Wywiady

NEVERMORE z wyraźną domieszką folku? A może MELECHESH radykalnie skręcający w stronę thrashu? Parafrazując znany cytat z naszej krajowej kinematografii: Jeśli opisy takich hipotetycznych hybryd brzmią w czyichś uszach absurdalnie, potrzebny jest ktoś, kto ma to gdzieś, złapie za instrument i takową poczyni. A że na sąsiadującej z nami - i wbrew opinii co poniektórych przyjaznej Orłu Białemu - Ukrainie przyszedł ongiś na świat gitarzysta nazwiskiem Alex Pasko, który powyższe kryterium spełnił, odwalając rzeczoną robotę znacznie powyżej poziomu zadowalającego, nie mogłem wręcz nie wypytać go o to kto, gdzie i jak. Facet powołał do życia zespół, z którym (w praktycznie niezmienionym składzie) młóci porządną, ciężką, a już na pewno, oryginalną, muzykę od wielu, wielu lat i nic nie wskazuje na to by to istne "ognisko rakowe metalowego nowotworu" toczącego tkankę współczesnego świata przyhamowało z eskalacją ofensywy. Dźwignia uwalniacza piekła na pozycję: "on"! Panie i panowie - radzę zapiąć pasy!

Mroczna Strefa [Kępol]: Hello Panowie, lub 'HELL-ON', jeśli tak wolicie. Jak prezentuje się w chwili obecnej ukraińska aura? Dźwięki jakich wydawnictw muzycznych dochodzą w tym momencie z Waszego tour-busa/Waszej sali prób? 
HELL:ON [Alex Pasko]: "Hell-o Kępol! Na Ukrainie mamy teraz ciepło, jest słonecznie i świeżo. Osobiście mieszkam w pobliżu lasu, który to anturaż sprzyja miłym, rodzinnym spacerom na świeżym powietrzu. Jeśli chodzi o muzykę w busie, to zależy… Głównie preferujemy koncerty wideo, na przykład zapisy występów METALLIKI czy DEATH z końcówki lat dziewięćdziesiątych. Bardzo to lubimy. Niekiedy oglądamy też filmy. Klasyki i nowsze rzeczy, jakie wpadną nam w łapska."

MS.: Dobra, dosyć owijania w bawełnę! Istnieje główny powód, dla którego zdecydowałem się zadać Ci te kilkanaście pytań. Ten powód ma tytuł i brzmi on "Once Upon a Chaos…". Co za album! Silny potencjał przebijał przez Wasze brzmienia już od dawna, ale tym razem nie mam już najmniejszych wątpliwości, że zespół Wasz gotów jest brać współczesną, metalową scenę szturmem! "Once Upon a Chaos…" to - jak na mój gust przynajmniej - najdotkliwszy, na chwilę obecną, zadany przez Was cios! Można rzec, że tym razem przysiedliście fałdów prężniej niż poprzednio czy bardziej wypada mówić o implikacji wieloletniego obycia z materią, doświadczenia?
HO.: "Dzięki za pochlebne słowa. Bardzo przyjemnie słyszeć, że spodobał ci się nasz ostatni materiał. Udzielając zaś odpowiedzi na pytanie, cóż, ciężko powiedzieć co dało nam kopa w dupsko przy okazji tej płyty, ale mogę podzielić się z Tobą pewnymi pomysłami. Po pierwsze - przechodzimy swego rodzaju naturalną ewolucję, jako muzycy i jako piosenkarze. Coraz bardziej skupiamy się na naszych wewnętrznych uczuciach oraz inspiracjach, jakimi nasiąkaliśmy przez ostatnie kilka lat. W muzyczną formę staramy się ubierać wszystko, co tylko przytrafiło się nam w ostatnich latach. Chcemy inkorporować do naszej muzyki duchową atmosferę, jakieś takie szamańskie tło, roztaczające medytacyjną aurę w specyficzny, metalowy sposób. Aby to osiągnąć eksperymentujemy z niestandardowymi (jak na metal) instrumentami, jak choćby drymba, dudy, shelmai, itp. Więcej czasu zabrały aranżacje i sam proces nagrań. Sporo eksperymentowaliśmy w studyjnych murach i jesteśmy mocno zadowoleni z rezultatu."

MS.: Pobieżny 'rzut uchem' na Waszą muzykę nasuwa wniosek, że gracie technicznie precyzyjny death/thrash metal w guście TESTAMENT, SADUS, VIRGIN SNATCH, NEVERMORE czy ANNIHILATOR, aczkolwiek bardziej uważny pozwala również na detekcję partii gitary prowadzącej stylizowanych na bliskowschodni folk, mniej więcej takich, jakie można uświadczyć choćby na płytach moich rodaków z wielkiego BEHEMOTH. Wyczuwam tu również całkiem silną nutkę dokonań SEPULTURY czy SLAYER. Myślę, że rzeczony bliski wschód słychać na "Once Upon a Chaos…" nawet wyraźniej niż wcześniej, a przecież w grę wchodzi jeszcze wspomniane przez Ciebie ludowe, czyli ponad-podstawowe dla metalu instrumentarium. Traktujecie je bardziej jak wyraźne, ale jednak akcenty, czy pełnią one według Ciebie ważniejszą rolę w Waszym, wzbogaconym o te elementy, death/thrash metalu?
HO.: "Myślę, że znacznie pomagają one w osiągnięciu tej medytacyjnej atmosfery, o której rozmawialiśmy już wcześniej. Nie chcemy poprzestawać na nagrywaniu dobrych numerów; chcemy ukazać pełne, szerokie oblicze, bogate w różnorodne komponenty, korzystać ze swoistej, muzycznej metafory, skrywającej głębię nieprzewidywalnych znaczeń. Niestandardowe dla metalu instrumentarium, o unikalnym brzmieniu pomaga spojrzeć na klasycznie metalowe struktury pod zupełnie innym kątem. Przynajmniej my widzimy to w ten sposób. To właśnie to przepływa przez nas obecnie i wypływa na zewnątrz. Jesteśmy przekonani co do tego, że Muzyka to coś więcej niż tylko muzyka. Mam nadzieję, że wiesz o czym mowa [nie byłoby tego wywiadu, gdybym tego nie wiedział - uwaga autora]." 

MS.: Recenzując kolejne Wasze wydawnictwa zachodziłem przez te wszystkie lata w głowę czy aby użycie przymiotnika 'progresywny' nie będzie w przypadku opisu Waszej twórczości nadużyciem. Zechcesz zająć w tej kwestii jakieś stanowisko? Słuchacie w ogóle stricte progresywnej muzy? Zauważyłem w Waszej twórczości silny kontrast między progresywnymi, a nazwijmy to - oldschoolowymi elementami stylistycznymi. Chodzi Wam bardziej o budowanie kontrastów między nimi czy wychodzicie z założenia, że oba te światy całkiem dobrze do siebie pasują?
HO.: "[śmiech] To dość interesujące pytanie. Prefix 'prog' pojawił się tak naprawdę w kontekście naszej muzy tuż po premierze pierwszego albumu. Już na tamtym etapie było dla nas jasne, że wykonujemy własną miksturę thrash i death metalu w bardzo progresywnym stylu, w sensie zarówno muzyki, jak i estetyki. To nasz osobliwy stosunek do własnej kreatywności. Później porzuciliśmy jednak słowo 'progresywny', gdyż zaczęliśmy patrzeć inaczej na to, co robimy, a muzyka ulegała oczywistym przemianom. Myślę również, że tak w kwestii komponentów muzyki, jak i jej ducha, jesteśmy bardziej oldschoolowi niż progresywni."

MS.: W utworach HELL:ON można natknąć się na solówki Jeffa Watersa (ANNIHILATOR), Marka Pająka (VADER), Andy LaRocque'a (KING DIAMOND) czy Andreasa Kissera (SEPULTURA). Jesteście zadowoleni z rezultatów tej współpracy? Poznaliście tych panów osobiście? Jak doszło ogólnie do owych udziałów gościnnych? 
HO.: "Myślę, że pod wieloma względami był to dla nas 'projekt spełniania marzeń', mający korzenie w naszym okresie pacholęcym. Lata temu raczyłem się krążkami KING DIAMOND czy DEATH, na których grał Andy i myślałem sobie: Jak byłoby cudownie zagrać kiedyś z tym gościem. Miło było również śnić przy dźwiękach "Arise" czy "Territory" o wspólnym graniu z taką osobistością jak Andreas Kisser. Pewnego dnia powiedziałem sobie: A czemuż by nie spróbować? Każdy z tych udziałów ma za sobą odrębną historię łapania kontaktu, których streszczenie zajęłoby sporo czasu, a  jako, że twarzą w twarz stanąłem wyłącznie z Markiem i Andreasem, skoncentruję się na tych dwóch panach. Z Markiem spotkaliśmy się na Ukrainie podczas jego trasy z ESQARIAL, bodaj w 2008 roku. Zagraliśmy razem kilka koncertów, po czym doszło do ponownego spotkania przy okazji Metalfestu w Jaworznie, w 2012 roku, na którym to feście graliśmy obaj, a on tym razem pod szyldem VADER. Wtedy padła idea ściągnięcia go na sesję nagraniową płyty "Hunt" (2013). Jest wspaniałym gitarzystą i dzięki niemu odkryłem VADER, którego wcześniej jakoś nie słuchałem nawiasem mówiąc. Teraz to jeden z moich ulubionych polskich zespołów. Napisałem do niego z propozycją udziału. Zgodził się, a na albumie możesz posłuchać efektów. Dla mnie to po prostu świetne gitarowe solo. Z Andreasem skrzyżowałem natomiast ścieżki w Kiev, w 2009 roku, za kulisami sceny, na której dawał koncert wraz ze swym projektem o nazwie HAIL. Chwilę pogadaliśmy, a w trakcie zapytałem go o ewentualną wolę udziału w nagraniach płyty młodej kapeli metalowej. Ku memu zdziwieniu zgodził się. Od tamtej pory pisaliśmy do siebie na przestrzeni kilku lat. Szczęśliwie znalazł małą lukę w swoim napiętym grafiku by nagrać solo do utworu "Salvation In Death". Tu, na Ukrainie wywołało to prawdziwą burzę. Niejeden dystansujący się od tematyki metalowej muzy magazyn poświęcił temu kilka zdań. Jakiś czas później wpadł mi w ręce egzemplarz pewnego rosyjskiego periodyku, na łamach którego Andreas wypowiedział się ciepło o naszej współpracy twierdząc, że nagrywanie z nami sprawiło mu radość i że głęboko wierzy w sukces tej płyty. Dla nas to największa nagroda. Dla mnie osobiście ma to wielkie znaczenie."

MS.: Sesja nagraniowa "Once Upon a Chaos…" miała miejsce w TA Production. Uchyl, proszę, rąbka tajemnicy odnośnie jej samej oraz miejsca, w którym się odbyła. 
HO.: "Tony Alien Production to studio w Zaporozhye, naszej rodzimej mieścinie. Jest ono własnością Tony'ego - naszego gitarzysty. Jest całkiem dobrze kojarzonym realizatorem nagrań i producentem muzycznym na ukraińskiej ziemi. Wiele zespołów - i to nie tylko metalowych - już u niego nagrywało. Naprawdę spoko miejsce do nagrań, z domową atmosferą i takim też duchem. Wszystkie nasze albumy, począwszy na "Age of Oblivion", uwieczniliśmy właśnie tam."

MS.: W zeszłym roku zaliczyliście trasę koncertową, która na szczęście nie ominęła Polski. Jak grało Wam się w moim kraju?
HO.: "Bardzo lubimy czas spędzony w Polsce i koncerty w tym kraju. Grywamy u Was od ośmiu już lat i mamy tam swoje audytorium. Polska była zresztą pierwszym krajem, w którym zagraliśmy nie licząc Ukrainy. To była nasza pierwsza, koncertowa wyprawa za granicę. Nie sposób o tym zapomnieć. Osobiście lubię tu przyjeżdżać, mam tu wielu przyjaciół."

MS.: Ciężko nie zauważyć dziś niezdrowych napięć między naszymi narodami. Radykalni nacjonaliści palą flagi po obu stronach barykady i trudno przemilczeć całą tą kampanię nienawiści na portalach społecznościowych. Dostrzegasz coś takiego między polskimi a ukraińskimi metalheadami? Nie masz wrażenia, że to wojna fanatyków, nie mająca zbyt wiele wspólnego z rzeczywistym stosunkiem obu narodów względem siebie? Jak maluje się obecna sytuacja polityczna u Ciebie w kraju?
HO.: "Jeśli mam być szczery, nigdy nie spotkałem się z agresją Polaków wobec Ukraińców, ani vice versa. Niemniej jednak, słyszałem o tym, o czym mówisz. Kilku polskich kumpli mówiło coś o jakimś polskim filmie kierującym nienawistny przekaz w stronę Ukrainy, ale osobiście mam nadzieję, że nie rozrośnie się to do większych rozmiarów i że nie wpłynie to tym samym na muzyczny światek. Z tego, co mi wiadomo ukraińscy metalowcy są bardzo pozytywnie nastawieni do Polaków i uwielbiają polskie grupy metalowe. Wielu Ukraińców odwiedza też Polskę w celach turystycznych. Mamy negatywny stosunek do Rosji i rosyjskich artystów - co jest poniekąd zrozumiałe, bo Rosja toczy z nami nieoficjalną wojnę - ale na pewno nie do Polaków."

MS.: A jak materiał z "Once Upon a Chaos…" sprawdził się na żywo? Czujesz, że rośnie w siłę Wasza publiczność koncertowa?
HO.: "Materiał z ostatniej płyty gramy na żywca z przyjemnością i jako, że coraz bliżej i bliżej nam do death metalu musimy odpowiednio aktualizować naszą setlistę, pod kątem: Więcej nowości. I tak - myślę, że ludzie czerpią radość z naszych występów. Dawniej krążyła nawet po Ukrainie pogłoska, że lepiej posłuchać HELL:ON na żywo niż na płytach, bo uwalniamy wówczas znacznie więcej mocy. Myślę jednak, że na ostatnich płytach uległo to zmianie [Oj, nie wyobrażam sobie w takim razie Waszych koncertów - uwaga autora]. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż uwielbiamy grać na żywca, infekując ludziska naszą energią i szaleństwem."

MS.: Przekaz tekstowy HELL:ON trudno określić mianem optymistycznego. 'Koszmar egzystencji' to fraza, mogąca udzielić odpowiedzi na pytanie o merytoryczną ich istotę. Rzeczywiście postrzegacie świat w aż tak ciemnych barwach czy raczej potrzebujecie brutalnych wersetów, jakie mogłyby pasować do agresywnej muzyki, którą wykonujecie?
HO.: "Na pewno nie powiedziałbym, że wszystko na tym świecie jest aż tak tragiczne i okropne. My raczej zabieramy głos w poważnych kwestiach. Kwestiach natury relacji międzyludzkich oraz tych między samym człowiekiem, a światem. Kwestii religii ze wszystkimi jej widocznymi manifestacjami, ukrytych namiętności i manii, pradawnych i instynktów i mrocznych rytuałów. Chociaż, warto zaznaczyć, że wpływ estetyki gatunkowej jest tu jak najbardziej obecny. Ciężko wyobrazić mi sobie, że nasz wokalista może śpiewać o laskach, imprezach i dobrej zabawie."

MS.: Gracie razem od ponad 10 lat. Z jakich osiągnięć jesteście najbardziej dumni jako muzycy? Czujecie ciężar piętrzących się doświadczeń, czy zamiast tego odnosicie raczej wrażenie, że Wasza muzyczna droga dopiero się rozpoczęła?
HO.: "Tak, w tym momencie nasza długa podróż liczy sobie już 12 lat, tak właściwie. Razem, jako zespół doświadczyliśmy wielu wzlotów i upadków, setki koncertów, tysiące mil przebytych w trasie. Daliśmy jednak radę i dalej gramy razem. Dla mnie samo w sobie jest to naszym największym osiągnięciem. Jeśli zaś chodzi o to, co teraz czujemy, myślę, że największą rozkosz czerpiemy z grania naszej ulubionej muzyki, albowiem to ona, jako taka, jest Celem i Nagrodą. Każdy nowy album jest dla zespołu nowym jego początkiem."

MS.: Wiele młodszych kapel jak EVILE, HAVOK, DIAMOND PLATE, WARBEAST, utrzymuje przy życiu thrashmetalową bestyję, a i starsze jak OVERKILL, EXODUS, TESTAMENT czy nawet METALLICA nie dają za wygraną, dostarczając kapitalne albumy i przesycone eksplozywną energią koncerty. Czy można - Twoim zdaniem - mówić tu o odrodzeniu konwencji, czy raczej dołączysz do grona sceptyków tej teorii głoszących, że zawsze miała się ona wyśmienicie? Jakie miejsce zajmuje w 'całym tym cyrku' HELL:ON? 
HO.: "Bardzo ciężko obiektywnie określić miejsce, jakie pośród tych wartościowych kapel może zajmować HELL:ON. Jest to chyba bardziej zadanie dla muzycznych dziennikarzy i krytyków niż dla samych muzyków. Myślę jednak, że właśnie nastał świetny czas dla metalu ogólnie i mam nadzieję, że nasz zespół ma w tym istotny udział."

MS.: Jak doszło do powstania HELL:ON? Czy mikstura thrash i death metalu jest dokładnie tym, co od zawsze chcieliście grać? Jak grało Wam się razem te kilkanaście lat temu i jak wygląda to teraz? 
HO.: "Ja i nasz perkusista [Oleg 'Leshiy' Talanov - przyp. autora] przyjaźniliśmy się jeszcze przed założeniem projektu i zwyczajnie zagadał do mnie z propozycją wspólnego grania. Miałem jednak wtedy inną kapelę i nie było mi spieszno do zakładania nowej. Tak więc, gdy w 2005 ostatecznie zdecydowaliśmy się założyć wspólny akt, mieliśmy już szerokie doświadczenie w grze pod innymi szyldami. Obracaliśmy się w różnych stylistykach: od black, przez power metal, do deathu. Na pierwszych próbach nie stawialiśmy nawet przed sobą zadań grania czegoś ściśle sprecyzowanego. Zastanawialiśmy się tylko co może z tego wyjść. Myślę, że chodzi tu o ten szczególny moment, o specyficzny rodzaj chemii, która albo zachodzi między ludźmi, albo nie i tyle. To samo tyczy się rozwoju kapeli. Według mnie wszystko to musi zachodzić w sposób tak naturalny i szczery jak to tylko możliwe. Wtedy występuje pewna harmonia. Myślę, że udało nam się to osiągnąć. Inaczej nie gralibyśmy razem od 12 lat. Dziś stanowimy szalenie wydajną jednostkę. Jesteśmy pełni planów i kreatywnej woli działania!"

MS.: Jakiś czas temu HELL:ON podpisał umowę z niemiecką firmą wydawniczą o nazwie Ferrrum. Jak czujecie się pod jej skrzydłami? Jak rysują się Wasze wspólne plany na najbliższą przyszłość?
HO.: "Dla nas był to bardzo duży krok naprzód, nieodwracalny przeskok z lokalnego poziomu na europejski. Spodobała nam się oferta Ferrrum, schlebiało nam również, że jest to wytwórnia niemiecka, gdzie nie grywamy zbyt często, ale gdzie zawsze bardzo lubimy wracać. Na przestrzeni ostatnich kilku lat otrzymywaliśmy oferty od kilku europejskich wytwórni - w tym od jednej polskiej nawiasem mówiąc - ale jak dotąd żadnej interesującej. Obecnie piszemy materiał na kolejną płytę, ale póki co nie wiadomo jeszcze kto ją wyda."



 

autor: Kępol



<<<---powrót