby osiągnąć taki efekt musieliście wyjść chyba mimo wszystko od starego, dobrego rocka, co?
HSN.: "Jak już powiedziałem: Rock progresywny lat 70. jest dla nas jednym z głównych inspiracji. Nie wyobrażaliśmy sobie tych utworów we współczesnej, piskliwie-syntetycznej produkcji. Podczas eksperymentów okazało się, że mikstura starego, vintage'owego brzmienia z nowym okazała się tu perfekcyjna. Jeśli chodzi o KING CRIMSON, to byli, i w pewnych aspektach w dalszym ciągu są, jednym z najbardziej ekstremalnych zespołów na świecie. GENESIS też, jeśli by wziąć pod uwagę instrumentarium i rozbudowę kompozycji. Ekstrema nie zawsze oznacza: przester do dechy i milion perkusyjnych blastów na minutę. Diabelskość? Tak, w rzeczy samej. Jak niby inaczej moglibyśmy zatrząść słuchaczem i go zaszokować? Diaboliczny element wiąże się z naszym sposobem na osiąganie atmosfery."

MS.: W Waszej muzyce słychać również bardzo wyraźną nutkę psychedelic rockowego odjazdu lat 60. Słuchacie też kapel w stylu np. THE PRETTY THINGS, THE 13TH FLOOR ELEVATORS, wczesnego PINK FLOYD?
HSN.: "Jesteśmy fanami KING CRIMSON, YES, EMERSON LAKE AND PALMER czy THE PRETTY THINGS, więc nie ma nic dziwnego, że takie inspiracje trafiają do naszych numerów."

MS.: Wykorzystujecie podczas sesji nagraniowych jakiś analogowy sprzęt? Istnieje dla Was granica vintage'owego stylu?
HSN.: "No powiem Ci chłopie, że zdobycie sprzętu do nagrań było dla nas prawdziwym utrapieniem. Chcieliśmy wykorzystać tyle starego sprzętu ile tylko się da. Od wzmacniaczy przez tamte mikrofony, aż po hammondy. Wspomniana przez Ciebie granica nie istnieje. Celem był miks vintage'owego brzmienia z nowym i myślę, że daliśmy radę go osiągnąć. Jedyne ograniczenie z jakim się mierzymy sprowadza się do tego, że płyta musi brzmieć dobrze. Nie musi brzmieć ona w dziewiczy sposób jeśli nie będzie mieć odpowiedniego kręgosłupa. Tak wygląda ograniczenie. Oczywiście uzyskiwanie surowego brzmienia dla samego faktu surowości jest tak samo złym rozwiązaniem, o ile nawet nie gorszym."

MS.: Widzicie HAIL SPIRIT NOIR w gronie innych retro rockowych kapel? Spotykasz fana współczesnego retro rocka, który mówi, że zachwyca go muzyka takich zespołów, jak YEAR OF THE GOAT, GHOST, SPOCK'S BEARD i... HAIL SPIRIT NOIR. Jak brzmi Twoja odpowiedź?
HSN.: "SPOCK'S BEARD jest niesamowity! W tym momencie nie wiem już w sumie jakiej konkretnie sceny jesteśmy częścią. Pewnie, że jest w naszej muzyce wyraźny retro czynnik, choć nie wydaje mi się abyśmy wpisywali się w całe to obecne retro-odrodzenie. Czas działa tu akurat na naszą korzyść [śmiech], ale nie wydaje mi się by było to zamierzone. Według mnie nasza muzyka przemawia do ludzi o bardzo różnych upodobaniach, co mogę odbierać wyłącznie pozytywnie."

MS.: Masteringiem "Oi Magoi" parał się Jens Bogren - wielki, współczesny inżynier dźwięku, odpowiedzialny za brzmienie prawdziwych killerów w dyskografii PARADISE LOST, OPETH, KATATONIA, IHSAHN, VULTURE INDUSTRIES czy BE'LAKOR. Maczał też palce w procesie realizatorskim "Heritage" OPETH czy "Road Salt One" PAIN OF SALVATION, więc jakby nie było, vintage'ową produkcję również ma opanowaną. Było to dla Was jakimś punktem odniesienia? Jak nawiązaliście współpracę? Jesteście zadowoleni z efektów jego pracy?
HSN.: "Bogren był również odpowiedzialny za mastering naszego debiutu. Jego tryb pracy świetnie do nas pasuje. Gdy miksowaliśmy "Pneumę" wiedzieliśmy, że potrzebujemy kogoś, kto zajmie się tymi nagraniami jak należy. Chcieliśmy właśnie tego vintage'owego i nowoczesnego zarazem brzmienia, w którego wykręcaniu jest niesamowity, więc był to dla nas poniekąd oczywisty wybór. Gdy trzeba było zdecydować kto zmasteruje ślady na nasz najnowszy krążek doskonale wiedzieliśmy, że chcemy go raz jeszcze. Jedną z płyt, nad którymi pracował i które naprawdę kocham jest "Deconstruction" DEVINA TOWNSENDA, na której mimo kompletnego chaosu każdy najdrobniejszy szczegół jest perfekcyjnie słyszalny i płyta nie męczy. Tym razem Bogren przeszedł sam siebie, bo udało mu się zachować nasz miks, lecz z drugiej strony jednocześnie go ożywić i poszerzyć. Byliśmy zachwyceni rezultatem."

MS: "Oi Magoi" zmiksował Dim Douvras. To on dowodził procesem nagrywania? Gdzie odbył się ten ostatni?
HSN.: "Douvras to ktoś, komu ufamy, gdyż współpracujemy z nim od chwili wydania ostatniego TRANSCENDING BIZARRE?. Niektóre partie basu i gitary zostały zarejestrowane w domowym studio naszego basisty, ale większość z nich nagrywaliśmy w należącym do Dima Lunatech Studios, położonym w Katerini, w Grecji. Odwalił świetną robotę w kwestii miksu, gdyż miał do czynienia z milionem przeróżnych detali i musiał je odpowiednio skoordynować, by utwory przebiegały tak, jak to zaplanowaliśmy. Jest naprawdę dobry."

MS.: Według mnie "Pneuma" - mimo, iż przemyca wiele szorstkich momentów - wzniosła poprzeczkę naprawdę wysoko. Dostarczając "Oi Magoi" udało się Wam jednak przedefiniować pojęcie avant-blackowego mistrzostwa. W utworach jest o wiele więcej produkcyjno-aranżacyjnej przestrzeni, wystarczy zwrócić uwagę na kapitalnie przemyślane, chwytliwe, acz w nostalgiczny sposób, zwolnienie pod koniec "Blood Guru", lub wsiąknąć w psychodeliczno-melotronową głębię "Satan Is Time". Tak! HAIL SPIRIT NOIR rozwija swoją muzykę w coraz to bardziej przemyślane, lepiej zrealizowane, skuteczniej czarujące i szybciej miażdżące formy. Myślisz, że taki krok naprzód jest konieczny by wejść na nowe terytoria, wyjść poza ustalone ramy?
HSN.: "Dzięki. No cóż, masz rację. Nagrywanie płyty, która brzmiałaby jak debiut nie miałoby sensu. Wszystko się zmienia. Zmieniamy się jako ludzie, a muzyka, którą dostarczamy na pewno będzie to odzwierciedlać. O jakich zmianach byśmy jednak nie mówili, ciężko je w pełni zaplanować. Pozwalamy pomysłom płynąć. Jedyne czego byliśmy pewni tym razem to to, że musimy przejść na wyższy poziom by rozwijać się zamiast stagnować."

MS.: Dużo wysiłku z Waszej strony zjadł "Oi Magoi", czy raczej przyszła Wam ta płyta bardziej naturalnie? Kocham ten krążek, bo dostarczając naprawdę złożoną, przepastną otchłań do eksploracji, nie jest przekombinowany, przeprodukowany, itp., itd. Jest jakiś moment podczas prac nad płytą, w którym mówicie sobie: 'ok., tutaj trzeba przestać'?
HSN.: "Przestajemy dłubać dopiero wtedy, gdy utwór zdaje się być ukończony. To nie kwestia jakichś hamulców twórczych, a raczej tego kiedy czujemy się usatysfakcjonowani tym, co zrobiliśmy. Może wyjść z tego coś niewiarygodnie złożonego, lub całkowity, aranżacyjny szkielet, nie dbamy o to. Jako artyści nie chcemy grać li tylko dla siebie i z tego co wiem na szczęście tak nie jest. Jeśli chodzi o wysiłek, to nie wiem jak to ująć… Roboty jest zawsze multum, ale z drugiej strony patrząc sprawia nam ona wielką przyjemność. Chodzi tu więc chyba o materializację naszych pomysłów i przekuwaniu tego w utwory."

MS.: Muzyka HAIL SPIRIT NOIR jest przytłaczająco melancholijna. Łatwo osiąga się taki nastrój wykorzystując estetykę nagrań sprzed dekad. Retro to dla Was narzędzie ekspresji czy raczej nieodzowny element intrygującej całości?
HSN.: "Retro pierwiastek, o którym mówisz to efekt pokłonu, jaki oddajemy naszym inspiracjom, lecz również środek do osiągnięcia celu. Każdy interpretuje muzykę inaczej. Jeśli odbierasz ją jako nostalgiczną, to tak - chcemy by słuchacz, oprócz dostrzegania muzycznych pejzaży, wyczuwał również jakiś nastrój podczas słuchania utworów."

MS.: "Oi Magoi" brzmi w wielu momentach w sposób dość ostrożny. Nawet wtedy, gdy posługujecie się blastami i wszystko jedzie do przodu w naprawdę szybkim tempie zachowujecie vintage'owe, 'niezbyt ekstremalne' brzmienie. Nie kusiło Was by przekręcić gałki przesterów w prawo podczas nagrywania tych najagresywniejszych partii? Ciężko było zachować wówczas cały ten vintage?
HSN.: "[śmiech] Kusiło, jasne, że kusiło. Miałem już powiedzieć: 'jebać to, będę brzmiał brutalnie!' Ale nie, nie było takiej opcji. W dodatku myślę, że agresywne momenty wychodzą o wiele dziwniej, bardziej kuriozalnie gdy gra się je z takim starym brzmieniem… bardziej przerażająco."

MS.: Kompozycje same w sobie czy ich forma są dla Was ważniejsze? Bez genialnie napisanych melodii "Oi Magoi" brzmiałby w najlepszym razie frapująco, choć z drugiej strony nie miałyby one takiej mocy oddziaływania bez odpowiednich aranży i produkcji...
HSN.: "Raczej kompozycje. To najważniejsza rzecz. Utwory. Ich forma nie jest już tak istotna, gdyż zawsze zależy ona wyłącznie od naszych decyzji. O wiele ważniejsze jest już od niej brzmienie. Nawet w przypadku długich utworów, często przesądza ono o ich jakości. Nie nagrasz dobrej płyty bez melodii, jakie oddziałują na Twoją duszę, lub brzmienia, jakie skłania do kolejnych przesłuchań. Struktura utworu nie jest więc rzeczą ważniejszą niż on sam."

MS.: A co z opiniami konserwatywnych fanów black metalu? Słuchasz w ogóle jakichś współczesnych, tradycyjnie blackowych kapel?
HSN.: "A tak, było kilka osób, jakim nie spodobał się żaden nasz album, bo nie był utrzymany w konwencji czystego blacku czy coś tam... To normalne, a poza tym, nie zaspokoisz wszystkich. Współczesne, acz tradycyjne… Cóż, bardzo lubię TEITANBLOOD i SARGEIST, ale nie wiem nawet, czy spełniają one do końca wspomniane wymogi."

MS.: Jak będziecie brzmieć na kolejnej płycie i jak rozumiesz pojęcia progresji i awangardy?
HSN.: "Nie mam bladego pojęcia. Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że zamierzamy pchnąć to wszystko jeszcze dalej, wejść na kolejny poziom. Prawdziwie progresywna muzyka pozwala na nieograniczone eksperymentowanie i dokładnie to w niej lubię. Zwłaszcza w latach 70. nikt, kto grał progresyw nie zawracał sobie głowy jakimiś ramami. Możemy grać co nam się podoba i wypróbowywać przedziwne pomysły, jakie być może nie trzymają się kupy przy pierwszym odegraniu, ale które urabiamy tak, by się jej trzymały."

MS.: A co sądzisz na temat obecnej kondycji skandynawskiego blacku? Niektórzy sądzą, że to już zupełnie martwa scena w porównaniu z tym, co działo się kiedyś i że życie tego gatunku przeniosło się np. do Francji, lub w inne miejsca, w których najsilniej rozwijają się awangardowe jego odmiany...
HSN.: "Martwy? Chyba nie. To znaczy, grupy takie jak np. STILLA wciąż odwalają tam świetną robotę, nie inaczej jest ze starą gwardią. To chyba naturalne, że gatunek mógł ewoluować, a pośród innych rodzajów metalowego łojenia black rozwinął się najsilniej i według mnie to świetnie, bo dzięki temu możemy cieszyć się całym szeregiem arcydzieł. Dobry blackmetalowy album to jednak mimo wszystko dobry blackmetalowy album, a skoro tak jest to jakieś życie najwidoczniej się w nim jeszcze tli. Weźmy choćby WATAIN jeśli takim przykładem mogę się posłużyć."

MS.: Zauważyłem, że 'Diabeł' na okładce "Pneumy" i ten namalowany na Twoim ciele na frontowej grafice "Oi Magoi" to jedna i ta sama postać. Jest to jakaś Wasza maskotka, jak Eddie w przypadku IRON MAIDEN czy Chaly u OVERKILL? Sam ją wymyśliłeś? Wiąże się z tym jakaś ciekawa historia? Ważny jest dla Was image?
HSN.: "Tak, masz rację, jest to nasza maskotka. Wynalazcą tej postaci był Jese Pepper. Stoi on również za okładkami bardzo wielu płyt, jak np. drugiej w dyskografii IN SOLITUDE. "Pneuma" to po grecku 'duch' i można zauważyć, że postać na okładce ma dwie twarze, co jest tu dość trafnym rozwiązaniem, gdyż teksty na pierwszej płycie dotyczyły dualizmu ludzkiego psyche. Było to tak dobre, że trwale zintegrowało się z wizerunkiem naszego zespołu. Jasne, że wygląd nie jest najważniejszy, ale grając to co gramy nie możemy nagle pojawić się w codziennych, dżinsowo-koszulkowych uniformach. Image potrafi być bardzo skutecznym narzędziem osiągania zamierzonego celu, jeśli tylko używa się go jak należy."

MS.: Dzięki wielkie za rozmowę!
HSN.: "Cała przyjemność po naszej stronie! Dzięki wielkie za wywiad i Twoje wsparcie! Uważaj na 'Czarnego Ducha' [Spirit Noir w tłumaczeniu dosłownym - przyp. autora], czai się gdzieś w Tobie."

autor: Kępol (kwiecień 2014)



<<<---powrót