Wywiady

Chaos. Podobno był na początku. Powiadają, że będzie i na końcu. Dla muzyków MANES, którzy właśnie niedawno udzielili mi tego kapitalnego wywiadu, jest on narzędziem twórczym, prawdziwą artystyczną siłą sprawczą i decyzyjnym w wielu kwestiach czynnikiem. Ciężko uwierzyć, że tak fenomenalne kompozycje jak te, które złożyły się na traklistę najnowszego arcydzieła Norwegów, pod tytułem ?Be All End All?, a już na pewno takie, które wyglądają na skrupulatnie przemyślane i pieczołowicie dopracowane mogły powstać na drodze tak spontanicznej jak twierdzą Tor-Helge Skei (gitara, klawisze, programing) i Torstein Parelius (bas). Cały proces twórczy wspomnianego krążka rozpina się na zaskakująco długim odcinku czasowym, ale nawet jeśli ukończenie go było dla MANES tym, co sugeruje pierwszy ze wspomnianych, przyznać trzeba, że ?Audio-Odkrywcy? rozegrali wszystko wręcz perfekcyjnie. Na niemal każde pytanie udzielili odpowiedzi obaj muzycy, często prezentując antagonistyczne względem siebie opinie, dzięki czemu w dyskusję o rzeczach niezaprzeczalnie ważkich wkradła się nam i szczypta uroczego humoru?

Mroczna Strefa [Kępol]: Cześć! Kępol z Mrocznej Strefy wita Was gorąco! Odrodzenie MANES jest faktem dokonanym i powinniście wiedzieć, że jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy. Oznajmiliście, że jesteście teraz bardziej aktywni niż kiedykolwiek wcześniej i nie rzucacie bynajmniej słów na wiatr. Premiera ?Be All End All? była dla mnie jedną z najgorętszych ubiegłego roku i myślę, że feeling całej płyty dobrze oddaje witalność reaktywowanego aktu. Był jakiś impuls, który skłonił Was do reunionu? Jak opisalibyście Wasz codzienny grafik zajęć w epoce hiatusu, a jak wygląda on dzisiaj?
MANES [Tor-Helge Skei]: ?Dzięki? Tak, nasza aktywność troszkę w ostatnim czasie wzrosła. Historia MANES jest ciut chaotyczna i kapryśna? czyli taka, jakiej chcemy [śmiech]. Nie mamy długoterminowego programu, planów czy celów. Robimy to, co tylko przyjdzie nam do głowy jeśli uznamy to za wystarczająco kreatywne i motywujące. Jako, że powyższe zalicza niższe i wyższe wartości, to samo dzieje się z aktywnością MANES. Każdy z nas niezmordowanie angażuje się w działalność innych projektów, więc nie ma problemu z tymczasowym odstawieniem na półkę jednego gdy akurat któryś z nas zajmuje się innym. Chęć do działania po jakimś czasie powraca i dobrze o tym wiemy.?
MANES [Torstein Parelius]: ?Tak, dzięki! W przypadku MANES całość jest zdecydowanie czymś więcej niż tylko sumą części składowych. Każdy z nas idzie w innym kierunku i wnosi do stawki coś zupełnie innego. Zawsze potrafimy więc odnaleźć się na nowo, nawet w sytuacjach, w których każdy z osobna jest aktualnie zajęty zupełnie innym projektem czy czymkolwiek innym.?

MS.: Gdy otwieraliście bieżący rozdział historii zespołu jednym z Waszych celów było zgromadzenie składu odpowiedzialnego za nagranie ?Vilosophe?. Album był prawdziwym punktem zwrotnym w Waszej karierze. Od samego początku byliście wizjonerami, ale to właśnie na drugiej płycie obraliście kierunek, w którym zespół w dalszym ciągu zmierza. Można powiedzieć, że ?Vilosophe? jest dla Was najważniejszym krążkiem w karierze? Zanim uchylicie rąbka tajemnicy odnośnie prac nad najnowszą płytą opowiedzcie może o okolicznościach powstania okupującej poczesne miejsce w Waszej dyskografii pozycji, jaką ?Vilosophe? niewątpliwie jest. Czemu układ personalny akurat tego krążka był dla Was aż tak istotny, że tak retorycznie spytam?
THS.: ?Według mnie wcale nie chodziło tu o angaż składu z ery ?Vilosophe?, ale raczej o reaktywację pokładów kreatywności i motywacji, jakie wtedy mieliśmy. Tak, ?Vilosophe? był albumem przełomowym. Wielu go znienawidziło, ale i wielu pokochało. Wygląda na to, że za jego sprawą dokonaliśmy srogich przetasowań w szeregach naszego audytorium. Nie wydaje mi się, aby ta płyta była ważniejsza od jakiejkolwiek innej, jaką nagraliśmy. Ona po prostu przykuła uwagę, gdyż nie była tym, czego ludzie oczekiwali.?
TP.: ?Jak już powiedział Skei ? to nie ma nic wspólnego z albumem ?Vilosophe?, ale raczej z chemią, która występowała między nami w czasie prac nad nim. Mnie też nie wydaje się aby jeden nasz album był ważniejszy od drugiego, ale ?Vilosophe? rzeczywiście uwielbiam. Nie jesteśmy zespołem, który koncertuje dużo, rzadko gramy gigi, więc mamy komfort funkcjonowania we własnej bańce, odcięci od wielu opinii i sugestii z tej czy innej strony. ?Vilosophe? był rezultatem procesu przepoczwarzenia się projektu studyjnego, jakim wcześniej był MANES ? ze Skeiem obsługującym praktycznie wszystko z wyjątkiem wokali ? w pełny, funkcjonalny zespół. Jeśli chodzi o zmianę brzmienia, to wiązała się ona z prostym faktem, że w połowie lat 90. Skei zaczął powoli, acz konsekwentnie oddalać się od metalu, co znalazło odzwierciedlenie w jego kompozycjach. Niebagatelne znaczenie miał tu również fakt, że każdy nowy członek dorzucił coś od siebie do przysłowiowego kotła.?

MS.: ?Vilosophe? zmienił oblicze Waszego audytorium. Wielu kochało Was za ?Under Ein Blodraud Maane?, choć rozczarowała ich drastyczna zmiana kierunku z Waszej strony. Nie wydaje się Wam, że metalowcy powinni być ciut bardziej otwarci na pewne rzeczy? Przecież ?How the World Came To an End? to jeden z najmroczniejszych krążków jakie powstały! Co tak właściwie skłoniło Was do tak radykalnej zmiany stylu?
THS.: ?Poruszyłem już ten temat w poprzednim pytaniu. Co nas do tego skłoniło? Muzyczna ciekawość? Brak chęci dostosowywania się do reguł i etyki innych? Nie wiem? Dla nas wyszło to naturalnie, wcale nie czuliśmy wewnętrznie, że radykalnie zmieniamy kierunek, serio. Ta zmiana wcale nie była tak drastyczna, jak ludzie myślą. Jeszcze zanim pojawiły się pierwsze demówki MANES grałem muzykę opartą na syntezatorach. W miarę upływu czasu perspektywa eksperymentowania z nowymi rozwiązaniami stawała się o wiele bardziej kusząca niż ciągłe wałkowanie ogranych patentów. Świetnie słyszeć, że rozumiesz zamysł ?How the World??!
TP.: ?Podczas prób prowadzących do sesji nagraniowej ?Vilosophe? naprawdę czuliśmy, że powstaje zestaw prawdziwie genialnych numerów. W momencie gdy MANES przekształcił się w pełnowymiarowy zespół nie każdy jego członek pochodził z metalowych środowisk, więc nie mieliśmy ściśle określonych odnośników w kwestii tego jak powinniśmy brzmieć lub do jakiego gatunku winniśmy się zaliczać. Nie obchodziło nas to. Emocjonalność utworu i poszukiwanie czegoś magicznego zawsze było ? i wciąż jest ? jedyną naszą aspiracją. Jeśli zaś chodzi o fanów, to myślę, że całkiem wielu metali potrafi docenić klimat naszych numerów, ale zupełnie o to nie dbam. Ludzie słuchają najróżniejszej muzyki, a my wcale nie staramy się uderzać w żaden ich segment. Fani popu, jazzu, hip-hopu mogą czuć się zaproszeni? albo i nie.?

MS.: Waszym nowym domem jest Debemur Morti Productions. Powiedzieliście kiedyś, że podoba Wam się ich taktyka otwartości na rozwiązania i możliwości, jakie stwarza współczesna, cyfrowa era, przeciwstawna wiecznemu narzekaniu, że internet zabija muzyczny przemysł. W jakich zaletach współczesności widzicie szansę dla siebie? Opowiedzcie coś więcej o relacjach z Debemur Morti Productions. Mieliście propozycje od innych wytwórni?
THS.: ?Tak, przez lata współpracowaliśmy z kilkoma innymi wytwórniami zbierając doświadczenie związane z biznesową stroną całego tego muzycznego rynku. Teraz jesteśmy również świadomi tego, co możemy zaakceptować w relacjach z wytwórnią, a czego nie (lub vice versa). Jak na razie współpraca z Debemur Morti Productions idzie wyśmienicie, więc możemy powiedzieć o nich wyłącznie dobre rzeczy.?
TP.: ?Debemur Morti to rodzaj wytwórni, która podpisuje kontrakty z zespołami, których słucha. W dzisiejszych czasach to raczej rzadkie zjawisko. Zachęcają również swoich artystów do grania w dokładnie taki sposób, w jaki grać chcą (co nie jest bardziej powszechne). Ma dla nich też duże znaczenie jakość wydania (znowu rzadkie zjawisko). Od samego początku Phil z DMP był świetny we współpracy i otwarty na nowe pomysły. Więc tak, zdecydowanie chwalimy sobie dotychczasową kooperację z tą firmą.?

MS.: Zanim wyskoczyliście z ?Be All End All? mogliśmy nacieszyć się wydawnictwami innych projektów, w jakich bierzecie udział, a mianowicie LETHE i MANII. Jak przedstawia się historia współpracy z Anną Murphy i jak ważne jest LETHE dla Ciebie Tor?
THS.: ?LETHE, cóż? Wszystko zaczęło się niespodziewanie. Prowadzę blog, na który wrzucam przeróżne pomysły i inne rzeczy i pewnego dnia wyskoczyłem tam z ideą nagrywania przeróbek utworów artystów, którzy mnie inspirowali i zakończyłem post retorycznym pytaniem w stylu: ?ale gdzie ja znajdę wokalistów, którzy byliby zainteresowani?? Zapomniałem o wszystkim, lecz kilka dni później otrzymałem maila od Anny, która napisała mi, że udział w takim przedsięwzięciu byłby dla niej bardzo interesujący. Zaczęliśmy rozmawiać, wypróbowaliśmy kilka numerów i bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że powinienem nawiązać z nią dłuższą współpracę. Utworzyliśmy więc nowy projekt. Tak właściwie wtedy było to dla mnie naprawdę ważne. MANES nie był za bardzo aktywny, ale miałem wiele muzycznych szkiców i pomysłów, z którymi czułem się pewnie i brak szyldu, pod którym mógłbym je urzeczywistniać był dla mnie bardzo depresyjny. Czerpałem z tego hektolitry energii i tony motywacji. Gdyby nie LETHE możliwe, że MANES nie byłby dziś tak aktywny jak jest. Wszystko się ze sobą łączy.?
MS.: MANII to szyld powołany do życia przez Ciebie Tor i Sargatanasa. Obaj byliście założycielami MANES i niektóre źródła podają, że MANII to po prostu inna inkarnacja uprzednio wspomnianego szyldu. Jest więc ?Kollaps? albumem MANES czy raczej Twojego projektu pobocznego? Co będzie z MANII teraz, kiedy MANES jest znowu aktywny? Muszę przyznać, że utwory z ?Kollaps? nie przemówiły do mnie tak jak te z ?Under Ein Blodraud Maane? czy późniejszych wydawnictw MANES. Jakie wytyczne i cele postawiliście przed MANII?
THS.: ?[Śmiech] Chaos i zamieszanie? jak ja to uwielbiam. Cóż, MANII to nic innego jak stary MANES w nowej formie. Zarówno podobny, jak i inny. Jesteśmy dwoma tymi samymi ludźmi, co w czasach demówek MANES i ogólnie black metalu. MANII jest obecnie całkiem aktywny. Właśnie ukończyliśmy kilka numerów na wydawnictwo specjalne. Info pójdzie już niebawem w świat. Zaczęliśmy również pracować nad nowym albumem. Jak zwykle różni się on nieco od pierwszego. Chyba nie ma sensu się powtarzać, co? Zamysł jest taki, żeby prowadzić MANII równolegle z innymi projektami.?
TP.: ?Ja ze swojej strony chciałbym jeszcze polecić DRONTHEIM. Ogólnie jest to dziecko Vinda, gitarzysty MANES (który gra też w ATROX, etc.) i ja też tam na gitarze gram. Jest to kolejny zespół, który ciężko usadowić w jakiejś konkretnej gatunkowej przegródce, ale powiedziałbym, że jest to dark alternative rock ze szczyptą industrialu i metalu. Obadajcie wideo do utworu ?House of Horus?: https://vimeo.com/124527701?

MS.: Nawet gdybyśmy zawęzili Waszą dyskografię do albumów elektro-awangardowych nie trudno zauważyć, że wszystkie znacznie się od siebie różnią. Każdy powstawał rzecz jasna w zupełnie innym czasie, ale jaka jest prawdziwa przyczyna powyższego? Przetrząsacie uprzednio wykorzystane rozwiązania by się nie powtarzać, czy jest to bardziej intuicyjny proces? Skąd biorą się Wasze muzyczne pomysły?
THS.: ?Tak, nagrywanie różniących się od siebie płyt jest bardzo istotne. Nazywamy siebie audio-odkrywcami bardziej niż muzykami czy piosenkarzami. Naturalnie chcemy więc odkrywać więcej, uczyć się więcej, próbować nowych rzeczy, iść do przodu? lub do tyłu, gdziekolwiek. Tak długo jak tylko czujemy, że nie pracujemy w trybie ?standby? czy ?repeat?.?
TP.: ?Nie przeglądamy wcześniej wykorzystanych pomysłów w celu unikania ich. Ogólnie raczej posuwamy się naprzód w różnych kierunkach. Jedynym naszym planem jest tworzyć muzykę. Spoko jest rzucić też okiem na ładne wydawnictwo z Twoją muzą, ale tak poza tym niczego nie zakładamy. Co się tyczy zaś źródła naszych pomysłów, to jest to pytanie bardziej do Skeia, ale myślę, że inspiracją dla nich są chyba takie zjawiska jak nienawiść, ciemność, wojna, narkotyki, morderstwa? może tego typu sprawy?? THS.: ?Może??

MS.: Obecnie gracie w elektro-awangardowym stylu, choć soczyste, gitarowe riffy wciąż są obecne w Waszej muzyce. Otwierający Wasz najnowszy album ?A Deathpact Most Imminent? może tu robić za nie byle jaki przykład. Osobiście miałem nawet wrażenie, że ?Be All End All? to Wasze najbardziej gitarowe dokonanie od czasów debiutu. Ciepłe brzmienie przesterowanego wiosła jest więc czymś, co chcecie zatrzymać u siebie, swoistym rdzeniem stylistycznym sięgającym najgłębiej położonych korzeni MANES? Wyobrażacie sobie Wasz kolejny album zupełnie pozbawiony partii tego instrumentu? THS.: ?Tak właściwie na naszą najnowszą płytę trafiło więcej przesterowanych gitar niż na którąkolwiek inną??
TP.: ?Gitary potrafią być fajne i przynajmniej trzech naszych muzyków na nich gra, stąd obecność ich brzmień nie jest na naszych płytach niczym nienaturalnym. Choć, oczywiście moglibyśmy nagrać album bez użycia gitar. Gdybyśmy tylko chcieli. Mnie osobiście wydaje się jednak, że gitary na ?Vilosophe? zajmowały bardziej uprzywilejowane miejsce niż na ?Be All End All?, choć mogę się mylić??

MS.: Pierwsze nasiona ?Be All End All? zaczęły kiełkować gdzieś na przełomie 2007 i 2008 roku. Czemu musieliśmy czekać aż tyle czasu na premierę krążka? To aranżowanie poszczególnych partii i składanie ich w jedną całość okazało się tak czasochłonne czy bardziej chodziło o komponowanie? Kiedy mieliście gotowe szkice wszystkich utworów? Co pozwoliło Wam odczuć, że 2014 to najwyższy czas by dokończyć dzieło?
THS.: ?Przez większość czasu, jaki upłynął między rozpoczęciem prac nad kompozycjami, a dniem wydania ?Be All End All? MANES był w uśpieniu i nic w zespole się nie działo? no, może nie licząc pewnych sporadycznych spraw tu i ówdzie. Nie spodziewałem się, że płyta kiedykolwiek się ukaże, więc najzwyczajniej w świecie przestałem o niej myśleć. Ale kiedy tylko zaczęliśmy rozmawiać o zebraniu zespołu do kupy i ponownym zrobieniu czegoś razem, zapadła decyzja o dokończeniu tamtej płyty, by kolejny rozdział w historii grupy rozpoczął się od czystej karty.?
TP.: ?Po okresie skupienia na innych projektach znów mogliśmy powrócić do MANES. Wiele z ?Be All End All? powstało w czasie hiatusu, ale wtedy ruszyliśmy pełną parą. Niektóre numery z ?Be All End All? zrodziły się dużo wcześniej. Najstarsze z nich pojawiły się już gdzieś w okolicach prac nad ?Vilosophe?, choć inne tu przed miksami. Z naszą muzyką jest jak z puzzlami. Najczęściej ? choć nie zawsze ? budujemy taki obfity przekładaniec z tysiąca przeróżnych rzeczy, przeróżnych wokali i innych, dopełniających chaosu, elementów. Później trzęsiemy stołem żeby sprawdzić co na nim zostanie, a co musimy zdekonstruować. To mój przepis na spontanicznie napisany utwór MANES.?

MS.: Nie byliście sami podczas nagrań ?How the World Came To an End?. Wielu inżynierów dźwięku i muzyków gościnnych wzięło udział w sesji nagraniowej tej płyty. Czy ?Be All End All? powstał w wyniku podobnej sesji? Kto konkretnie uczestniczył w procesie nagrywania tego tytułu i gdzie miał on miejsce?
THS.: ?Tak, było całkiem podobnie. Sporo nieporządku i impulsywności. Nagrywaliśmy wszędzie, po całej okolicy. W naszych domowych studiach, w lokalnych, profesjonalnych studiach, w wielu miejscach, więc nikt z nas tak naprawdę nie miał pojęcia jak album zabrzmi, zanim realizacja została ukończona. Wszystkie jego elementy składowe uwieczniliśmy gdzie indziej.?
TP.: ?Ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że sesja nagraniowa ?Be All End All? była pod bardzo wieloma względami inna. Tym razem obyło się bez aż takiej ?collab bonanzy? jak w przypadku ?How the World Came To an End?, więc tym razem o wiele lepiej wiedzieliśmy co chcemy zrobić. Jak powiedział już jednak Skei ? chaos i chwilowe kaprysy rządzą naszym procesem kreacji. Artystą jest u nas przypadek.?

MS.: ?Gdy słuchając kompilacji ?Teeth, Toes And Other Trinkets? trafiłem na ?Blanket o Ashes? pomyślałem sobie: ?Jeśli pozostałe numery z ich nadchodzącej płyty choćby zbliżą się do tego poziomu, MANES powróci w naprawdę wielkim stylu!? Niemniej jednak ?Turn the Streams? okazał się prawdziwym Grande Finale całego krążka i za każdym razem gdy zanurzam się w rytmicznie jazzującej, lirycznie melancholijnej i takoż ujmującej balladzie ?The Nature And Function of Sacrifice? wiem, że TO nadchodzi. Utwór kupił mnie od razu, podczas gdy inne musiały czekać aż dojrzeją w moim sercu, głowie, czy gdziekolwiek Wasza muzyka trafia w największym stopniu. Kolejnym numerem, który udostępniliście przedpremierowo był ? o ile dobrze pamiętam ? ?Name the Serpent?, który też jest niesamowity, ale słuchając ?Be All End All? odniosłem wrażenie, że najlepsze rzeczy zachowaliście na sam koniec krążka, jakby miały one nagrodzić tych, którzy rzeczywiście słuchają Waszych płyt. A może po prostu chcieliście zamknąć Wasze ostatnie arcydzieło w iście spektakularny sposób? Jak to jest wystrugać taki riff jak ten z ?Turn the Streams??
THS.: ??Turn? ? bo tak brzmiał roboczy tytuł tego utworu ? jest oparty na bardzo starym pomyśle, prześladującym nas od wielu lat, choć nie bardzo wiedzieliśmy jak ugryźć go od tej strony, by powstał z tego wystarczająco ?manesowy? utwór. Kiedy pojawiły się jednak trąbki i wokale, wszystko zaczęło działać. Jak zwykle, o wszystkim decydował tu przypadek, bez planowania. Nie wydaje mi się by był to najlepszy kawałek na całej płycie, ale zdecydowanie żre. Szczególnie w połączeniu z innym utworami, w dokładnie takiej kolejności [o tak! ? uwaga autora].?
TP.: ??Turn the Streams? odbył bardzo długą drogę nim został ukończony. Myślę jednak, że odnalazł on właściwą dla siebie formę. Tak jak mówisz ? kolejność utworów jest szalenie ważna. Nawet jeśli w tym przypadku ułożyły się one alfabetycznie w folderze utworzonym gdzieś na etapie miksów.?

MS.: Jakie kryteria są dla Was najważniejsze podczas wyboru numeru prezentowanego fanom w charakterze przedsmaku nadchodzącej płyty? Przedstawienie im ?Blanket of Ashes? było pretekstem do wydania ?Teeth, Toes And Other Trinkets? czy na odwrót?
THS.: ?Wypuściliśmy ten numer jako zapowiedź całego krążka. W międzyczasie myśleliśmy jednak nad jakąś kompilacją? wiesz, na zasadzie: ?Mamy papier z Debemur Morti, hurra! [śmiech]? i numer całkiem nieźle się wpasował. Na składaku są przeróżne rzeczy z różnych okresów. Coś dla każdego? chyba??
TP.: ?Myślę, że na etapie ?Teeth, Toes And Other Trinkets? był to po prostu najbardziej kompletny kawałek. Był to również utwór, z którego byliśmy szalenie zadowoleni, więc pojechaliśmy właśnie z nim. Nie było to posunięcie wykalkulowane. Lubimy wrażenie kalkulacji i czasami się nią posługujemy, ale nie za często.?
THS.: ?Wiele udajemy??

MS.: Do prac Ashkana Honarvara jesteście nastawieni tak entuzjastycznie, że szukając autora okładki Waszej płyty wybraliście właśnie jego. Jak trafiliście na jego kolaże? Które elementy jego dzieł przemówiły do Was najgłośniej, czyniąc go właściwym gościem do TEJ roboty?
THS.: ?W moim przypadku było to jego podejście do (mrocznej strony) ludzkiego psyche i jego niestandardowy model pracy. Tu nie ma photoshopowych sztuczek typu ?tnij i wklejaj?, tylko prawdziwe nożyczki, papier i klej. Koleś wycina elementy ze starych, często przedpotopowych książek, aranżując przycinanie wedle jasnej wizji tego co chce wyrazić. Do tego jeszcze jego twórczość nie wygląda jak żadna inna, co czyni ją tak szalenie fascynującą. Nie zawsze zauważasz to od razu, lecz kiedy przyjrzysz się uważnie pozornie różnym jego pracom, z pewnością zauważysz pewien wspólny mianownik. Rzuć okiem na ashkanhonarvar.com, a naprawdę się zdziwisz!?
TP.: ?Jest naszym dobrym przyjacielem i naprawdę utalentowanym artystą. Mieliśmy kilka pomysłów na okładkę, ale okazało się, że więcej jest tych, których chcemy uniknąć, niż tych, które chcemy wcielić w życie. Chcieliśmy czegoś innego, czegoś unikalnego. Czegoś o dużej konceptualności i znaczeniu, ale niczego na zasadzie prostej ?zapchajkichy?. Ashkan spisał się na medal w każdym jednym calu i najprawdopodobniej ponowimy z nim współpracę w przyszłości jeśli tylko będziemy mieć taką możliwość.?

MS.: Powiedzieliście, że jego twórczość wymyka się zarówno modernistycznym, jak i oldschoolowym trendom. To samo odnieść można do muzyki. Kocham muzykę nieskrępowaną pętami tendencji i konwencji. Wasza jest unikalna i nawet jeśli porównań z ULVER ? który również i w podobnym czasie pojawił się na norweskiej, blackmetalowej scenie przechodząc przez podobne ewolucyjne stadia ? nie da się w Waszym przypadku uniknąć, MANES i tak brzmi? intrygująco i inaczej. Wasz proces twórczy wymaga pewnej izolacji od tego, co w świecie muzyki dzieje się dokoła Was, w celu odcięcia Waszej uwagi od zewnętrznych wpływów? A może to właśnie uważna eksploracja z otwartym umysłem tego, co muzyczna scena ma do zaoferowania popłaca w największym stopniu? A tak na marginesie ? co myślicie o ULVER? Znacie osobiście Rygga i ekipę?
THS.: ?Tak w sumie to obecnie nie słucham za wiele muzyki. Niemal wszystko, co wychodzi dzisiaj brzmi w sposób szalenie planowany, przetworzony i sterylny? Wszystko brzmi też tak samo. Podobnie jak filmy hollywoodzkie i mass media. Niestety, bardzo rzadko trafiam na coś, co naprawdę przykuwa moją uwagę. Tak więc nie staram się niczego unikać. Zdaje się raczej, że to reszta świata próbuje unikać mnie [śmiech]. Myślę, że ULVER był wspaniałym zespołem w najbardziej eksperymentalnych stadiach swojej ewolucji, ale teraz zrobili się strasznie ?bezpieczni.??
TP.: ?Nie mam żadnych ograniczeń jeśli chodzi o muzykę i słucham wszystkiego tego, co mi się podoba i nie obchodzi mnie o jak komercyjnym czy głęboko podziemnym szyldzie mówimy. Mimo to, jestem bardziej muzycznym haterem niż miłośnikiem. Jeśli zaś chodzi o ULVER to wydaje mi się, że w ostatnich latach brzmią jakby trochę banalnie. Naprawdę uwielbiałem ?Nattens Madrigal? i najbardziej eklektyczne z ich elektronicznych rzeczy, ale dziś nie specjalnie raczej mnie interesują.?

MS.: Początkowo MANES był projektem pobocznym ATROX. Kiedy konkretnie stało się jasne, że powyższe status quo nie utrzyma się zbyt długo? Debemur Morti Productions podzielili Waszą biografię na trzy rozdziały, między którymi zawsze występuje jakiś hiatus. Widzisz obecnie szansę na pełno-etatowo funkcjonujący MANES?
THS.: ?To nie Debemur Morti Productions podzielili naszą biografię na trzy rozdziały. My to zrobiliśmy. Myślę, że MANES trwać będzie jeszcze jakiś czas i zaliczać będzie tego typu bessy między okresami kreatywnej podniety [śmiech]. Chociaż, kto wie? Może jutro znienawidzimy wszystko, co zrobiliśmy i zdecydujemy oddać szyld w stan spoczynku? Tego nikt nie wie.?
TP.: ?Nadszedł dla nas teraz okres urodzaju i mamy za pazuchą masę gotowego materiału. Może nie w 100% skończonego, ale na pewno skończonego w takim stopniu, że zaczyna to brzmieć dobrze. Coś nowego z naszej strony pojawi się na pewno w najbliższej przyszłości. Przed nami również kilka koncertów, w tym występ na Dark Bombastic Evening Festival, w Transylwanii, w sierpniu 2015 roku, oraz ten na Norweskim Blastfest, w lutym 2016 roku. Czytając to wszystko może się wydawać, że liczymy na niezłe kokosy, choć absolutnie tak nie jest [śmiech].?

MS.: Dzięki Panowie!

autor:  Kępol (kwiecień 2015)



<<<---powrót