Wywiady

Andreas Nergard - czyli szef ochrzczonego nazwiskiem projektu i, jak się okazuje, założyciel wytwórni Battlegod Productions, za sprawą której wydaje swoje płyty - wyłożył karty na stół. Chce podbić metalową estradę. Osobiście kibicuję mu z całego serca, okładając lodem obolałe od zaciskania kciuki, bo dobrych utworów nigdy dosyć, a te, które pisze wspomniany pan do słabych zaliczyć doprawdy ciężko. Wielokrotnie słyszeliśmy określenie 'pop metal' i chyba mało kiedy zdarzyło się tak, by nie kryła się za nim jakaś kąśliwa ironia. Teraz widzę, że jest szansa by wreszcie na dobre pozbyło się ono pejoratywnego znaczenia, bo nawet jeśli nazwę Mroczna Strefa prędzej skojarzymy z corpse paintem niż szminką czy lakierem do włosów wątpię, by czytelnicy oraz czytelniczki naszego zacnego portalu okazali/ły obojętność takim utworom jak "An Everlasting Dreamscape", "On Through the Storm" czy "A Bit Closer To Heaven". Mrok i nostalgia idą tu bowiem w parze z radiową przebojowością, a przekaz emocji zachodzi z elektryzującym wręcz polotem. Wszystko wskazuje jednak na to, że najlepsze dopiero przed nami. Zapraszam do lektury. 

Mroczna Strefa [Kępol]: Witaj Andreas! W chwili gdy główkuję nad poniższymi pytaniami trzeci album NERGARD wchodzi w fazę nagrań. Jak przebiegają one póki co? Wypracowałeś jakiś ściśle określony plan dotyczący sesji nagraniowych czy mają one raczej zmienny, zależny od wielu czynników, charakter? Jaki tryb pracy podczas rejestracji śladów preferuje Andreas Nergard?
NERGARD [Andreas Nergard]: "Witam i dzięki wielkie za czas poświęcony temu wywiadowi! Sesja idzie dobrze jak na razie. Właśnie ruszyła na pełnym etacie i teraz poświęcam jej co najmniej 3-4 godziny dziennie. Trzy utwory mam już gotowe, a potrzeba mi jeszcze z siedem-osiem nim wezmę się za nagrania jako takie. Moim celem jest ukończenie wspomnianych przed rozpoczęciem miksów, zaplanowanych na październik/listopad tego roku. Wszystko zależy więc od tego jak szybko uporam się z komponowaniem pozostałych numerów. Tym razem nie chcę się z niczym spieszyć, bo zależy mi na najwyższym możliwym poziomie. Moje dwie poprzednie płyty były pisane w pośpiechu, w efekcie czego brzmią jak ukończone w jakichś 70%. Niespieszna praca nad utworami zagwarantuje mi tym razem dopięcie wszystkiego na tip-top, co jest dla mnie bardzo ważne. Lubię pracować pod presją czasu, ale jeśli nie mogę wyrobić się z terminem, wtedy zwyczajnie wyznaczam kolejny. Liczy się dla mnie tylko to, by płyta koniec końców brzmiała świetnie i by utwory były topowej jakości."

MS.: A gdzie teraz nagrywasz? Wspomaga Cię jakiś realizator? Czyje nazwisko pojawi się pod miksem i masteringiem Twojego trzeciego opusu i przy okazji: Z kim współpracowałeś podczas nagrań "Memorial For a Wish" i "A Bit Closer To Heaven"? 
N.: "Obecnie nagrywam w swoim własnym salonie. Sesja nie ma nic wspólnego z profesjonalnymi studiami nagrań, co wynika z prostego faktu, że muszę liczyć się z wydatkami. Miks wykonał Achim Kohler, niemiecki inżynier dźwięku, który zmiksował również "A Bit Closer To Heaven". "Memorial For a Wish" to natomiast robota mojego przyjaciela, Freda Amadeussa Zakariassena. Czuję się dumny z tego jak ostatecznie wyszedł "A Bit Closer To Heaven". Ma wspaniałe, dopracowane brzmienie, doskonale pasujące do profilu utworów. Mój pierwszy album to jednak pod tym względem kompletna porażka. Jeśli znajdę na to środki, prawdopodobnie nagram to jeszcze raz, albo chociaż zrobię re-mix. Kocham utwory, jakie nań trafiły, ale sam miks nie wyszedł za dobrze."

MS.: Masz już doświadczenie w pisaniu koncept albumów, choć tym razem odstawiłeś takie rzeczy na bok. Chciałeś troszeczkę od tego odpocząć i - że tak powiem - zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza? Rzeczywiście tak ciężko jak mówią napisać koncept album? 
N.: "Lubię robić rzeczy nowe i stawiać przed sobą wyzwania, więc odejście od konceptualizmu wydało mi się dość ekscytujące. Najbardziej lubię pisać koncept albumy, ale zrobiłem to już dwukrotnie, więc nadszedł czas by zmienić formułę. Do konceptów wracam jednak przy okazji płyty czwartej, nad którą również pracuję."

MS.: A co powiesz na temat współczesnych koncept albumów ze świata rocka i metalu? Jacy artyści są według Ciebie najlepsi w pisaniu wartościowych koncept albumów?
N.: "To trudne pytanie. Wśród moich ulubionych koncept albumów na pewno znajdą się "Imaginaerum" NIGHTWISH, "Metropolis pt. 2: Scenes From a Memory" DREAM THEATER oraz "Operation Mindcrime" QUEENSRYCHE. Trzy zupełnie różne krążki opowiadające szalenie ciekawe historie, ożywione przy pomocy naprawdę dobrej muzyki. Tobias Sammet i jego AVANTASIA również są w te klocki naprawdę nieźli. Nie potrafię tu nikogo faworyzować kosztem innych. Jest tylu piosenkarzy, którzy piszą świetne konceptualne materiały. Prawie zapomniałem o Arjenie Lucassenie - prawdziwym geniuszu jeśli chodzi o taką twórczość." 

MS.: Jak osobiście podchodzisz do tworzenia płyt konceptualnych? Jak to jest opowiedzieć jedną, spójną historię przy pomocy poporcjowanej na utwory muzyki? 
N.: "Staram się sprawić, by album brzmiał jak jeden kawał muzy, co winno być słyszalne od samego początku do końca, dając odbiorcy pełen obraz. Podoba mi się sposób, w jaki kompozytorzy podchodzą do tworzenia musicali czy też oper. By osiągnąć taki efekt wielokrotnie wykorzystuję na jednej płycie ten sam melodyczny temat. Coś na kształt choćby tego, co Howard Shore zrobił na potrzeby "Władcy Pierścieni". Ścieżka dźwiękowa tej trylogii pełna jest tematów melodycznych, które przewijają się przez wszystkie trzy części, ale Howard cały czas rozwija je i prezentuje w zupełnie innych odsłonach. Najtrudniej chyba jednak zaaranżować to tak, by poszczególne numery broniły się również jako całości osobne. Większość ludzi koncept jebie po całości, chcą po prostu kilku dobrych kawałków na płycie. Staram się więc usatysfakcjonować zarówno amatorów konceptualnych opusów, jak i tych, którzy zadowalają się pojedynczymi numerami."

MS.: Nie ukończyłeś nawet prac nad trzecim krążkiem, a już anonsujesz, że w drodze jest czwarty! Nie jesteś chyba typem artysty leniwego, co? Co tak właściwie daje Ci moc dostarczania jednego miażdżącego opusu za drugim?
N.: "Po ukończeniu prac nad "A Bit Closer To Heaven" byłem kompletnie wypalony, nie mając pojęcia co następnie robić. Czułem potrzebę zwrócenia NERGARD bardziej w stronę pop-rocka, ale coś mnie powstrzymywało i dzięki Bogu powstrzymało. Pół roku temu dotarło do mnie ostatecznie, że pogłębienie metaliczności brzmienia jest jedynym sensownym wyjściem. Flirtowałem z popem na poprzednich wydawnictwach, ale teraz będzie zdecydowanie bardziej metalowo. Numery będą cięższe, a płyta brzmieć będzie jak jedna, a nie dwie. Gdy zdałem sobie sprawę, że muszę zanurkować głębiej w metal napłynęła niespotykana wcześniej kreatywność i pomysły zaczęły pączkować, więc prawdopodobnie w tym roku dam Wam nie jeden, a dwa albumy. Naprawdę nie wiem co daje mi kreatywną energię. Mogę być 'pusty' całymi miesiącami i nagle coś się dzieje. Nauczyłem się pracować ciężko gdy napływa inspiracja, bo nigdy nie wiesz jak długo się ona utrzyma."

MS.: Warstwa tekstowa Twojego czwartego albumu zasadza się na prawdziwej historii. Zdradzisz szczegóły? Napisałeś już jakieś teksty czy muzykę, które mają nań trafić?
N.: "Historia oparta jest na tragicznych wydarzeniach, do których doszło w moim regionie. Miały one miejsce w 1718 roku gdy armia szwedzko-fińska próbowała zająć norweskie miasto Trondheim. Oblężenie nie powiodło się i zostali zmuszeni do wycofania wojsk w stronę Szwecji górskim szlakiem w Tydal. Ci żołnierze spędzili na polach blisko pół roku i zostali zdziesiątkowani przez choroby, brak żywności i srogą, norweską zimę. Podczas świąt Bożego Narodzenia, gdy wycofywali wojska, zostali zaskoczeni przez niemiłosierną śnieżycę, która przytrzymała ich w górach przez całe trzy dni. Z 5800 mężów blisko 3000 zamarzło na śmierć. Opowieść o nich krążyła w mojej społeczności od wieków i od pacholęcych lat jestem nią obsesyjnie zainteresowany. Zawsze chciałem napisać coś związanego z tym tematem, ale bałem się, że wyjdzie z tego coś na kształt SABATON czy MANOWAR. Kocham obie kapele, ale nie o to chodzi w NERGARD. Oczywiście sam też gram power metal, ale nie w tak bezpośredni sposób jak oni. Poświęcę dużo czasu na doskonalenie całej płyty, która opierać się będzie na kilku tematach melodycznych i która będzie brzmieć jak metalowy soundtrack do filmu. Zamierzam wykorzystać zapiski naocznego świadka - kapelana wojskowego nazwiskiem Nils Idmann, a historia, jaką opowie koncept będzie mieć miejsce w obozowisku nad jeziorem Essand, w Tydal. Zmarło wówczas więcej niż 200 żołnierzy i będę starał skupić się na beznadziejnej sytuacji ludzi, którzy dobrze wiedzą, że nocą prawdopodobnie upomni się o nich śmierć. Będzie to psychologiczny koncept-album nie mający nic wspólnego z hymnami wojennymi komponowanymi przez muzyków SABATON czy MANOWAR. Niektóre utwory są już gotowe i zdaje się, że wyjdzie z tego epicka rzecz. Będzie ona gotowa w roku 2018, czyli w sam raz na 300 rocznicę wspomnianych wydarzeń." 

MS.: Wróćmy na chwilę do teraźniejszości. "A Bit Closer To Heaven" ukazał się w roku ubiegłym i… cóż, jego zawartość stanowi podręcznikowy wręcz przykład ciężkiej, acz chwytliwej, a już na pewno fantastycznej muzyki! Pewien członek ENSLAVED powiedział kiedyś, że cel zespołu to nie tylko uzyskiwanie kontrastów między stylem blackmetalowym a wpływami PINK FLOYD, ale również zlewanie obu muzycznych światów w jedną całość. W Twoim przypadku jest całkiem podobnie. Mamy w Twojej muzyce progresywny heavy metal znajdujący wypadkową z hiciarskim graniem, co czyni twórczość NERGARD strawną dla fanów AYREON, AVANTASIA, JUDAS PRIEST czy EUROPE, ale i NIGHTWISH czy WITHIN TEMPTATION. Innymi słowy: W miejscu, gdzie zadziorność drapieżnego heavy metalu, epickość metalu symfonicznego, delikatne tony popu i wrażliwy mrok gotyku spotykają się ze sobą rodzi się muzyka NERGARD i nie pytaj mnie, proszę, gdzie to miejsce dokładnie się znajduje. Różnica między NERGARD a innymi, którzy mocują się z taką konwencją polega jednak na tym, że Ty zawsze jesteś w stanie dostarczyć świetnie napisane, poruszające numery, podczas gdy nie każdy z nich jest. Czego wymaga bycie tak wspaniałym muzykiem i jak to jest nim być? Czy jest tak, że - przykładowo - idziesz sobie ulicą, jakiś ciekawy temat przychodzi Ci do głowy i robisz wszystko by nie zapomnieć go aż do chwili kiedy będziesz w stanie rozpisać go na jakiś instrument? 
N.: "Dzięki wielkie za Twoje ciepłe słowa. Na poprzednich płytach nie starałem się koncentrować na żadnym ściśle określonym stylu. Kocham metal progresywny, symfoniczny i pop i chciałem po prostu napisać takie numery, jakich chciałbym posłuchać, niezależnie od tego jak zabrzmią. Dziś zależy mi na tym by iść muzycznie w jakimś kierunku, choć wciąż usłyszycie w moich utworach dość złożone rzeczy różnorakiego pochodzenia, oparte na wszelkich moich inspiracjach. Numery same przychodzą mi do głowy. Wiele z nich narodziło się przykładowo w autobusie, w Trondheim. Wena dopisuje mi na przykład podczas spacerów po lasach czy pobliży fiordów. Na refren "Hell On Earth" wpadłem przykładowo wędrując po lesie. To samo "On Through the Storm". Nie wymyślam progresji akordów siedząc przy pianinie. Staram się je rejestrować i wyciskać z tego jakieś dobre motywy. Najgorzej gdy te perfekcyjne przychodzą do głowy np. podczas jazdy autobusem, gdy nie mam przy sobie niczego by je nagrać. Wtedy staram się powtarzać je w pamięci przez całą drogę do domu, gdzie mogę jej wreszcie nagrać. Straciłem w taki sposób masę wyśmienitego materiału [śmiech]."

MS.: NERGARD to Twój projekt, więc jesteś jak mniemam głównym kompozytorem jego utworów. Muzycy, z którymi współpracujesz przynoszą niekiedy swoje własne pomysły? Pozwalasz na to komuś czy wyłącznie sam komponujesz na potrzeby projektu? 
N.: "Andiemu Kravljacy pozwalam na całkiem sporo jeśli chodzi o backing wokale i chórki. O głównych partiach wokalu decyduję zazwyczaj ja. Na pierwszym albumie pomagałem Tony'emu Millsowi i Mike'owi Vescerze pisać teksty do utworów ich autorstwa. Teraz szykuję singiel, do którego Andi Kravljaca napisał tekst i zaaranżował wokal. Nie zależy mi na tym, by moje nazwisko widniało pod całością muzyki i tekstów. Ważne by rezultat był niesamowity i zawsze chętnie słucham tego, co inni potrafią stworzyć w oparciu o materiał demo moich utworów. Andi to prawdziwy geniusz jeśli chodzi o komponowanie i podczas prac nad moim trzecim albumem przelewamy więcej wspólnego potu niż kiedykolwiek wcześniej."

MS.: "Memorial For a Wish" był świetną płytą, ale słychać tam było, że chęć pisania prostszych, acz bardziej chwytliwych numerów toczyła w Twojej głowie srogi bój ze skłonnością do aranżowania złożonych, progresywnych form. Fani obu kierunków byli, jak wnioskuję, usatysfakcjonowani, gdyż obok konceptualnie rozbudowanych numerów, jak "Twenty Years In Hell" dostaliśmy tam również przecudne w swojej prostocie rzeczy jak "An Everlasting Dreamscape". "A Bit Closer To Heaven" jest jednak o wiele bardziej spójny. Trafiły na ten krążek utwory o strukturach piosenkowych, ale słychać w nich, że dla kogoś, kto jest ich autorem skomplikowane, progresywne rzeczy nie są raczej problemem, gdyż polot tych kawałków jest wręcz namacalny. Niemniej jednak sądzę, że chwytliwość i prostota póki co wygrały. Czy jest to kierunek bliższy twemu artystycznemu sercu? Wyznaczy on niejako standardy Twoich przyszłych wydawnictw?
N.: "Uwielbiałem pisać numery na "Memorial For a Wish", bo nie stawiałem wtedy przed sobą żadnych sztywnych wytycznych. Stworzyłem długie, epickie rzeczy jak "Angels", "Nightfall", "Twenty Years In Hell" czy "Requiem". Kocham te numery i moim zdaniem są one najlepszymi na płycie, bo mają najbardziej ilustracyjny charakter i klimat, których nie osiągnąłbym przy 3-5 minutowych formach. Po premierze "Memorial For a Wish" zauważyłem, że tymi dłuższymi numerami raczy się raczej niewielu. Większość zadowalała się krótkimi, bezpośrednimi rzeczami jak "A Question of God" czy "An Everlasting Dreamscsape". Zacząłem więc komponować rzeczy tego typu, choć, nim o tym zdecydowałem, miałem już gotowe "Light And Shadows", "Help Me Through the Night" i "On Through the Storm" i myślę, że one reprezentują najbardziej progresywną stronę albumu. Tak naprawdę napisałem je w tym samym czasie, co numery na "Memorial For a Wish". Na późniejsze krążki również trafią chyba rzeczy zróżnicowane i oprócz złożonych form dostaniecie co nieco bezpośredniej przebojowości."

MS.: Myślę, że kiedyś w końcu dołączysz do panteonu artystów współpracujących z legendarnymi wokalistami czy instrumentalistami metalowej bądź rockowej sceny, jak np. Arjen Lucassen, autor tak znakomitych rzeczy sygnowanych nazwą AYREON jak choćby "The Human Equation" lub Stu Marshall, który pod szyldem EMPIRES OF EDEN dostarczył bezbłędny "Channelling the Infinite". Zawsze chciałeś by NERGARD funkcjonował w taki sposób? Z jakich pobudek zapraszasz najczęściej do współpracy znanych i cenionych muzyków? 
N.: "Dzięki za słowo wsparcia. Marzy mi się zawrotna kariera, poparta jednak muzycznym materiałem wysokiej jakości. Nigdy nie wiesz jak wszystko się rozwinie. Pomysł na projekt NERGARD zakładał granie u boku niesamowitych muzyków, na których płytach się wychowywałem, którzy mnie inspirowali i którzy kształtowali mnie jako twórcę. Póki co odbywam niesamowitą podróż, a przecież dopiero co się w nią udałem."

MS.: Rzeczony Andi Kravljaca (AEON ZEN) - nie tylko oryginalny, ale i wysoce utalentowany wokalista wziął udział w sesjach nagraniowych obu krążków Twojego autorstwa. Nieoficjalnie trafiła mu się rola promocyjnej twarzy zespołu, z której według mnie wywiązuje się znakomicie. Widzieliśmy jego kapitalny występ w wideoklipie do "An Everlasting Dreamscape", choć relacjonował również nagrania utworu "On Through the Storm". Nazwisko Stig Nergard również się nie zmienia. Można mówić w tym przypadku o Twoich stałych, bliskich współpracownikach? Chcesz by NERGARD pozostał Twoim solowym projektem czy może jest szansa na przekształcenie go w pełny zespół? 
N.: "Andi to mój najbliższy sojusznik i pozostanie nim tak długo jak tylko będzie chciał. Jest prawdopodobnie najbardziej profesjonalnym artystą, z jakim dotąd pracowałem i to właśnie z tego powodu jego nazwisko wciąż towarzyszy nazwie mojego projektu. Zawsze potrafi dostarczyć niesamowite wykonanie, tak na żywo, jak i w studio i zawsze wywiązuje się z tego czego od niego wymagasz. Nigdy mnie nie zawodzi. NERGARD pozostanie chyba jednak projektem solowym. Myślałem o przekształceniu go w zespół, ale kosztowałoby mnie to chyba jednak zbyt wiele wysiłku i pozbawiłoby mnie całej zabawy. Odpowiada mi postać, jaką przyjmuje on obecnie nagrywając co roku coś w studio i dając kilka występów na żywo."

MS.: Nagrywałeś już z tak rozpoznawalnymi nazwiskami jak Ralf Scheepers z PRIMAL FEAR, Goran Edman, Mike Vescera (obaj z zespołu YNGWIE'ego MALMSTEENA) czy Elize Ryd z AMARANTHE. Miałeś okazję poznać ich osobiście? Jeśli tak, to jacy są? Współpraca z którym przedstawicielem metalowej estrady stanowi clue sfery Twoich marzeń w tej kwestii?
N.: "Osobiście poznałem wyłącznie Elize Ryd i okazała się być całkiem miłą kobietą. Jest profesjonalistką, w dodatku bardzo pomocną, bo udostępniła piosenkę [chodzi o "On Through the Storm" z płyty "A Bit Closer To Heaven" - przyp. autora] swoim fanom by mogli jej posłuchać. Tych ostatnich bynajmniej nie brakuje, więc zainteresowanie NERGARD znacznie wzrosło od czasu premiery "On Through the Storm". Jestem jej za to niezwykle wdzięczny. Wszyscy artyści, z którymi współpracowałem byli bardzo sympatyczni. Współpraca z Goranem Edmanem była dla mnie czymś wyjątkowym, prawdziwa bomba! Gy pierwszy raz usłyszałem jak śpiewa, miałem chyba ze 14 lat. Kupiłem wówczas album YNGWIE'ego MALMSTEENA "Eclipse", gdzie można uświadczyć jego partie. Byłem zmieciony w powierzchni Ziemi i pamiętam, że gdy dostałem e-mail potwierdzający jego udział w projekcie poczułem przytłaczającą radość. Marzę o współpracy z Biffem z SAXON czy z Tobiasem Sammetem z EDGUY/AVANTASIA". A, i prawie zapomniałem o najważniejszym z nich wszystkich - Tuomasie Holopainenie - największym geniuszu melodic metalu wszech czasów. Jest moim ulubionym piosenkarzem i napisanie z nim kilku utworów lub nagranie wspólnie z nim czegokolwiek byłoby dla mnie niewiarygodnym doświadczeniem."

MS.: Słuchając Twojej muzyki wyczuwam w niej silną nutkę lat 80. i 90. W następstwie rozkwitu cięższych brzmień w latach 70. wielu fanów uznało syntezatorowe aranże, charakterystyczne dla rocka lat 80., za nazbyt rozmiękczające. Dziś, nawiązywanie do tej estetyki jest poczytywane za coś chwalebnego i spora część vintage rockowych artystów (NASTY CRUE, KAMIKAZE KINGS, ROB MANCINI, DEATHRONIC) świadomie czerpie ze stadium/glam rocka tamtych lat. Wychodzi na to, że niektórzy potrzebowali jednak trochę czasu by dojść do oczywistego wniosku, że EUROPE czy JOURNEY to dobre kapele. Masz jakąś osobistą opinię na ten temat? Jak jest w Twoim przypadku?
N.: "Ja tam zawsze inspirowałem się sceną lat 80. Byłem obsesyjnie zafascynowany muzyką z tego okresu w wieku 14-19 lat, gdy katowałem nagrania takich grup jak STAGE DOLLS, MOTLEY CRUE, TNT, CINDERELLA, WHITESNAKE i tak dalej. Myślę, że to brzmienie odrodziło się poniekąd dzięki powermetalowym grupom, takim jak STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA, itp. Ta muzyka nigdy nie umrze, po prostu będzie się rozwijać, no, może bardziej oszczędzając na lakierze do włosów i brokacie."

MS.: Jednym z najważniejszych epizodów w karierze NERGARD był niewątpliwie gig na Trondheim Metal Fest. Jak grało Wam się na tamtejszej scenie? Wielu przychodzi oglądać Was w klubach?
N.: "To był prawdziwy blast! Przejmując tę samą, czyli główną, scenę, na której wystąpił między innymi STRATOVARIUS zafundowałem sobie wspomnienie na długie lata. Publika dopisała. Mimo, iż trochę zajęło nam oswajanie ich z muzyką NERGARD, gig wypadł niesamowicie i myślę, że obejrzało go jakieś 200-300 osób. Zazwyczaj przychodzi nas oglądać jakieś 150-200. Nie gramy zbyt często, ale gdy już do tego dochodzi dokładam wszelkich starań by był to specjalny koncert."

MS.: Wydajecie się pod szyldem Battlegod Productions - stajni, która daje schronienie tak znakomitym kapelom jak CYCLOPHONIA, FORGERY czy TEMTRIS. To oni znaleźli Ciebie czy odwrotnie? Zapewniają Ci należytą promocję?
N.: "To ja założyłem Battlegod gdy szukałem wydawcy dla "Memorial For a Wish". Pete wykonał świetną robotę w zakresie promocji obu moich płyt i cieszę się z faktu prowadzenia tej firmy."

MS.: Ostatnie pytanie zadałem dlatego, że osobiście widzę NERGARD jako projekt o astronomicznie wielkim potencjale ekspansji! Jak rysują się Twoje plany odnośnie powyższego? Zależy Ci na dużym sukcesie komercyjnym? Co dotychczas zrobiłeś by go osiągnąć?
N.: "Bardzo chciałbym odnieść sukces komercyjny. Zobaczymy dokąd zabierze mnie i mój projekt nowy album. Ciągle rozwijam się jako muzyk, więc może gdybym napisał jeszcze kilka numerów w stylu "On Through the Storm" zaszedłbym odrobinę wyżej? Jak na razie dałem z siebie wszystko by być w miejscu, w którym jestem teraz. To długa ścieżka, która nie należy do łatwych. Rozkoszuję się jednak każdym jej odcinkiem, nawet jeśli jednocześnie przelewam pot."


 

autor: Kępol



<<<---powrót