Wywiady

Ostatnia płyta holenderskiego ONHEIL pod tytułem „Storm Is Coming”, podobnie jak teledysk do utworu „Self-destruction Mode” ją promujący, skłania do myślenia na temat wielu kwestii. Dobrym terminem będzie chyba w tym wypadku ‘autorefleksja’, choć członkowie formacji dalecy są od stanowiska głosicieli prawdy objawionej i nawracać na drogę jedynie słusznej moralności nikogo bynajmniej nie zamierzają. Są metalowcami świadomymi, ale jednak na wskroś metalowcami. Ich najnowszy album jest dokładnie taki jak oni. Przemyślany, dopracowany, fenomenalnie skomponowany i melodyjny, aczkolwiek o jakiejkolwiek supresji niszczycielskiej jego siły mówić tu nie można. To kolejne wydawnictwo m.in. dla słuchaczy, których słowo ‘melodic’ przyprawia w sąsiedztwie hasła ‘metal’ o nudności. Nie każda ze stricte ekstremalnych załóg tego padołu potrafi dostarczyć taką ścianę hałasu jak ONHEIL, a że wspomniany akt potrafi nad owym hałasem w pełni zapanować, to chyba dobrze… Na moje pytania odpowiedział w imieniu zespołu jeden z trzech gitarzystów i zarazem jeden z dwóch wokalistów w składzie, czyli jegomość Amok.

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam Panów! Co nowego w ONHEIL? Jak idą poszukiwania stałego perkusisty? Wybraliście już kogoś? Toorn – który podczas kilku gigów zastępował Tergera – nie był właściwym kandydatem na to stanowisko?
ONHEIL [Amok]: „Witaj Kępol! Obecnie odbywamy trasę ku promocji „Storm Is Coming”. Jeszcze w tym miesiącu zmierzamy do Niemiec i szykujemy nowy wideoklip. W obozie ONHEIL zawsze coś się dzieje! Faktycznie, szukamy nowego perkusisty. Terger musiał nas opuścić z powodu braku czasu. Ma rodzinę, nową pracę, itd. Toorn zastąpił Tergera w należyty sposób, ale ma do tego jeszcze dwie swoje kapele, na których wolałby się skupić. Nie mógł więc zostać stałym członkiem. Obecnie pracujemy z nowym kandydatem. Miejmy nadzieję, że to ten właściwy!”

MS.: Problemy ze składem przytrafiły się Wam już nie pierwszy raz. W połowie zeszłej dekady musieliście stawić czoła o wiele poważniejszym. Była taka chwila, w której egzystencja ONHEIL stanęła pod dużym znakiem zapytania? W jaki sposób udało się Wam pokonać wspomniane przeszkody?
O.: „To prawda, ale problemy ze składem towarzyszą nam od zarania dziejów. Nie licząc perkusisty, był on stabilny przez ostatnie trzynaście lat! Między 2005 a 2007 rokiem nadszedł dla nas rzeczywiście ciężki okres. Z powodu braku perkusisty niewiele się wtedy działo. Większość perkusistów, z jakimi pracowaliśmy nie była wystarczająco dobra czy zmotywowana by sprostać ONHEIL. Ludzie za zestawem często się więc zmieniali przez te wszystkie lata. Raz, podczas koncertu, skorzystaliśmy nawet z perkusji komputerowej! W pewnym momencie poprosiliśmy Tergera o dołączenie do składu. Znaliśmy go już od kilku lat. Na koncertach czy festiwalach piliśmy razem piwo i widzieliśmy go kilkakrotnie w akcji gdy grał z innymi zespołami. Jego gra była fenomenalna, a podejście doprawdy profesjonalne. Reasumując zagrzewał miejsce w naszym zespole przez ponad siedem lat! Raz jeszcze: wielka szkoda, że musiał odejść. Nie mam pojęcia czemu to akurat perkusiści są tymi, którzy zawsze nas opuszczają. Może to po prostu skomplikowani ludzie [śmiech]. Nasza muzyka jest szalenie szybka i intensywna, więc nie każdy pałker daje radę!”

MS.: „Storm Is Coming” rzeczywiście zasługuje na swój tytuł! Utwór tytułowy to jak dla mnie prawdziwe opus magnum na płycie. Potęga! Nie utraciliście w nim jednak czegoś, co umyka bardzo wielu ekstremalnym kapelom, a mianowicie wyczucia kompozycji. „Kill Tomorrow”, „The End of Everything” czy „Nature’s Wrath” to również cudeńka w moim skromnym mniemaniu. Mogę skojarzyć Waszą muzykę z melodic black czy deathmetalową sceną w Szwecji (DISSECTION, DARK TRANQUILLITY, AT THE GATES) i jest też w tym wszystkim pewna domieszka fińskiego ducha (CHILDREN OF BODOM, AMORPHIS). Są również grupy takie jak ARSIS, które dzielą z Wami szufladkę w bardziej bezpośredni sposób, ale chyba żaden akt wykonujący stricte melodyjną odmianę metalu nie gra w sposób tak brutalny jak Wy! Od samego początku było dla Was zupełnie jasne, że chcecie grać melodyjną jak sam czort, lecz ciężką jak sto tysięcy czortów muzykę?
O.: „Za każdym razem staramy się wybrać tytuł pasujący zarówno do tekstowej, jak i muzycznej zawartości płyty. Jako, że muzyka jest tu potężna i niszczycielska niczym huragan, wybraliśmy „Storm Is Coming” jako tytuł krążka. Perfekcyjnie opisałeś to, co chcieliśmy stworzyć! Szybką, ekstremalną muzykę, lecz pisać równolegle dobre kawałki. Wiele ekstremalnych zespołów brzmi ciekawie, ale koniec końców grają zbyt nudno by utrzymać uwagę na całej długości płyty. To dlatego nasze brzmienie jest zróżnicowane, a w utworach jest wiele melodii. Jesteśmy wielkimi fanami DISSECTION, DARK TRANQUILLITY i AT THE GATES. Nie słuchamy zbyt wiele fińskiego metalu, ale rozumiem czemu ludzie dopatrują się podobieństw miedzy naszymi i ich melodiami. ARSIS zupełnie nie kojarzę. Słuchamy głównie starych kapel z lat 80./90. Jest też w naszej muzyce sporo black metalu i to właśnie stąd pochodzi szybkość i blast beaty. Lubimy też stary heavy metal w stylu IRON MAIDEN czy JUDAS PRIEST. Nasz styl oczywiście ewoluuje, ale od czasu napisania przez nas pierwszego utworu w 1999 roku, z grubsza wygląda właśnie tak. Ekstremalny black/death metal z elementami klasycznego heavy i dużą dawką melodyki.”

MS.: Swe najnowsze dzieło promujecie za sprawą teledysku do utworu „Self-destruction Mode”. Skorzystaliście z usług jakiegoś reżysera, czy nakręciliście je wyłącznie na własną rękę? Opowiedz proszę o całym przedsięwzięciu.
O.: „O ile wcześniej robiliśmy to sami, tak teraz zaangażowaliścmy reżysera. To utalentowany człowiek z naszego miasta, który zajmuje się tam kręceniem wideoklipów i reklam. Przedyskutowaliśmy z nim tematykę tekstu utworu i razem opracowaliśmy cały koncept wideoklipu. Rano, w jednym z barów, ruszyliśmy ze zdjęciami. Dziwnie pije się z przyjaciółmi piwo o godzinie 10 rano [śmiech]. Wszystko poszło całkiem profesjonalnie. Mieliśmy do dyspozycji chyba wszystkie możliwe rodzaje oświetlenia i spędziliśmy masę czasu chcąc uzyskać jak najlepsze zdjęcia. Później przenieśliśmy się do stuletniego budynku i w jego podziemiach nakręciliśmy sekwencje całej linii fabularnej. Wówczas musieliśmy pobawić się w aktorów, co było całkiem sporym wyzwaniem. Jesteśmy muzykami, nie aktorami! Innego wieczoru uchwyciliśmy nasz zespół grając utwór w jednym z okolicznych miejsc.”

MS.: „Self-destruction Mode” ukazuje mroczną stronę spożywania napojów alkoholowych. Większość metalowców czy fanów rocka nie potrafi wręcz wyobrazić sobie bez nich życia i dla wielu z nich nadużywanie alkoholu jest równoznaczne z dobrą zabawą. Wy jednak przynosicie przestrogę. W stu procentach uzasadnioną, muszę tutaj dodać. Mechanizm poznałem na własnej skórze, gdyż nastręczyłem sobie wielu problemów z alkoholem w roli głównej. Jak myślisz – co sprawia, że ludzie tak chętnie tracą nad sobą kontrolę? Jest to w naszym wypadku kwestia stereotypu ‘prawdziwego’ rock’n’rollowca, czy może coś innego?
O.: „Cóż, tak naprawdę nie chcemy nikogo ostrzegać. Nie chcemy również pouczać. Żyj tak, jak tego chcesz. Utwór opisuje głównie nasze własne doświadczenia w zderzeniu z alkoholem. My też jesteśmy imprezowiczami i mimo, iż pakujemy się z tego tytułu w szereg tarapatów i tak sporo pijemy i czasem sytuacja całkowicie wymyka się z rąk. Wiesz, rzeczy w stylu potężne kłótnie, bójki czy zdradzanie dziewczyny. Po dziś dzień zastanawia mnie czemu tak w sumie to robimy… Nie znalazłem na nie jeszcze odpowiedzi. Większość inspiracji dla naszych utworów dostarcza proza życia, a jako że większość metalowców ma z tego tytułu problemy postanowiliśmy zrobić numer właśnie o tym. Tak właściwie ten tekst dotyka również tematu innych ‘autodestruktywnych’ substancji.”

MS.: „Razor” to pierwszy album, jaki wydaliście nakładem Waszego obecnego wydawcy, a mianowicie Cyclone Empire. Jak porównałbyś okres przed podpisaniem paktu z tym, co dzieje się z zespołem teraz? Zadowoleni ze współpracy?
O.: „Wydanie albumu nakładem takiej firmy jak Cyclone Empire otwiera przed zespołem wiele drzwi, pomagając mu niejako wyjść do ludzi. Promują nas jak mogą w wielu magazynach i organizują nasze występy na wielu festiwalach. Granie dla 10.000 ludzi na Party.San Open Air było czymś naprawdę wspaniałym. Dzięki nim album można kupić dosłownie wszędzie, również na nośniku cyfrowym, a jako zespół nigdy nie osiągnęlibyśmy tego na własną rękę. Dzięki tej płycie otrzymaliśmy odzew od fanów z wielu części świata: poczynając na Stanach Zjednoczonych, przez Amerykę Południową, Japonię, Indie, Afrykę, aż po Rosję. Wcześniej mogliśmy liczyć jedynie na rodzimą Holandię, Belgię i poniekąd na Niemcy, więc jest dobrze.”

MS.: Za procesem nagrywania i realizacji materiału „Storm Is Coming” stoją całkiem rozpoznawalne nazwiska. Album został zarejestrowany i zmiksowany przez Barta Hennephofa, gitarzystę TEXTURES, oraz Yumę Van Eekelena, byłego perkusistę PESTILENCE, a obecnego EXIVIOUS. Mastering był już brochą Tora Stjerny z Necromorbus Studio, który współpracował w tym zakresie z ZOMBIEFICATION, ale i również z WATAIN czy FUNERAL MIST. Produkcja jest naprawdę niesamowita! To właśnie tak widzieliście brzmienie tej płyty zanim przystąpiono do obróbki? Dawaliście im jakieś wytyczne, czy pozwoliliście im pracować na ich własnych warunkach?
O.: „Jako zespół mamy ściśle sprecyzowaną wizję tego jak ONHEIL powinien brzmieć. Nie tylko w odniesieniu do samych utworów, ale i ogólnego ich brzmienia. Udzieliliśmy więc kilku wskazówek ekipie studyjnej i na ich bazie kręcili gałkami tak, jak tego chcieliśmy. Długo dostrajaliśmy gitary by wreszcie brzmiały tak jak trzeba, a i podczas masteringu również nie skończyło się na jednym podejściu. Jesteśmy bardzo wymagający i dążymy do perfekcji. Z efektu końcowego jesteśmy jednak bardzo zadowoleni. Album brzmi zabójczo i uchwyciliśmy na nim energię zespołu w taki sposób, w jaki chcieliśmy. Bart Hennephof to nie tylko dobry producent. Gra również w TEXTURES i jest dobrym gitarzystą. Wiele nauczyliśmy się od niego w kwestii rejestrowania śladów gitar i pchnął nas do tego by uchwycić je dokładnie tak, jak tego chcieliśmy. Tore, popełniając mastering, dał tej płycie szalenie potężne brzmienie.”

MS.: „The Omega Legions” i „The End of Everything” składają się na coś, co można określić mianem najsilniej nasiąkniętej tradycyjnym heavy/power metalem sekcji materiału. Od czego tak właściwie zależy kierunek w jakim zmierzacie podczas procesu komponowania czy aranżowania? Kto jest autorem utworów ONHEIL?
O.: „Nie podejmujemy decyzji dotyczących ściśle określonego kierunku, w jakim zmierzamy czy stylu, który eksplorujemy… tak długo jak coś brzmi dobrze, brzmi dobrze! Nie ma znaczenia, czy jest to death, black, thrash czy heavy metal. Nie rozumujemy takimi kategoriami. Chcemy stworzyć coś oryginalnego i rozwinąć swój muzyczny styl. Większość rzeczy piszę ja, w swoim domowym studio. Najpierw zaczynam od improwizacji i nagrywam wszystkie riffy, które wyszły spoko. Później zbieram je do kupy i łączę w utwory. Później zmieniam i muskam utwór aż doprowadzę go do perfekcji! Jest to długi proces, ale to właśnie on jest ceną jakości, której od siebie wymagamy. Haat (wokal, gitara) i Nomiis (bas) napisali trochę materiału na poprzedni nasz album, pt. „Razor”. W przypadku najnowszego wszystkie kawałki są moje. Zgaduję, że tym razem nie mieli wystarczającej inspiracji.”

MS.: Teksty na krążku traktują o destruktywnej sile przyrody. Co powiesz na temat jakże powszechnej opinii jakoby trąbiący na alarm naukowcy po prostu odfajkowywali co do nich należy, częstując nas swoją starą śpiewką, jaką wcale nie trzeba się przejmować?
O.: „Żeby wszystko było jasne: ONHEIL nie jest grupą ekologów i nie staramy się ocalić świata. „Storm Is Coming” to bardziej wyraz naszego podziwu dla potęgi, jaką niszczycielska siła przyrody może w sobie skrywać. Niezależnie od technologicznego postępu będącego naszym udziałem, nic nie jest tak potężne jak natura. To nadaje odpowiedniej perspektywy. Kilka lat temu oglądałem wideo z japońskim tsunami. Byłem zdumiony brutalną siłą, jaką ze sobą niesie. Widząc całe wioski i miasta zamiatane przez wodę poczułem potrzebę wykorzystania tego tematu podczas prac nad kolejną płytą. Podobne wrażenie zrobiły na mnie trzęsienia ziemi na Haiti czy huragan Katrina. Na co dzień ludzie jęczą z powodu zupełnie nieistotnych spraw, podczas gdy gdzieś tam czai się siła, która może zmieść z powierzchni ziemi wszystko, co tylko mają. To właśnie ta kwestia mnie interesuje. Myślę, że naukowcy mają absolutną rację co do zagrożeń, jakie na nas czychają. ‘There’s too many men, too many people, making too many problems’ [padł fragment tekstu utworu GENESIS „Land of Confussion” – przyp. autora]. Człowiek wyrósł na olbrzymią bestię niszczącą naszą planetę. Jak szybko problem będzie się rozwijał, nie mam pojęcia. Wiem na pewno, że Ziemia i jej klimat w pewnym momencie nas po prostu zniszczą. Albo wcześniej zrobimy to sami.”

MS.: „Omega Legions” to fraza pojawiająca się nie tylko w tekstach „Storm Is Coming”, ale i na Waszym profilu facebookowym. O co w tym ogólnie chodzi? Jest to Wasz termin na określenie społeczności fanów ONHEIL?
O.: „Tak. Jesteś bardzo spostrzegawczy. ‘The Omega Legions’ to przede wszystkim termin określający grupę naszych fanów. Zdaje się, że wspierają oni tę inicjatywę, jako że powstaje teraz wiele fan page’ów, które fani zakładają sami, choć nie mamy jeszcze ‘Omega Legions Poland’. Za nazwą kryje się jednak pewne znaczenie. My w ONHEIL widzimy siebie jako wyznawców końca. Wszystko na tym świecie kiedyś się kończy. To może być koniec naszej planety, lecz równie dobrze nasz albo naszej rodziny. Starając się zrozumieć powyższe zamiast się go bać zaczniesz żyć w zupełnie inny sposób. Zdajesz sobie wtedy sprawę, że musisz działać TERAZ, bo jutro może nie nadejść już nigdy! Omega jest u nas symbolem wspomnianego końca.”

MS.: Macie w zespole dwóch wokalistów i trzech gitarzystów. Wasza muzyka brzmi w sposób całkiem złożony, ale czy taki skład rzeczywiście był niezbędny? Dla przykładu PANTERA składała się tylko z trzech członków i jakoś nie przeszkodziło im to tworzyć muzyki o skomplikowanych strukturach i na wskroś niszczycielskiej sile...
O.: „Tak, jest zdecydowanie niezbędny. W przeciwieństwie do innych kapel wykorzystujemy masę melodyjnych harmonii w naszych utworach, a takie coś musi zostać odegrane przez dwóch gitarzystów. Jednocześnie z tymi melodyjnymi partiami nie szła żadna gitara rytmiczna, jedynie perkusja i bas. Podczas koncertów zauważyliśmy, że kawałki tracą w ten sposób na energii. Kilka lat temu zdecydowaliśmy więc dokooptować trzeciego gitarzystę, by nadał temu jakiś rytm. Muzyka ONHEIL nie brzmiałaby na żywo w sposób tak dynamiczny i potężny bez trzech gitarzystów!! Podwójne wokale brzmią po prostu niesamowicie. Niski growling i wysoki screaming wykonywane równolegle brzmią bardzo agresywnie.”

MS.: Zdjęcia zespołu z wczesnego etapu twórczości zdradzają, że byliście wtedy bardziej tradycyjnie blackmetalowym aktem, mam rację? Jeśli tak – co pchnęło Was do przodu w aż tak dużym stopniu?
O.: „Cóż, od samego początku nasz styl był czymś więcej niż tylko tradycyjnym black metalem. Elementy thrashu czy heavy były w nim obecne od samego początku. Tak, wizualnie i tekstowo byliśmy mocno zainspirowani skandynawskimi kapelami w stylu GORGOROTH, EMPEROR, DARK FUNERAL czy MARDUK. Tak było jednak wyłącznie w pierwszych latach naszego istnienia, czyli 1999/2000. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że corpse painty nie pasują do muzyki wykonywanej przez ONHEIL, więc zrezygnowaliśmy z nich. Corpse painty winny być zarezerwowane wyłącznie dla trv black metalowych ansambli i mimo, iż składową brzmienia ONHEIL jest black metal nie są one przeznaczone dla nas.”

MS.: Zaplanowaliście coś na uczczenie swojego piętnastolecia? Jakieś wydawnictwa specjalne?
O.: „W tym momencie zamieszczamy właśnie na naszej facebookowej ścianie stare zdjęcia kapeli, materiały wideo i informacje z ostatnich piętnastu lat. Tu możecie do nas dołączyć: www.facebook.com/OnheilMusic Nie licząc tego urządziliśmy sobie w grudniu prywatny, pijacki maraton w celu uczczenia rocznicy. Akurat myślimy o jakimś wydawnictwie specjalnym, ale na chwilę obecną nie możemy nic powiedzieć. Najlepszą formą celebrowania takich jubileuszów jest zagranie kilku koncertów i właśnie kilka mamy w planie.”

MS.: Dobra, co chcielibyście przekazać Polskim Legionom Omega?
O.: „Dzięki za Wasze wsparcie. Bardzo to doceniamy! Mam nadzieję, że znacie nasz ostatni kawałek: www.youtube.com/watch?v=TFkiDQFTmjs
Kiedyś odwiedziłem Polskę i bardzo mi się podobało. Niestety, ONHEIL jeszcze u Was nie grał, więc mamy nadzieję, że dokona tego niebawem. Na zdrowie! [ posłużył się w tym miejscu polszczyzną – przyp. autora].”

autor: Kępol (luty 2015)



<<<---powrót