Wywiady

Szukałem ostatnio okazji by zadać kilka pytań Maelstromowi - perkusiście australijskiego WARDAEMONIC, a że owa nadarzyła się dość szybko nie pozostało nic innego jak kuć przysłowiowe żelazo póki gorące i takoż Kępol postąpił. Powód moich dziennikarskich łowów, jak zwykle, mógł być tylko jeden - relatywnie rzadki symptom intensyfikacji doznań podczas kontaktu z czyjąś twórczością muzyczną, który fani dźwięków z wyższej półki określają najczęściej jednym słowem: 'ciary'. Niespętany kontraktem z żadną z wytwórni płytowych, eksplodujący kreatywną energią kwintet to blackmetalowa orkiestra nie z tego piekła! Basista pisze utwory, perkusista teksty, a ślady wielu instrumentów na ostatni, rewelacyjny album studyjny pod tytułem "Obsequium" rejestrowali na plaży. Maelstromowi na pewno daleko do żyjącego iluzjami dyletanta, dla którego granie jest li tylko nośnikiem pewnych radykalnych treści i pretekstem do takich też aktów, choć słuchając rzeczonej płyty nie oczekiwałem po żadnym z muzyków WARDAEMONIC choćby podobnego podejścia. Gdzie utwory są priorytetem - tam trzymają one poziom. Proste jak geometria  pentagramu!

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam panów! Co słychać u Was w Australii? Muszę wyznać Wam, że "Obsequium" - najnowszy krążek WARDAEMONIC - jest niewątpliwie jednym z najlepszych blackmetalowych albumów ostatnich lat! Gratuluję! Jakież to potęgi tego zafajdanego wszechświata zostały skanalizowane podczas Waszych prób gdy ogrywaliście jego materiał? Spodziewaliście się posadzić na nośniku coś aż tak wybornego?
WARDAEMONIC [Maelstrom]: "Dzięki za zainteresowanie z tak odległej dla nas Polski. My również uważamy, że to nasze najlepiej prezentujące się i najlepiej wyprodukowane dzieło, na które składają się zdecydowanie dopracowane utwory. To pierwszy nasz materiał pisany wspólnie z Blitzem [bas - przyp. autora] i Anharatem [gitara - przyp. autora], których wkład był niegdyś raczej skromniutki. Czuliśmy, że odzew będzie świetny i nie pomyliliśmy się."

MS.: Uwielbiam rozkoszować się muzą wielu pochodzących z Waszego kontynentu orkiestr, gdzie nazwy takie, jak AC/DC, COG, KING PARROT, NEXUS, VOYAGER, NEVERBORN, THE RITUAL AURA czy KHARIOT załatwiają jedynie początek listy. Słowo Australia jednak niekoniecznie kojarzy mi się z black metalem. Czujecie się trochę taką czarną owcą w stadzie? Utrzymujecie ścisły kontakt z członkami innych metalowych kapel z Waszego kraju?
W.: "Black metal to w Australii poważna sprawa. Zespoły, które wykonują muzykę tego gatunku robią to dobrze i poświęcają temu mnóstwo uwagi. Niemniej jednak ciężko jest kapelom od nas wypracować unikalne blackmetalowe brzmienie, gdyż nasze zaplecze kulturowe jest zbyt zróżnicowane by dostarczyć ujednoliconą inspirację. Kłóciłbym się więc długo ze stwierdzeniem, że istnieje coś takiego jak 'australijski black metal'. Ostro pożyczamy więc, ale i wprowadzamy sporo innowacji. Żyjemy dobrze i dość blisko z wieloma kapelami od nas, do tego stopnia, że niekiedy wymieniamy się członkami. Często jednak odcinamy się, co bywa nierzadko domeną black metalu, jako że nasze brzmienie nie pasuje raczej zbytnio do grania wyżej wymienionych kapel i to samo można w zasadzie powiedzieć o muzykach."

MS.: Australijskie kapele niemal zawsze grają w sposób odmienny. Nawet jeśli mowa przykładowo o Waszej czy THE RITUAL AURA - w których to przypadkach ramy gatunkowe są ściśle sprecyzowane - Wy, Australijczycy zawsze wnosicie co nieco od siebie! Niektórzy Wasi rodacy wskazują na fakt, że Australia pozostaje w pewnej izolacji od reszty świata i dlatego metal rzeczonego pochodzenia smakuje nieco inaczej. Czy rzeczywiście wypada się z tym zgodzić w dobie Internetu i globalizacji? Jak wyglądała ta kwestia nim jeszcze sieć została w takim stopniu skomercjalizowana? 
W.: "Wydaje mi się, że przed pojawieniem się Internetu brzmienie australijskich kapel - szczególnie w rejonach wschodnich - różniło się od reszty. Choć nie jest to nic złego, to wpływ, jaki one wywierały na siebie nawzajem był olbrzymi. Niemniej jednak, na zachodzie Australii panuje tradycja szybkiego i agresywnego grania przeciwstawiająca się wolniejszemu i jakby bardziej przemyślanemu. Twórczość zespołów takich jak NAETU, THE FUROR czy WARDAEMONIC stanowi świadectwo takiego kierunku. Izolacja (nie tylko samego kraju, ale i również jego Stanów) jest tu na pewno rzeczą znamienną. Internet pozwolił zespołom na działalność o charakterze (licznych) jednostek czysto studyjnych. Podczas gdy nie dają one dobrych czy też częstych koncertów podpisali się pod wieloma wyśmienitymi krążkami."

MS.: W latach 90. i jeszcze długo, długo później mawiano, że Norwegia była - ze względu na swój klimat - żyzną glebą pod rozwój black metalu. Obsypany śniegiem krajobraz górski rzeczywiście wypada dość mrocznie, surowo i majestatycznie, ale zauważasz wiele czynników w rodzimej Australii, które mogłyby wprowadzać w korzystny dla pisania black metalu nastrój? Może węże i pająki [śmiech]?
W.: "Wielu naszych rodaków, nie wyłączając nas, wcale nie gustuje w upałach. Walcząc więc z nimi staramy się przesiadywać tak długo jak tylko się da w naszych klimatyzowanych mieszkaniach przy szczelnie zamkniętych drzwiach, co by dzika zwierzyna nie miała doń dostępu. Nasz stan emocjonalny nie jest istotny, gdyż muzykę piszemy i gramy okrąglutki rok, nie bacząc zanadto na aurę. Gramy i jeździmy tam, gdzie tylko nas potrzebują. To otoczenie dostosuje się do nas, a nie vice-versa." 

MS.: Myślę, że słowo 'Norwegia' jest tu bardzo istotne, albowiem zdajecie się inspirować wieloma pochodzącymi stamtąd kapelami blackmetalowymi lat 90. (choć nie tylko). Na pewno jednak nie jesteście kopistami. Słuchając "Obsequium" trafiam na ślady inspirowane dziełami EMPEROR, 1349, OV HELL czy IMMORTAL - kiedyś dokonaliście nawet przeróbki utworu "Wolf And Fear" pochodzącego z albumu ULVER "Nattens Madrigal", czyli jednego z moich zdecydowanych faworytów w kontekście całej konwencji - choć równie dobrze byłbym skłonny polecić Wasz najnowszy krążek fanom WATAIN, FUNERAL MIST, MARDUK czy… BEHEMOTH. Twoje partie mają wszakże mocno 'infernowy' posmak. Epicka, piekielna i mroczna atmosfera są wyczuwalne w każdym jednym kawałku, ale jest w nich również masa brutalności. Jakie elementy składowe Waszej muzyki i jakie wzorce wskazałbyś osobiście jako te najważniejsze? Jak najlepiej wypracować pierwiastek indywidualny grając w obrębie dawno temu zdefiniowanego stylu? 
W.: "Im dłużej istnieje WARDAEMONIC, tym silniej uwypukla się indywidualny charakter naszego brzmienia. Niektórzy - nie wyłączając nas - mogą oskarżać ten akt o wtórność, ale o którym zespole nie można powiedzieć tego samego? Jak dla mnie najważniejsze są teksty i sama narracja. Czerpię inspiracje z dziwnych książek i seriali, które mi podchodzą. Muzyka wykształciła się sama by brzmieć w sposób tożsamy z wizją zespołu, a nie z tym co chcieliby usłyszeć inni. Teraz ten zespół to indywidualna, dojrzała jednostka żyjąca własnym życiem."

MS.: "Obsequium" jest wbrew pozorom materiałem dość złożonym, choć rozwój swoistej, opowiadanej przez dźwięki historii odbywa się w dość logiczny sposób. Nawet pierwszy utwór z brzegu - "Drowning In Seas of Wretchedness" podzielony jest wyraźnie na 'akty', czyli różniące się pod względem rytmiki, tempa czy intensywności fragmenty. "Endless War" ma łatwo zapamiętywany refren! Nawet gdybym chciał nie potrafiłbym pozbyć się go z głowy! Jest niesamowity, bo przy całej swojej diaboliczności i bezkompromisowości jest po prostu świetnie skomponowany! "Summon the Daemon" i utwór tytułowy (który zamyka tracklistę) są, dla odmiany, najdłuższe i zawierają najwolniejsze fragmenty. Wiele pracy wkładasz w aranżowanie pomysłów w utwory i organizowanie utworów w albumy? Odbierasz płytę jako całość? 
W.: "Schlebia nam fakt, że dostajemy odzew na poszczególne kawałki, co oznacza, że poświęciłeś tej płycie szczególną uwagę. Główny kompozytor - basista Blitz - zazwyczaj nagrywa pomysły gdy tylko przychodzą mu one do głowy. Później układa je tak by jak najlepiej do siebie pasowały. Jest również zwolennikiem riffowego transformizmu. O ile jednak "Obsequium" jest naszym najbardziej formułowym dziełem, o tyle nie wydaje nam się by było ono przewidywalne choćby w jednym calu. Teksty pisane są tak by uzupełniały się z muzyką. Wokal to dla nas kolejny instrument, z których każdy opowiada własną historię. Wbrew temu, że teksty utworów przechodzą pod względem tematycznym płynnie jeden w drugi nie jest to ostatecznie koncept album, jaki wypracowywaliśmy."

MS.: Jak długo pisaliście ten album? Opowiedz proszę coś więcej na temat procesu twórczego. 
W.: "Blitz ukończył tak właściwie prace nad utworami na kolejny album (MIDI) zanim jeszcze zmiksowaliśmy "Obsequium". Zdaje się, że zespół pracuje teraz szybciej i bardziej konsekwentnie (następny krążek jest już w 1/3 gotowy). Na przeszkodzie jak zwykle stoi jednak proza życia, gdyż nie jesteśmy pełnoetatowymi muzykami. Teksty na tę płytę są już napisane, a nagrania partii perkusyjnych ruszą już niebawem. Blitz napisał tym razem 100% muzyki, ja stworzyłem zaś teksty utworów i podziały perkusyjne. Ta płyta będzie najszybszą, najmroczniejszą i najbardziej niepowstrzymaną rzeczą, jaką wyczarowaliśmy."

MS.: Który etap prac nad muzyką lubisz najbardziej i skąd taki, a nie inny wybór?
W.: "Uwielbiam słuchać ostatecznego miksu patrząc równocześnie na okładkę. Chwilę, w której widzisz jak Twoja koncepcja staje się rzeczywistością wręcz trzeba zaliczyć do radosnych. Pierwotna wizja nie zawsze pokrywa się z efektem końcowy, ale może w tym akurat tkwi cała zabawa. Twoja kreatywność łączy się z kreatywnością reszty zespołu by stworzyć coś unikalnego, nieprzewidywalnego…"

MS.: Jako okładkę wykorzystaliście pracę Chrisa Colda zatytułowaną "The Cold Steps To Solitude". Nie powstawała więc ona z myślą o płycie? Wyziera z niej jednocześnie drobiazgowa złożoność i ujednolicająca te detale prostota. Ewokuje ona mroczny, zimny klimat, co czyni z niej perfekcyjny wręcz obrazek na front blackmetalowego albumu, choć w tym przypadku nie widnieje tam ani jego tytuł ani też logo zespołu. Chcieliście potraktować ową pracę z szacunkiem poprzez pominięcie ich?
W.: "Odnieśliśmy wrażenie, że ta grafika jest wystarczająco silna by nie psuć jej logotypem, którego i tak nikt nie potrafi odczytać. Gdy ujrzałem tę pracę w ogóle się nad tym szczerze mówiąc nie zastanawiałem. Nawet jeśli żaden z utworów nie był pisany z myślą o składaniu hołdu tej okrytej lodem górze, odnieśliśmy wrażenie, że może to być ikoniczna dla australijskiej ekstremy okładka."

MS.: Wasz najnowszy opus brzmi po prostu świetnie! Obdarzyliście go surową, aczkolwiek profesjonalną produkcją. Nagrywaliście w Electric City Studios z Samem Allenem, który okazał się służyć również miksem i masteringiem? Jak wspominacie współpracę z nim? Jak przebiegła sesja? 
W.: "Dla nas to było całkiem nowe podejście - powierzyć kontrolę nad dźwiękiem komuś spoza kapeli, ale moje prymitywne zdolności produkcyjne nie wystarczyły by oddać sprawiedliwość temu albumowi. Myślę, że surowym produkcjom poświęciliśmy już wystarczającą ilość czasu i nawet jeśli potrafią one spełniać swoją rolę ten album brzmi najlepiej oprawiony w czystą. Trafną decyzją było również nagrać to (perkusja, bas i gitara) na plaży, w Północnym Fremantle - w miejscu, gdzie od wód dzieliły nas jedynie tory kolejowe i piasek."

MS.: Większość z Was gra w innych projektach, takich jak DEATHFUCKINGCUNT czy NEXUS, przy czym wiecznie krążycie wokół podgatunków black czy death metalu. Prywatnie słuchacie wyłącznie muzyki metalowej? Co czyni ją tak atrakcyjną dla Was? 
W.: "Słuchamy muzyki każdego rodzaju. Chociaż odrzucamy komercję. Klasyka, ambient czy country to przykłady pozametalowych gatunków, w jakich siedzimy. Jako wykonawcy ograniczamy się jednak do ekstremy, bo jest ona po prostu ekscytująca i daje nam sporo radości. Zawsze rzuca wyzwanie. Po co grać coś, co nie napędza Twojej kreatywności? Nawet jeśli, to Anharat (gitara) bawi się w japońskie klimaty z wykorzystaniem drum core'u."

MS.: Black metal postrzegany jest jako muzyka w swej najbardziej radykalnej formie, lecz co Twoim zdaniem czyni go tak ekstremalnym? Czy według Ciebie pozostaje on po dziś dzień tak niebezpiecznym jak przed laty zjawiskiem?
W.: "Myślę, że tempo i fizyczność czynią tę muzykę ekstremalną. Strona wizualna również jest ekstremalna. Jest grana przez ekstremalnych ludzi, często o ekstremalnych przekonaniach. My jednak nie pozwalamy by przyćmiewało to fakt, że jesteśmy muzykami. Chcemy, by ludzie przychodzili na koncerty i rozkoszowali się muzyką, a nie po to by się pokazać czy z jakichkolwiek innych, trywialnych powodów. Biorąc pod uwagę morderstwa, które przytrafiły się tej scenie byłbym skłonny zaryzykować stwierdzenie, że jest on dzisiaj mniej niebezpieczny niż kiedyś, choć przejechaliśmy już co nieco i gwarantujemy, że element ryzyka wciąż jest tu obecny."

MS.: "Obsequium" wydaliście samodzielnie. Doświadczyliście problemów w szukaniu wydawcy czy chcieliście być po prostu wydawniczo niezależni? Jesteście otwarci na kwestię dołączenia do jakiejś wytwórni w przyszłości? Ciężko jest dziś wydać album na własną rękę?
W.: "Kilka znaczących firm fonograficznych wyraziło zainteresowanie, choć premiery krążka nie poprzedziły akurat żadne konkretne. Decyzje w tej sprawie niemal zapadły, lecz jako zespół, który promuje się sam widzimy stuprocentowy zwrot naszej finansowej inwestycji. Nawet jeśli black metal to nie krykiet i nie chodzi w nim o kasę nie możemy ignorować tego zjawiska i udawać, że ono nie istnieje. Może być Ci ciężko gdy sam wydajesz swoją muzę, ale my zawsze tak robiliśmy. Nie żywimy wrogiego nastawienia w stosunku do kwestii zakontraktowania przez wytwórnię, ale na pewno postawiłoby to przed nami cały szereg przeszkód."

MS.: Na Waszym drugim krążku zatytułowanym "Echoes of Ageless Flames" popełniliście cover "Summoning the Muse" z repertuaru DEAD CAN DANCE. W krótkim, acz dość istotnym "To the Bitter End" wykorzystaliście czyste partie wokalne, co w rozumieniu wielu gatunkowych purystów jest niemal obraźliwe, ale Wy do radykalnych ortodoksów raczej się chyba nie zaliczacie, co? Istnieją jakieś granice otwartości, po przekroczeniu których kończy się Waszym zdaniem autentyczność? 
W.: "Według mnie nie ma żadnych odgórnie narzuconych granic black metalu, ale co brzmi dobrze dla jednego, będzie nie do przyjęcia dla drugiego, tak więc słuchacze zawsze mieć będą inne standardy. Użycie czystych wokali to dla nas kwestia naturalnego postępu. Wykorzystane z umiarem mogą brzmieć bardzo efektywnie. To, co robią na przykład AKERCOCKE czy BLUT AUS NORD świetnie definiuje właściwe użycie czyściochów w black metalu. Nie nazwalibyśmy tego może od razu granicami, ale cały ten hipsterowski black metal nie jest dla nas ani trochę pociągający. Wydaje się to po prostu nieszczere i brzmieniowo żaden sezonowy fan black metalu nie odróżni od siebie tych kapel."

MS.: Kiedy konkretnie wychodzi Wasz następny krążek, o którym wspomniałeś? 
W.: "Utwory są już gotowe i zarejestrowaliśmy ślady demo wszystkich instrumentów. Teksty i wokale są porozpisywane, więc tego, co zwać będziecie naszym trzecim i koncept albumem możecie spodziewać się jakoś w 2017 roku. Oczekujcie czegoś odmiennego od "Obsequium", choć z wystarczającą ilością podobieństw by można było mówić o naturalnej progresji." 


 

autor: Kępol



<<<---powrót