Wywiady

Wielu metalowych artystów wcielało się już w psychopatów, posuwając się wręcz niekiedy do pisania tekstów utworów w pierwszej osobie liczby pojedynczej, zawsze wskakując natomiast w przysłowiowe buty kogoś, kogo percepcja rzeczywistości znacznie odbiega od tej cechującej jego statystycznego brata bliźniego. Spektrum formacji, które wzięły na warsztat zagadnienie umysłowej patologii jest szerokie i różnorodne, obejmując tak podziemne nazwy jak UZIEL czy SPHERE, rozciągając się jednak równolegle na zdecydowanie bardziej rozpoznawalne i dla wielu kultowe w rodzaju NECROPHAGIA i sięgając wreszcie logotypów prawdziwych klasyków metalowego łoskotu, takich jak KING DIAMOND, METALLICA czy SLAYER. W której z tych umownych przegródek uplasuje się ostatecznie EMBRIONAL – czas pokaże, bo mimo słusznie rewelacyjnego odbioru ich najnowszego majstersztyku pod tyleż lakonicznym, ileż wstrzeliwującym się w samo sedno tytułem „The Devil Inside” przychodzi się grupie mierzyć z niemałymi obstrukcjami natury obiektywnej. Kilka lat temu Orion z BEHEMOTH mówił coś o pechu prześladującym ten zespół oraz o „losie mszczącym się za całą tę satanerkę” i nawet jeśli z perspektywy ich dzisiejszej pozycji brzmi to troszkę paradoksalnie każdy, kto choćby pobieżnie orientuje się w dziedzinie biografii pomorskiej bestii i posiada zwoje mózgowe we właściwym miejscu wie, że jest ona również, a może wręcz przede wszystkim, wynikiem ciężkiej pracy, jaką Nergal i jego ekipa włożyli w przezwyciężenie tychże i że wspomniana sprzeczność jest tu wyłącznie pozorna. Podobnie jak dygresyjny charakter powyższego zdania, gdyż nawet wewnątrz EMBRIONAL występuje opinia, jakoby otchłań szaleństwa, w jaką spoglądają muzycy tej grupy przyjrzała się ostatecznie również i im. Kończąc wstęp do tego wywiadu rzeczoną parafrazą cytatu z Nietzschego nadmienię może jeszcze tylko, że zespół zrealizował – przy współpracy z Sebastianem ‘Semenem’ Turkowskim – wideoklip do „Madman’s Curse”, czyli 9. utworu na swym najświeższym krążku i czym prędzej zaproszę Was do lektury!

Mroczna Strefa [Kępol]: Ave! Jam jest Kępol, a wołam do Was z otchłani Mrocznej Strefy! Wiem, że niechętnie rozwijacie ten wątek w wywiadach, ale sądzę, że zupełne przemilczenie problemu byłoby z mojej strony plugawym nietaktem. Jak czuje się zatem Kamil? W jakim stopniu realna jest na dzień dzisiejszy szansa na powrót do tzw. normy, tak w kwestii funkcjonowania zespołu, jak również życia prywatnego Waszego perkusisty? Czym zajmujecie się w chwilach takich jak ta, kiedy to EMBRIONAL wstrzymuje oddech?
EMBRIONAL [Rychu]: „Cześć! Tematy zdrowotne kogokolwiek z nas to raczej nie jest temat do publicznych dyskusji. Na chwilę obecną powiemy tyle, że czuje się podobno – jak to sam stwierdził – lepiej. Nie wiemy jaka jest realna szansa na powrót do tzw. normy i jak długo może ona trwać. W kwestii funkcjonowania zespołu można rzec, że jest w stanie chwilowej hibernacji. Każdy z nas musi sobie w jakiś sposób własne życie również poukładać i wyprostować na nowo. Zmierzyć się z własnymi demonami. Potrzeba na to trochę czasu i pracy. Ile trwał będzie taki stan? Nie wiemy. Oby jak najkrócej.”

MS.: Nie ustajecie w promocyjnej krucjacie, w której sztandarem Waszym okładka najnowszej płyty zespołu, czyli rzecz jasna „The Devil Inside”. Bardzo szybko okrzyknięto Was formacją wielką, co ze swojej strony jedynie potwierdzam. Pod względem artystycznym osiągnęliście już poziom niedostępny dla 99.9% kapel, ale wiele zespołów o takim potencjale przechodziło już bez należnego im echa. Czujecie podskórnie, że w Waszym przypadku jest szansa na taką rozpoznawalność, która pozwoliłaby Wam traktować granie w kategoriach działalności zawodowej? Zależy Wam na czymś takim?
E.: „Dzięki za pochlebstwa. To zawsze miłe wiedzieć, że komuś podoba się to, co robimy lub docenia wysiłek włożony w ten zespół, w tę płytę. Wierząc jednak w to, co mówią inni, po osiągnięciu takiego poziomu artystycznego musielibyśmy schować instrumenty do muzeum, bo więcej się nie da. Raczej uważamy, że jesteśmy na początku tego powolnego i żmudnego procesu by osiągnąć taki stan zadowolenia. Czy jest szansa na jakąś rozpoznawalność EMBRIONAL w tym zalewie dobrych i gównianych zespołów? Wierzymy, że tak. Chcemy zrobić coś swojego i do tego zmierzamy, ale jaki to przyniesie efekt końcowy i czy wiąże się on z graniem w kategoriach zawodowych, nie mamy zielonego pojęcia i chyba też na czymś takim za bardzo nam nie zależy. To dosyć męczący tryb życia, a lubimy wygodę i stabilizację, której granie i tworzenie stricte dla pieniędzy nie daje.”

MS.: Spodziewaliście się aż tak pozytywnego odzewu na „The Devil Inside”? Świetny tytuł tak nawiasem mówiąc. Prosty, acz efektowny. Rasowo ekstremalny, a jednak na swój sposób wyszukany. Jak na niego wpadliście?
E.: „Odzew na album jest naprawdę zaskakujący, zwłaszcza że obecnie, w szerokim gronie muzyków i słuchaczy, popularne są zupełnie inne klimaty. Nie każdy ma ochotę natrudzić się podczas słuchania. Tym bardziej miło, że kilku osobom jednak się chce. Tytuł to efekt ostatnich 3 lat pracy nad muzyką i tekstami. To również efekt różnych osobistych, życiowych koszmarów. Nie powstał tak od razu. Ewoluował pod wpływem w/w rzeczy i właściwie został przez nas zatwierdzony tuż przed samym masteringiem. Owszem, jest prosty, ale znaczący. Bardzo dobitnie oddaje charakter muzyki, zespołu, nas samych i tego co na nas wpływa i z nas wypływa. Lepiej tego charakteru muzyki nie oddałby żaden inny tytuł, więc cieszyć się tylko, że nikt nie użył go wcześniej by nazwać album.”

MS.: Niedawno wystąpiliście w audycji ‘Nemezis Worship’ emitowanej przez Radio Revolta. Przygotowywaliście się do tego wydarzenia pod jakimś szczególnym kątem?
E.: „Pytania zadałeś bardzo szybko, więc nie było możliwości odpowiedzieć na nie przed audycją. Jak to w kilku podobnych przypadkach już było, nie przygotowujemy się jakoś specjalnie do tego. Raczej ciekawiej wychodzi taka pogadanka jeśli obie strony idą na przysłowiowy żywioł. Trochę muzyki, trochę pytań, trochę alkoholu i tyle [śmiech].”

MS.: Studiując wasz profil facebookowy dokopałem się do polskich wersji tekstów utworów, które trafiły na „The Devil Inside”. Spotkałem się w życiu z poezją turpistyczną, by nie odnosić się w nieskończoność do tekstów czy okładek death gore’owych szyldów. Jestem również fanem dzieł Zdzisława Beksińskiego, H.R. Gigera czy filmów Tima Burtona bądź Davida Lyncha więc tzw. element brzydoty w czyjejś twórczości nie jest dla mnie czymś nowym czy niezrozumiałym. Myślę, że Wam udało się jednak przekroczyć pewną granicę. Liryki sprawiają takie wrażenie, jak gdyby nadrzędnym Waszym celem było upchanie w jednostce tekstu takiej ilości ohydy, od której aż kręci się w głowie. Podczas ich lektury treść schodzi na dalszy plan, a pierwsze skrzypce zaczyna grać forma stanowiąca tu najbardziej jaskrawą antytezę estetyki z możliwych. Zamierzony efekt? To, co złe czy brzydkie rzeczywiście intryguje Was w aż takim stopniu, czy chodzi raczej o uprawianie sztuki w swej przekornej naturze szorstkiej, stojącej w opozycji do konwencjonalnego i przesłodzonego kiczu?
E.: „Tekstami bliżej nam do psychozy niż gorowo-mięsnych tematów. Owszem, nie brakuje w nich różnego rodzaju obrzydliwości, ale raczej w opętanym i schizofrenicznym umyśle nie znajdziesz miłych dla oka historii. Tam zawsze czai się ogromny strach, przerażenie, szaleństwo i zniekształcona wizja rzeczywistości. Brzydota takiego umysłu jest zarazem odpychająca i fascynująca. To świat nieograniczonych możliwości budowania różnego rodzaju wizji, których chcieliśmy dotknąć i posmakować. Podane w sposób delikatnie poetycki i zakręcony pod względem budowy zdań, tworzy dodatkową iluzję na wzór jawy i snu. Staraliśmy się mocno ubarwić i powykręcać teksty bez popadania w śmieszność i epatowania stopniem zupełnie nierealnej agresji. Minimum treści, maksimum elementów odpychających by stworzyć żywe szaleństwo. Trudno to opisać patrząc z boku, bo proces pisania polegał na emocjonalnej chwili i kotłujących się w głowie obrazów. Poza chęcią przerażania ponurymi historiami miał to być również manifest wkurwienia i oczyszczenia z różnych codziennych, prywatnych spraw. Nie ma tam w nich nic z przekory czy bycia na siłę wydumanym bajkopisarzem. Przez naszą wyobraźnię patrzymy na świat oczami szaleńca i przy odpowiednim stanie duchowo-emocjonalnym spisujemy słowa w relacje z takich wizji.”

MS.: Obieracie jakąś ideologiczną czy filozoficzną postawę odzwierciedlającą się w przekazie? Opowiedz proszę o treściach, których nośnikiem są utwory z „The Devil Inside”.

E.: „Nie podążamy za żadną ideologią czy filozofią poza własnym wyobrażeniem rzeczywistości popartym doświadczeniem, wiedzą, obserwacjami i stanem umysłu pod dyktando naszych radykalnie różnych charakterów. Poza fascynacją przerażającymi emocjonalnie i wizualnie historiami, które powodują w nas różne czynniki zewnętrzne nie doszukiwałbym się w treści „The Devil Inside” ukrytych głęboko przekazów, może poza hektolitrami żółci, jaka z nas wypływała w trakcie procesu tworzenia. Bardziej zależy nam na tym, aby treści muzyczne i słowne wywoływały schizofreniczne stany umysłu wśród posiadaczy tego produktu bez względu na nośnik.”

MS.: Mamy raptem marzec, a ja już teraz wiem, że „The Devil Inside” to jedna z najlepszych płyt 2015 roku. Gdy natknąłem się gdzieś na przedpremierowo udostępnioną próbkę tego materiału, w mgnieniu oka stało się dla mnie absolutnie jasne, że na Waszej nazwie będę się musiał na chwilkę zatrzymać. Gdy nadrabiałem zaległość związaną z lekturą debiutanckiego „Absolutely Anti-Human Behaviors” moja ekscytacja oscylowała wokół topowych wartości skali, ale w najśmielszych snach nie marzyłem nawet o tym, że jego następca okaże się płytą AŻ tak miażdżącą! Myślę, że odnośnie czysto muzycznej płaszczyzny kluczowymi terminami są tutaj… umiar i równowaga. „The Devil Inside” jest bliski absolutnej perfekcji pod względem technicznym, ale nie jest przeprodukowany. Słychać, że zostawiliście masę miejsca na wykonawczy naturalizm. Mamy tu sporo mrożących krew w żyłach i – nie bójmy się tego określenia – chwytliwych progresji riffowych (końcówka „Evil’s Mucus”, zwrotka w „Behind the Mask of Sanity”, „910”), ale hasło ‘melodic’ nie wchodzi raczej w grę. Płyta usiana jest niestandardowymi zabiegami warsztatowymi nie tylko w wykonaniu Kamila (choć jego perkusja rzeczywiście od razu rzuca się ‘w uszy’), aczkolwiek nie przeszkadza Wam to zabrzmieć niczym KRISIUN, AZARATH czy STILLBORN. Myślę jednak, że najrozsądniej będzie oddać głos Tobie…
E.: „Dziękujemy za takie słowa uznania. Trafiłeś w samo sedno tego, czym w naszych oczach ma być EMBRIONAL. W sumie to wszystko wyszło z nas bardzo naturalnie. Nie siedzieliśmy na sali kalkulując co i jak upchać do tego materiału, ile i gdzie pokazać różnych zagrywek, bo to dla nas nienaturalne. Poza wspomnianymi przez Ciebie elementami niestandardowymi, nad którymi musieliśmy sporo posiedzieć i odpowiednio je przygotować, to całość była ciekawym, bardzo twórczym emocjonalnie procesem. Wykonawczy naturalizm, przestrzeń mimo zdecydowanie dusznej atmosfery i natężenia dźwięków jest dla nas bardzo istotnym elementem tej układanki. To daje nam również duże pole do popisu, pozwala nie ograniczać się i w różnorodny sposób podchodzić do dźwięku.”

MS.: Nie eksperymentowaliście w kwestii wyboru studia i dźwiękowca, który wykręcić miał idealnie wyważone brzmienie dwunastu – nie zawaham się użyć tego określenia – wybitnym utworom, jakich tytuły utworzyły traklistę „The Devil Inside”. Arek ‘Malta’ Malczewski majstrował już przy konsolecie realizując materiały takich kapel jak AZARATH, NOMAD, DECAPITATED, BEHEMOTH czy LOST SOUL. „The Devil Inside” nie brzmi bynajmniej jak muzyka obdarzona brzmieniem o przypadkowych parametrach. Wasza czy jego to zasługa? Mieliście precyzyjnie określone preferencje w tym zakresie czy został tu jednak jakiś margines spontaniczności? Jak opisalibyście współpracę ze wspomnianym realizatorem? Taki z niego jajcarz i imprezowicz, jak niektóre wydawnictwa DVD z jego udziałem mogą sugerować [śmiech]?
E.: „Mimo, że poprzedniej płyty nie nagrywaliśmy u niego, tylko Malta zajął się mixem i masterem, wiedzieliśmy, że kolejną chcemy w pełni zrobić już u niego. On ma odpowiednie doświadczenie aby zrealizować porządnie muzykę. Problem mają jedynie zespoły, które nie posiadają wizji jak ich płyta ma brzmieć lub umiejętności, tylko oczekują produktu brzmiącego jak zespół X i Y. Tak masowo tworzy się kolejne plastikowe klony. Zabierając się do współpracy z Maltą nad „The Devil Inside” wiedzieliśmy od początku czego chcemy, oczekujemy i jak ma zabrzmieć ten materiał. On był wykonawcą tych oczekiwań. Oczywiście trwało to sporo czasu ze względu na różne perturbacje, ale tak naprawdę osiągnęliśmy zamierzony efekt końcowy w 3 dni, które w Warszawie wspólnie poświęciliśmy całokształtowi.”


MS.: „The Devil Inside” to płyta rozpięta gdzieś między technicznym a brutalnym death metalem. Słychać na „Absolutely Anti-Human Behaviors”, że tego typu kierunek obraliście już dużo wcześniej, ale na tamtym krążku nie uświadczyłem aż tak silnych nawiązań do estetyki black czy też post blackmetalowej. „Funeral March” czy „Madman’s Curse” mogłyby pod względem płaszczyzny instrumentalnej trafić na jakieś wydawnictwo NACHTMYSTIUM, INFESTUS, BENIGHTED IN SODOM czy AOSOTH, a przecież na całej długości krążka black metal, nawet gdy teoretycznie go nie ma, daje znać o sobie w sposób niedosłowny. Inspiruje Was bardziej współczesna czy starsza szkoła takiego grania? Wytyczacie sobie jakieś granice stylistycznego rozwoju, na przykład odnoszące się do elementów, jakie absolutnie nigdy nie trafią na żaden album EMBRIONAL?
E.: „Muzycznie staramy się nie ograniczać niczym. Nie jesteśmy pod tym względem ortodoksami. Stara szkoła, nowa szkoła, miks tego czy tamtego. Jakie to ma znaczenie? Lubimy słuchać dobrej i ciekawej muzyki, bez względu na rodzaj, gatunek, pochodzenie czy czas w jakim powstała. Nie jesteśmy młodzikami, więc przez cały ten czas wiele różnych wpływów przez nas przenika, a to oczywiście naturalnie ujawnia się w tym, co sami robimy. Inspiracje to bardzo istotna sprawa w życiu, więc nie mamy zamiaru ich niczym blokować. Tworzymy różnorodną muzykę i tego na pewno będziemy się trzymać w przyszłości, bo sprawia nam to najwięcej radochy. Druga sprawa jest taka, że nie ma u nas jednej osoby odpowiedzialnej za całokształt muzyki. Wszystko, co powstaje to entropia trzech indywidualnych osobowości. W przyszłości mamy nadzieję, że już czterech. Co pokażemy w kolejnych odsłonach, tego jeszcze sami do końca nie wiemy, ale będzie to muzyka najbardziej ambitna, na jaką będzie nas w danym momencie stać i zgodna z naszymi osobistymi fascynacjami. Jeśli masz na myśli jakieś radykalne rewolucje stylistyczne, to może tak, ale na pewno pod inną nazwą.”

MS.: Osobiście uwielbiam nie tylko muzyczną zawartość „The Devil Inside”, ale również stronę wizualną. Okładka i cała oprawa graficzna są po prostu świetne! Odpowiednio chore, lecz podobnie jak Wasza muzyka piękne w swojej brzydocie, nie wspominając już nawet o profesjonalizmie, który zdaje się cechować niemal każde kiwnięcie palcem z Waszej strony. Kto jest autorem? Jak ważna jest dla Was płaszczyzna graficzna?

E.: „Piękne w swojej brzydocie [śmiech]. Tak, oprawa graficzna to również bardzo istotna dla nas część tej płyty. To dopełnienie klimatu, jaki tam panuje. Przecież najstraszniejsze grobowce mają zawsze piękne i przerażające drzwi. Bardzo nam schlebia i cieszy nas to, jak odbierasz ten zespół, bo faktycznie staramy się, na ile jest to możliwe w naszej sytuacji, podchodzić do każdego elementu bardzo profesjonalnie. Tak naprawdę w ten zespół, pośrednio i bezpośrednio, jest już zaangażowanych kilka osób i każda z nich podchodzi do wszystkiego jak najpoważniej i z pasją w tym, co robi. Wspomnę tu o: Marcinie Koprowskim z Weztingremo, Grzegorzu Fijałkowskim z Godz ov War, Sebastianie Turkowskim, Eryku z Old Temple, Mariuszu Krajewskim, Piotrze Kurku, Mirosławie Muzykancie, Grzegorzu Gromadzie z Gromar 3D. To bardzo pomaga utrzymać nam ten stan na kilku płaszczyznach, nie tylko stricte muzycznych. Za grafiki jak zawsze odpowiedzialny jest Mariusz Krajewski, a do kupy poskładał to Piotr Kurek z Mentalporn/Third Eye Temple.”

MS.: „The Devil Inside” ukazał się nakładem nie jednej, a czterech wytwórni, w skład której to fonograficznej gromadki weszły Old Temple, Godz ov War, Third Eye Temple oraz Hellthrasher Records. Na jakiej zasadzie powyższe się odbywa? Jest tu jakiś główny wydawca, czy wszystkie te podmioty upubliczniają krążek na równych prawach? Czemu potrzebowaliście aż czterech firm? Jak sprzedaje się limitowana edycja z dołączoną maską?
E.: „Old Temple jest odpowiedzialna za wydanie regularnej wersji CD. Płyta CD i layout do limitowanej wersji również pochodzi od Old Temple, natomiast reszta oprawy jak czarne pudełko ze srebrnym nadrukiem i maską 3D to kooperacja z Godz Ov War, Third Eye Temple i Gromar 3D. Kasetę wydał Third Eye Temple i Godz Ov War, a winyl ukaże się nakładem tylko Hellthrasher. To wspólne przedsięwzięcie na równych prawach tych 4 wytwórni, w porozumieniu z nami i w bardzo koleżeńskim układzie. Każdy z nich wydaje to na własnych zasadach i promuje to na swój sposób. Edycja limitowana praktycznie już nie istnieje. Zostało kilka sztuk.”

MS.: Wasza twórczość ilustruje mroczną stronę egzystencji. Nie boicie się czasami tego, co może obudzić się w człowieku podczas eksploracji takiej stylistyki? Osobiście uważam, że lepiej dawać upust negatywnym pierwiastkom naszej jaźni poprzez obcowanie z czymś kreatywnym niż, podobnie jak 90% społeczeństwa, robić to w życiu codziennym. Ludzie, przykładowo, raczą się horrorami w towarzystwie chipsów czy pizzy, wiedząc że ‘to tylko film’. Myślę, że metal to bardzo często taka właśnie makabra zaadaptowana do muzycznych realiów i nie mam tu na myśli wyłącznie krążków KING DIAMOND, ALICE COOPER, NECROPHAGIA, CARACH ANGREN czy THE VISION BLEAK, którzy robią to jakby ‘z definicji’. Metal to również przekaz prawdy. Często podanej w formie mocno przerysowanej, ale jednak prawdy. Wiele z tego, o czym mówią teksty CANNIBAL CORPSE w większym czy też mniejszym stopniu dzieje się za oknem. Jest więc muzyka EMBRIONAL pewnym buforem psychologicznym kanalizującym w sposób twórczy siedzący w ludziach syf, czy kolejnym wynalazkiem samego Szatana, zgniłym nasieniem pierwotnego zła, tylko czyhającym na możliwość zapłodnienia umysłów tych, którzy odważą się otworzyć Puszkę Pandory, na której umieściliście przecież jasne ostrzeżenie: „The Devil Inside”?
E.: „Ilustrujemy mroczną stronę egzystencji głównie poruszając kwestie psychiki ludzkiej. Czy to, co robimy jest w stanie w kimś ‘coś’ obudzić? Tego nie wiemy, ale pewne jest jedno, a mianowicie to, że muzyka jest generalnie sztuką o dużych pokładach energii. Potrafi mocno wpływać na umysł i uczucia ludzkie, w sposób zarówno pozytywny, jak i negatywny. Uważamy, że na albumie „The Devil Inside” jest sporo takiej negatywnej energii. Ta twórczość to ‘nerka’ naszych umysłów, która oczyszcza nas, a jednocześnie pozwala pokazać innym obrazy wyjęte z naszej psychiki. Czy wobec tego to, co tworzymy może zadziałać negatywnie na słuchacza? Miejmy nadzieję, że nie... Osobiście nikomu nie życzę prawdziwego strachu przed własną wyobraźnią, w której to rzeczywistość staje się formą względną i nieprzewidywalną… To bardzo niebezpieczny i zły stan umysłu… Na szczęście przypadków skrzywienia psychiki u słuchaczy jeszcze nie stwierdzono i oby tak pozostało. Bardziej to nam się pierdoli w głowach od tego, co robimy. Uważamy, że zdecydowanie lepiej dawać upust takim pokładom energii w sposób twórczy niż dusić to w sobie. To pozwala nam utrzymać nasz stan psychiczny na przyzwoitym poziomie nie powodując negatywnej ingerencji w rzeczywistym życiu innych. Czy wykreowany obraz naszej twórczości jest prawdziwy? Dla nas zdecydowanie tak…”

MS.: Mam rozumieć, że po powrocie Kamila w szeregi EMBRIONAL rusza w koncertowe boje, nieludzko głodny pokłosia głów pod sceną i hojnego rozpylania zarodników najprawdziwszej w świecie muzycznej grzybicy, po czym dzielicie się między sobą pomysłami odnośnie kolejnego materiału studyjnego, tak? Co konkretnie planujecie na nadchodzące miesiące?
E.: „Taki mamy dokładnie plan, ale co z niego wyniknie, to zobaczymy w przyszłości. Nie wszystko jest takie kolorowe, jakby mogło się wydawać. Ta płyta jest chyba naznaczona złem i opętana, bo cały czas coś powoduje, że jesteśmy z różnych stron blokowani. Wywołaliśmy coś, co nie pozwala nam iść dalej bezboleśnie i wystawia na ciągłą próbę sił. To zły materiał do szpiku kości.
Dzięki za wsparcie i bardzo interesujące pytania. PozdrV!”

MS.: Dzięki wielkie & don’t keep the Devil Inside [śmiech].

autor:  Kępol (czerwiec 2015)



<<<---powrót