Wywiady

TIDES FROM NEBULA w miejscu nie usiedzą! Jeszcze nie skończyli promować swojej ostatniej płyty, a już dłubią przy kolejnych rzeczach. Kreatywna energia to najwidoczniej najlepsze paliwo dla maszynerii sprawczej, która w przypadku tej grupy zdaje się pędzić przed siebie coraz szybciej i sprawniej. Już na etapie promocji „Aury” grywali sobie z ULVEREM, a przyjemności zrecenzowania wspomnianego tytułu nie odmówiło sobie chyba żadne szanujące się medium. Teraz grają coraz rozleglejsze trasy zagraniczne, lecz co najważniejsze - coraz lepszą muzykę, a termin ‘polski post rock’ kojarzony jest przez wszystkich w pierwszej kolejności właśnie z nimi. Podstawową zaletą TIDES FROM NEBULA jest nie tylko umiejętność konstruowania świetnych melodii - jak choćby ta z oszałamiającej końcówki „Let It Out, Let It Flow, Let It Fly” - lecz również zdolność aranżacyjnego eksperymentowania bez utraty organiczności brzmienia. „Eternal Movement” - wyśmienity, najnowszy ich krążek, z którego pochodzi utwór o wspomnianym wyżej tytule - to coś więcej niż standardowy, post rockowy album. O okolicznościach jego powstania nie dowiecie się jednak ani ode mnie, ani od Diovisa, wspólnie z którym przygotowywałem pytania, a od jednego z gitarzystów - Przemka Węgłowskiego.

Mroczna Strefa [Kępol]: Witamy! Co nowego w obozie TIDES FROM NEBULA? Jakie nastroje towarzyszą promocji Waszej najnowszej, znakomitej płyty „Eternal Movement”?
TIDES FROM NEBULA: „Cześć! Aktualnie spotykamy się w naszej sali prób i powolutku próbujemy nowych rzeczy, więc temat ostatniej płyty zszedł trochę na drugi plan. Od sierpnia zaczynamy znowu grać koncerty, najpierw parę festiwali, a później trasa - można powiedzieć, że wtedy wrócimy do promowania tego materiału. Póki co, koncerty po wydaniu „Eternal Movement” były bardzo ekscytujące.”

[Kępol]: Nie da się nie zauważyć, że dźwięki najnowszego dzieła TIDES FROM NEBULA są mediatorem bardzo pozytywnego ładunku emocjonalnego. Chcieliście odmiany po nieco innej pod tym względem „Earthshine”, czy jest to raczej kwestia odzwierciedlenia pozytywnej chemii panującej obecnie w kapeli? Jaka muzyka pozytywnie nastraja Was na co dzień?
TFN.: „Pewnie chodziło o jakąś odmianę, my po prostu nie lubimy stać w miejscu. W takiej muzyce, wbrew pozorom, jest jeszcze trochę do odkrycia i moim zdaniem szkoda tracić czas na nagrywanie dwóch takich samych płyt. Nam też jest od jakiegoś czasu ze sobą lepiej, atmosfera w kapeli jest bardzo pozytywna. Oczywiście to czego słuchamy też ma wpływ na naszą muzykę. Pamiętam, że przy robieniu materiału na ostatnią płytę często męczyliśmy takie rzeczy jak M83 czy BON IVER i na pewno gdzieś tam jakieś dalekie echa tego słychać.”

[Kępol]: Podczas realizacji materiału na „Eternal Movement” współpracował z Wami Christer Andre Cederber, producent przedostatniego albumu ANATHEMY pod tytułem „Weather Systems”. Tamten krążek ekipy braci Cavannagh również posiadał wyjątkowy wręcz dla nich, optymistyczny koloryt. Celowo zaprosiliście więc pana Christera do nagrań by w możliwie jak najbardziej przekonujący sposób osiągnąć taki rezultat, czy jest to raczej zupełny zbieg okoliczności? Tak przy okazji - lubicie współczesną ANATHEMĘ?
TFN.: „Tak naprawdę to nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać po tej współpracy. Christer jest bardzo elastycznym producentem, podobało nam się jego podejście do niegitarowych brzmień, a ponieważ używamy tego coraz więcej to fajnie mieć przy sobie osobę, która zna się na rzeczy. W płycie ANATHEMY podoba mi się to jak Christer wydobył brzmieniowo 100% klimatu kompozycji. Nawiasem mówiąc produkował on też ich ostatni krążek, jednak mi bardziej podobają się te poprzednie.”

[Kępol]: Jak przebiegły nagrania w Rolling Tapes? Co powiecie na temat wyposażenia tamtej placówki i ogólnie - jej oferty?
TFN.: „Nagrania były czystą przyjemnością i inspirującą przygodą. Studio jest malowniczo położone, panuje tam taki fajny, luzacki klimat. Nawet Christer, który jest Norwegiem i ma na co dzień styczność z pięknymi krajobrazami był pod wrażeniem! Marek Szwarc, właściciel studia i również realizator, ma tam kolekcję świetnych ‘gratów’. Jest to mega profesjonalne miejsce, przy tym sprawia wrażenie swojskiego, dzięki czemu można w spokoju skoncentrować się na muzyce.”

[Kępol]: Z jakich rozwiązań w ramach realizacji nagrań korzystaliście przy okazji „Aury” czy „Earthshine”, a z jakich tym razem?
TFN.: „"Aura" nagrywana była w Squat Studio w Chełmie. Wszystko zagraliśmy w ten sam sposób, w jaki graliśmy te numery razem na próbach. Po prostu, dwie gitary, bas i bębny. Przy dwóch ostatnich płytach trochę więcej się ‘bawimy’, korzystamy z innych środków i często zmieniamy wstępne partie instrumentów. Sama praca z producentem zmienia dużo w procesie nagrywania.”

[Kępol]: Producentem „Earthshine” był Zbigniew Preisner, który - jak deklarował - naprowadził Was na bardziej ‘analogowe’ podejście do nagrywania muzyki. Miało to jakieś realne przełożenie na Wasze oczekiwania związane z sesją „Eternal Movement”? Czego konkretnie nauczyliście się od wspomnianego, wybitnego kompozytora i producenta?
TFN.: „Mogę powiedzieć, że praca z panem Preisnerem poszerzyła nam horyzonty, jak mówiłem, wcześniej interesowały nas tylko trzy główne instrumenty, a i sam proces nagrywania był prostym odtworzeniem wcześniej ułożonych partii. Wcześniej, przy 'Aurze' nagrywaliśmy wszystko wedle własnego uznania, a tutaj pojawiła się osoba producenta, z którego zdaniem warto się liczyć. Jest to trochę inna robota, kiedy wiesz, że obok siedzi człowiek, który dokładnie wie jak ta płyta ma brzmieć. Tak zwane 'analogowe podejście' jest też fajne, my zawsze lubiliśmy żywe, naturalne brzmienie, choć na 'setkę' póki co nie nagrywamy.”

[Kępol]: „Earthshine” komponowaliście w górach, gdzie wybraliście się celowo by dostarczyć sobie natchnienia. Podobnie jak COMA podczas prac nad fenomenalną według mnie „Hipertrofią”. Zmiana krajobrazu rzeczywiście stymuluje do tworzenia w aż takim stopniu, że warto wyjechać na czas prac nad krążkiem?
TFN.: „Niektórych to stymuluje, innych pewnie nie [śmiech]. U nas akurat była wtedy taka potrzeba i super że się to wówczas udało. Kiedy odcinasz się od dotychczasowego środowiska, pojawia się inny rodzaj koncentracji. W domu często ciężko złapać odpowiedni nastrój, a będąc na próbie wciąż zdarza Ci się myśleć nad tym co dzieje się poza salką... Nam akurat wtedy brakowało odpowiedniej energii, zupełnie inaczej niż podczas prac nad „Eternal Movement”, które w całości powstało na naszej sali w Warszawie.”

[Kępol]: Widziałem Was na żywo podczas trasy z ULVER i eksperymentalnym projektem Attili Csihara (MAYHEM) o nazwie VOID OF VOICES. Pojawiły się zupełnie bezzasadne jak dla mnie opinie, że nie byliście dobrze dobranym suportem. Przecież żaden szanujący się fan ULVER nie jest słuchaczem z ‘klapkami na uszach’, że tak ironicznie stwierdzę. Jak czuliście się w zróżnicowanym, aczkolwiek przezacnym jak się domyślam towarzystwie tamtejszej trasy i jak ją wspominacie? Były to pierwsze występy dla ruszających z rozleglejszymi trasami Bogów norweskiej awangardy. Dało się wyczuć u nich jakąś presję, jakieś napięcie?
TFN.: „Ja się z takimi opiniami akurat nie spotkałem, choć naturalną rzeczą jest krytyka i wcale mnie nie dziwi. Od tego koncertu minęło juz trochę czasu... chyba będzie z trzy lata. Mieliśmy niezły stres, to był naprawdę duży koncert, w dodatku, jak to ująłeś - graliśmy dla otwartych i wymagających ludzi. Zarówno goście z ULVER, jak i Attila byli bardzo przyjaźnie nastawieni, przepraszali, że na scenie zostało dla nas tak mało miejsca [śmiech]. Wieczór był niesamowity, nam się grało świetnie, przyjęcie przerosło oczekiwania. Tak.. jest to jeden z tych koncertów, które pamięta się bardzo długo.”

[Kępol]: Gracie muzykę post rockową, szalenie melodyjną, klimatyczną i nastrojową. Mimo to na koncertach wyglądacie na wskroś rock’n’rollowo. Obserwując na scenie Waszych gitarzystów mam wręcz niekiedy nieodparte wrażenie obcowania z post rockowymi odpowiednikami braci Young z AC/DC. Absurdalne porównanie, czy coś w nim jednak Waszym zdaniem jest?
TFN.: „Uwielbiamy grać! Jeśli tak odbierasz nasze koncerty, to widocznie coś w tym jest, ja jednak takiego skojarzenia nie mam. Często po ostatnim numerze pot spływa z nas stróżkami, co jednak bardzo lubimy. Jak zacząłem grać na gitarze, to najbardziej byłem zafascynowany graniem na żywo, uwielbiałem oglądać wszelkie koncerty w telewizji i pewnie nie mówię tylko za siebie - reszta kapeli też jest na tym punkcie zakręcona. Jeśli dajesz nam instrumenty, stawiasz na scenie i wpuszczasz do klubu ludzi - efekt zawsze będzie ten sam [śmiech].”

[Diovis]: Ja również miałem okazję zobaczyć Was ‘na żywo’ podczas koncertu w ramach trasy z OBSCURE SPHINX w Radomiu i byłem pod wrażeniem. Mały klub, jakim jest bez wątpienia „Czytelnia Kawy”, wręcz uniósł się wysoko w chmury dzięki natężeniu dźwięków, które udowodniły po raz kolejny, że post-rock, a w szczególności takie zespoły, jak TIDES FROM NEBULA potrafi zafascynować wyłącznie instrumentalną muzyką. Czy ma dla Was znaczenie, gdzie gracie, bo jak na razie koncertujecie głównie w mniejszych klubach, ale mam wrażenie, że i duże hale stoją przed Wami otworem?
TFN.: „Graliśmy i w malutkich pubach, jak wspomniana przez Ciebie Czytelnia i w dużych halach, np. jako support przed MARILLION i powiem Ci, że wszystko zależy od czegoś nieuchwytnego, czegoś, co niekiedy jest obecne w małym klubiku, a czego nie można znaleźć na wielkim plenerowym koncercie. Lub na odwrót (śmiech). Myślę, że wszystko zależy od publiki, no i w pewnym sensie też od nas, to działa trochę na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Najważniejsza jest ta komunikacja.”

[Diovis]: Już nie raz spotkałem się z opinią, że jesteście takim post-rockowym odpowiednikiem RIVERSIDE i tak jak oni, jesteście w stanie być kolejnym eksportowym zespołem z naszego kraju. Graliście już trochę koncertów za granicami Polski. Jak wrażenia i jaki był generalnie odbiór Waszej muzyki?
TFN.: „Tak, gramy co roku kilkadziesiąt koncertów za granicą, staramy się jeździć wszędzie gdzie jest zainteresowanie naszą muzyką. Jak już wspomniałem, granie koncertów to spełnienie naszych marzeń, więc wyobraź sobie co znaczy dla nas jeżdżenie po całym kontynencie i odwiedzanie tych wszystkich pięknych miejsc. Europa to wielki, zróżnicowany rynek. Są miejsca takie jak Włochy, Austria, czy kraje bałkańskie, gdzie generalnie odbiór jest świetny i na nasze koncerty przychodzi coraz więcej ludzi, a z drugiej strony w takich np. Czechach jest jeszcze dużo do zrobienia.”

[Diovis]: Mam wrażenie, że z jednej strony szufladka post-rocka czy post-metalu jest dla TIDES FROM NEBULA nazbyt ciasna, ale z drugiej wydaje mi się, że Wam to w pełni odpowiada. Chcąc nie chcąc, jesteście jedną z pierwszych w Polsce grup, które wydobyły tę stylistykę z głębokiego podziemia, choć tego typu dźwięki za granicą miały swoje ‘pięć minut’ już dużo wcześniej. Czy myślicie, że przyczyniliście się do popularyzacji tego gatunku w kraju, gdzie głównie słucha się dużo bardziej ekstremalnej muzyki, a jednocześnie disco polowego chłamu? Jak w ogóle widzicie przyszłość post-rocka i post-metalu u nas, jak i poza granicami?
TFN.: „Zadałeś trudne pytanie. Zauważyłem, że od jakiegoś czasu przybywa w naszym kraju grup instrumentalnych, również sporo takich kapel zgłasza się do nas z prośbą o supportowanie nas na koncercie. Szczerze mówiąc to wątpię, żeby środowisko to rozrosło się do rozmiarów porównywalnych ze sceną metalową. Dla mnie jest niesamowite, że tylu ludzi słucha muzyki, w której nie ma tekstów ani wokalu, choć pamiętajmy, że w Polsce już jakiś czas temu działały m.in. INDUKTI i CALIFORNIA STORIES UNCOVERED. Bardzo ciężko jest mi ocenić przyszłość tych gatunków; dla mnie w jakimś sensie post-metal zyskuje nową świeżość. Takie zespoły jak CULT OF LUNA i nasz BLINDEAD wciąż potrafią nagrywać świeże i ekscytujące płyty. Nie wiem jednak dokąd to wszystko zmierza. I jest to dobra wiadomość [śmiech].”

[Kępol]: „Only With Presence” to zdaje się pierwszy teledysk nakręcony do Waszej muzyki. Zamierzaliście wkroczyć w ten sposób na nowe dla Was terytorium ekspresji, czy była to raczej kwestia promocji płyty? Korzystaliście z usług jakiejś profesjonalnej agencji artystycznej?
TFN.: „Można powiedzieć, że pomysł był nasz. Profesjonalna ekipa potrafiła to uzyskać, wszystko wyszło tak jak sobie na początku założyliśmy. Zawsze chcieliśmy mieć dobry klip, dlatego czekaliśmy z tym aż do trzeciej płyty. Jest to oczywiście nowa jakość jeśli chodzi o promocję, tym bardziej, że moim zdaniem, klip dobrze oddaje ducha zespołu i tego konkretnego kawałka.”

[Diovis]: Co planujecie do końca 2014 roku i wyprzedzając fakty jeszcze bardziej - czy macie już jakieś założenia na rok kolejny?
TFN.: „W tym roku skupiliśmy się głownie na koncertach, już w październiku ruszamy w miesięczną trasę europejską u boku AFTER THE BURIAL, MONUMENTS i DEAD LETTER CIRCUS, na pewno zagramy też kilkanaście koncertów w Polsce. Oczywiście w międzyczasie spotykamy się i tworzymy nowe rzeczy, mamy nawet już dwa kawałki. W następnym roku pewnie wejdziemy do studia i zaczniemy nagrywać nowy materiał. Póki co jednak skupiamy się na innych sprawach.”

[Kępol & Diovis]: Dziękujemy za wywiad! Ostatnie słowa należą do Was…
TFN.: „Dzięki również! Pozdrawiam wszystkich czytelników i zapraszam na nadchodzące koncerty. Możecie śledzić nasz profil na fb, niedługo powinny pojawić się terminy. Do zobaczenia!”

autor: Kępol i Diovis (czerwiec 2014)



<<<---powrót