Wywiady

Obecny wokalista DEIVOS, Hubert 'Angelfuck' Banach, którego odpowiedzi do zadanych przeze mnie pytań możecie przeczytać poniżej, to zdecydowanie skromny przedstawiciel grona muzyków metalowych. Gdyby się pysznił, że gra w jednej z najlepszych polskich, deathmetalowych kapel i ryczał do mikrofonu na najlepszych jej płytach każdy z powyższą materią zapoznany w najgorszym razie przyjąłby owe wyznania jako suchy fakt. Jego zdanie na ten temat ma natomiast charakter mocno stonowany, ale może coś w tej strategii jest. Nie sztuką jest bowiem nagrać kilka zacnych krążków i z wyrazem satysfakcji na twarzy osiąść na laurowym tronie. Tylko przekonanie, że najlepsze dopiero przed kimś może ukierunkować jego działania wyżej i nie zamierzam wątpić w to, że w przypadku DEIVOS tak właśnie będzie. Nawet jeśli "Theodicy" postawiłem obok ukochanych przeze mnie tytułów w gatunku głęboko wierzę w to, że doceni się ich tak, jak na to zasługują i że wszyscy ci, których pole widzenia ogranicza trójkąt o bokach VADER - BEHEMOTH - DECAPITATED wyściubią nosa spoza jego ścian by odkryć na wskroś niezwykłą brygadę deathmetalowych artystów o imieniu DEIVOS!

Mroczna Strefa [Kępol]: Ave! Kępol z Mrocznej Strefy pozdrawia Was serdecznie! Może nadmienię od razu we wstępie, że zaliczam się do grona osób szczerze zachwyconych całością Waszego dorobku muzycznego. Wielkie gratulacje! Nie brakuje dziś technical deathmetalowych kapel pocących pośladki w wyścigu po złoty laur równowagi między brutalnością a precyzją wykonania. Poprzeczka stoi w tej kwestii już bardzo wysoko, choć efekt jest taki, że olbrzymia część reprezentantów konwencji - zwłaszcza za oceanem - brzmi po prostu identycznie. Wy macie styl. Wyklarował się sam, czy były potrzebne jednak pewne założenia? Docierają do Was w ogóle jakieś negatywne opinie na temat tego, co robicie?
DEIVOS [Angelfuck]: "Czołem! Miło i fajno, że ten pierwiastek własnego stylu jest słyszalny. Myślę, że każda kapela do tego dąży, ale chyba nie da się czegoś takiego założyć. Wypracowuje się go przez lata z płyty na płytę i w sumie trudno stwierdzić w którym momencie można powiedzieć, że teraz to jest to. U nas nastąpiło to chyba jakoś samo z siebie z tym, że  nie był to cel sam w sobie. Ot, robimy swoje tak, jak czujemy i 'tadam'! Oczywiście ten proces nadal trwa i jeszcze trochę wody w Bystrzycy upłynie nim będzie można powiedzieć coś o charakterystycznym brzmieniu Deivos."

MS.: Skoro już jestem przy temacie niezliczonych technical deathmetalowych klonów zza oceanu, to zadam może takie pytanie: Co sądzicie na temat katalogu zacnej Unique Leader Records, do którego trafiły tak wielkie dzieła Waszego kolektywu jak "Gospel of Maggots" czy "Demiurge of the Void"? Szanuję tę wytwórnię za upór w promowaniu niełatwej przecież w odbiorze, choć wspaniałej muzyki, za konsekwentne realizowanie pewnej wizji z ich strony i mocno wykrystalizowaną tożsamość w czasach gdy lejbele rozbijają ryzyko braku sprzedaży na kilkanaście różnych gatunków. Złapałem się jednak na tym, że po otrzymaniu do recenzji bodaj debiutanckiej płyty CONTINUUM nie potrafiłem wskazać na jakiekolwiek wyraźne różnice między nimi a masą innych zakontraktowanych przez lidera grup. Mają u siebie DEEDS OF FLESH, BEHEADED, NERVECELL, BENEATH i inne wartościowe nazwy, ale nie wydaje się Wam, że są jednak troszkę zbyt monotonni w tym co robią?
D.: "Szczerze to nie jestem na bieżąco z tym, co teraz UL wydaje. Nie słucham już też tylu technicznych napierdalaczy jak niegdyś. UL to maniacy takiego grania i wydają się być w tym dość ortodoksyjni. Trudno mi powiedzieć jak to przekłada się na sprzedaż, to pewnie zależy od lokalnego rynku jak sądzę. Jeżeli słuchasz tylko jednego stylu grania, to na pewno po czasie stanie się to nużące, niezależnie od gatunku. Inną sprawą jest to, że kapel jest tryliard pięćdziesiąt dwie z czego zylion czternaście gra tak samo, taka jest cena za postęp i ogólny dostęp do wszystkiego włącznie z możliwością nagrania wszystkiego w domu na kompie, co zrobić?"

MS.: Czemu uciekliście z amerykańskiej stajni i jak klaruje się współpraca z naszą rodzimą Selfmadegod Records? Przywiązujecie wagę do tego kto wydaje Wasze płyty, czy liczy się tylko to, by nikt nie golił kapeli w zatrważający sposób?
D.: "Kontrakt z Ul przydał się ze względu na wypromowanie nazwy w świecie, jednak zbyt dużo spraw z racji odległości było poza naszą kontrolą, no i brak dobrej dystrybucji w kraju był nieco uciążliwy. M.in. dlatego zdecydowaliśmy o  zmianie wytwórni. Oczywiście jest dla nas bardzo ważne kto wydaje nasze płyty, a SMG obecnie jest dla nas najlepszym do tego miejscem. Współpraca z Karolem idzie bez przeszkód i obie strony są zadowolone z jej dotychczasowego przebiegu na tyle, że kolejna płyta będzie wydana także pod banderą Selfmadegod."

MS.: Za każdym razem gdy słuchałem Waszej muzyki czy to z "Emanation From Below", czy dwóch kolejnych, wspomnianych wcześniej krążków z katalogu Unique Leader Records wydawało mi się, że jesteście tak blisko gatunkowego absolutu jak chyba tylko można być. Na lewo i prawo sypiecie utworami o konstrukcji zawiłej, a przecież zagranymi nie tylko z nieludzką wręcz precyzją, ale i dbałością o to by wszystko brzmiało do tego w sposób całkiem organiczny i właśnie wtedy, gdy powiedziałem sobie: ‘Nie, lepiej się przecież nie da’ i byłem niemal pewien, że Wasza forma studyjna sięgnęła swego apogeum Selfmadegod Records wypuszcza Wasze "Theodicy", które pokazuje, że jednak potraficie wspiąć się wyżej. Ciężko było przeskoczyć poprzeczkę poziomu poprzednich wydawnictw? Jak tego w ogóle dokonaliście?
D.: "Wow, wstrzymaj konie, absolut jest w cholerę daleko. Wiesz, zawsze staramy się żeby kolejna płyta była lepsza od poprzedniczki, ale na to składa się wszystko, włącznie z tym gdzie i na jakim sprzęcie to nagramy i tak naprawdę dopiero po nagraniu i zmiksowaniu całości można to wstępnie ocenić, ale to oczywizmy. Mimo, że do materii podchodzimy dość tradycjonalnie to chcemy się rozwijać w ramach wybranego gatunku i próbować nowych rzeczy, więc naturalnie dążymy do tego żeby kolejne nagranie było lepsze od poprzedniego. Jeżeli założymy sobie, że najlepszy materiał już nagraliśmy, to możemy zakończyć działalność."

MS.: "Theodicy" to w moim odczuciu technical deathmetalowy album doskonały. Jak przystało na taką płytę można słuchać go w nieskończoność, ale również wzorem najwybitniejszych dzieł w gatunku wielokrotność przesłuchań nagradza. W przeciwieństwie do wielu płyt z technicznym death metalem "Theodicy" zostawia, bowiem co nieco w głowie słuchacza. Nie da się ukryć, że Wasz najnowszy krążek cechuje większa chwytliwość niż poprzednie. Utwór tytułowy czy "El Shaddai" wypełniają sekwencje momentalnie zapamiętywalnych riffów. Każdy jeden kawałek zaczyna się też stopniowo zastępującym intro motywem początkowym. Obniżyliście również strój gitar by uzyskać efekt jeszcze większego ciężaru. Podjęliście te wszystkie działania by niejako rewitalizować styl, w którym niejedno przecież powiedzieliście, czy najzwyczajniej w świecie pojawiły się pomysły i głupio ich było nie wykorzystać? Co Waszym zdaniem stanowi najważniejszy składnik dokonań DEIVOS?
D.: "No dzięki. Tak technicznie to chyba nie jest. Jest cała masa większych masturbatorów gryfu w eterze. Nie chcemy grać napierdalanki dla samego napierdalania. Pewnie stąd ta chwytliwość i charakterystyczne motywy poszczególnych numerów. Cieszę się, że nie tylko ja to słyszę. Bardzo ważne jest dla nas, aby płyta zapadała w pamięć, ale nie tylko jako całość, ale także wszystkie jej składowe z osobna.  Powodem zmiany czy to stroju gitary czy też studia jest to o czym już wspomniałem, chęć rozwoju i spróbowania nowych rozwiązań."

MS.: Macie wszelkie możliwe predyspozycje by zabrzmieć w sposób tak cybernetyczny jak tylko byście chcieli. Wy (i według mnie słusznie) wolicie za to pokazywać, że ultra-precyzyjny death metal niekoniecznie od razu musi rozwijać się w takowym kierunku i że równie dobrze można pracować nad tym by było i bardziej technicznie i gęściej. "Theodicy" to krążek o szalenie machinalnych strukturach, ale odznaczający się również nie byle jaką masywnością brzmienia. Sterylność produkcyjna nie jest chyba Waszą parą kaloszy, co? Jaki zwrot ewolucyjnej osi uprawianego przez Was gatunku muzycznego jest Waszym zdaniem najbardziej słuszny?
D.: "Jesteśmy oldschoolowcami co by tam sobie kto nie myślał i takie brzmienia są szczególnie bliskie naszym wątrobom. Cybernetyczne wstawki czy inne przeszkadzajki mają jedynie lekko odhumanizować atmosferę, bo musi być w metalu czuć złem i już. W DEIVOS  zawsze będziemy grać death metal i niczego innego nie powinieneś się po nas spodziewać. Oczywiście będziemy coś tam sobie za każdym razem kombinować w tę lub innę stronę, żeby nie grać tego samego na okrągło. Przesadna sterylność nas nie interesuje, dlatego nagrywamy u ZEDa żeby prócz tych maszyniastych patentów było słychać człowieka, który za tym wszystkim stoi i siedzi. Zaskakujących zmian stylistyki nie planujemy, ma być napierdol za każdym razem."

MS.: To, co w pierwszym rzucie rozwaliło mnie w kontakcie z „Emanation From Below” to okładka. Perfekcyjna rzecz na wydawnictwo z taką muzyką! Symboliczna, nieprzesadzona estetycznie i zrównoważona pod względem barw. Zauważyłem jednak, że fronty dwóch kolejnych krążków są mocno zbliżone do swego poprzednika pod względem stylistyki. Czy wykonała je ta sama osoba? Jeśli tak, to kto i kiedy sporządził tę do „Theodicy”?
D.: "Wszystkie obrazki, o których wspomniałeś są autorstwa Andrzeja "Leńu" Leńczuka z Alien Tattoo i powstały jako wzory tatuażu, a my tylko użyliśmy ich w charakterze coverów dla naszych płyt. Nie stoi za tym żadna filozofia, po prostu wydały się odpowiednie do śmierć metalu."

MS.: Trzy poprzednie krążki łączy również miejsce nagrywania, gdyż zarejestrowaliście je w Hertzu. Tym razem wybór padł na Tomasza Zalewskiego i jego Zed Studio. Chcieliście by "Theodicy" był inny również pod tym względem, czy o zmianie studia zadecydowały raczej kwestie prozaiczne? Jak nagrywało się z Tomkiem?
D.: "Chcieliśmy spróbować czegoś innego tym razem. Jak sam zauważyłeś, 3 krążki nagrane zostały w jednym miejscu, stąd już wiedzieliśmy czego mniej więcej po Hertzu się spodziewać i stwierdziliśmy, że pora na zmiany. Współpraca z Tomkiem była bardzo dobra. Uzyskaliśmy wszystko, czego chcieliśmy. Dla niego było to w dodatku również coś nowego, bo jak sam mówił: owszem, nagrywał metal, ale nie tak intensywny jak w naszym przypadku, wobec czego wszyscy byliśmy podjarani tym, jak ta współpraca wyjdzie. Okazało się, że uzyskaliśmy fajny balans między techniką a żywym brzmieniem, przybrudzonym, lecz klarownym i mamy nadzieję ten styl rozwijać. Kolejna płyta na pewno też będzie nagrana u ZEDa."

MS.: Obecnie promujecie "Theodicy" na koncertach. Jak nowy materiał sprawdza się na żywo w porównaniu z poprzednimi? Jaka atmosfera panuje na tych gigach? Granie u czyjego boku sprawiło wam największą radość i czyj koncert chcielibyście w przyszłości swym występem poprzedzić?
D.: "Nowy materiał jest bardzo koncertowy i bardzo dobrze gra nam się go na żywo. Ostatnio na naszych koncertach panuje atmosfera samotności, rzadko osaczenia, można się nieźle wyalienować, tak dużo osób przychodzi nas zobaczyć. Chcielibyśmy grać ze wszystkimi death metalowymi legendami i z blackowymi zresztą też, więc śmiało zapraszać DEIVOSA, jeśli stać was na zwroty za przejazd, bo nie odmawiamy nawet mniejszych sztuk, wiec serio uderzać jak w dym. Będziem grać."

MS.: Myślę, że DEIVOS ma wszystko, co potrzeba by zaistnieć w tak zwanym świecie. Macie za sobą kontrakt z amerykańską wytwórnią. W jakim stopniu Wasze granie przyjęło się na tamtejszym rynku? Selfmadegod Records, z tego, co się orientuję, sięgają w swojej jurysdykcji poza obszar naszego kraju. Promują Was również za granicą?
D.: "Nie wiemy tak naprawdę. Trzeba by pojechać i sprawdzić, ale to droga impreza i o wizę nie łatwo, ale sądząc po ilości próśb o płytę nadchodzących od meksykańskich kapel i zinów, to chyba gdzieś ktoś o nas słyszał. Selfmadegod ma bardzo dobrą dystrybucję w kraju i na świecie, więc jesteśmy tym faktem usatysfakcjonowani. Żeby zaistnieć gdziekolwiek trzeba by pograć jakieś trasy, ale nas nie stać na takie wojaże, więc będziemy istnieć bardziej w kraju, a najbardziej w Lubelskiem, bo dalej pojechać to też wydatek, a nikt nas nie chce sponsorować, więc figa z makiem, z pasternakiem."

MS.: Często spotykacie się na próbach? Jak powstają Wasze utwory?
D.: "Spotykamy się gdy musimy, bo jesteśmy starzy i mamy tam jakieś swoje inne sprawy, więc grywamy zwykle przed zbliżającymi się koncertami czy jak ogrywamy nowe numery lub pod pretekstem ważnych zespołowych spraw pijemy browary na salce i takie tam. Materiał robi Tomek i komponuje go z Wizunem, więc przez kilka miesięcy nie mamy prób całą kapelą i tylko tych dwóch tworzy w tajemniczym procesie, którego nikt nie był jeszcze świadkiem, więc trudno ocenić jak naprawdę to wszystko się dzieje. Gdy już dojdą do wniosku, że mogą nam coś zagrać nie narażając się na kpiny i zażenowanie, nagrywają reha i do tego każdy dokłada swoje 5 groszy i tak to mniej więcej leci."

MS.: Sięgnijmy może do początków DEIVOS. Jak konkretnie uformowaliście pierwsze szeregi? Od początku wiedzieliście, że chcecie zadawać śmierć przy pomocy precyzyjnych cięć metalem?
D.: "Nie wiem, jestem w kapeli od trzeciej płyty, ale znając Tomka, to nie sądzę, aby przyświecał mu jakiś inny filozoficzny cel niż naparzanie śmierć metalu i picie. Nie wiem, może myślał, że coś wyrwie jako chłopak z zespołem, a może się mylę i jest to jego swoisty katharsis, chociaż pewnie by powiedział „katharsis srarsis... ma być rozpierdol”."

MS.: Jakie deathmetalowe orkiestry inspirowały Was w największym stopniu? Dla mnie osobiście wchodzicie w skład ekstraklasy, ale istnieją wciąż jakieś kapele, do których poziomu staracie się równać, ktoś, kto wciąż jest dla Was wzorem w branży?
D.: "Cała masa kapel, głownie z lat 90., bo ten okres czasu był dla death metalu i metalu w ogóle szczególnie owocny. Nie będę wymieniał, bo za dużo tego. Zresztą, główne inspiracje dobrze słychać na naszych nagraniach."

MS.: Co robicie w wolnych chwilach poza graniem? Czym zajmujecie się zawodowo?
D.: "Każdy czymś innym lub niczym. Mścicho np. jest teraz na L4, bo złamał rękę i ma dużo czasu na czytanie, więc chyba dużo dziewczyn idzie z nim do łóżka. Ja pracuję w korporacji, dlatego mam czas odpisywać na wywiady. Tomek też gdzieś pracuje, a Wizun nie. Za to Kamil już tak i nawet zdarza mu się wyrzucać innych z pracy, taki to jest gość."

MS.: Dzięki wielkie za wywiad! Miażdżcie dalej!
D.: "Dzięki również. Będziemy miażdżyć może już w przyszłym roku. Ściągajcie płyty z netu, oglądajcie koncerty na youtube i wspierajcie swoich lokalnych internetowych prowajderów. Pozdrówka 666"

 

 

autor: Kępol



<<<---powrót